Kreatywność naszych rodaków nie zna granic, ale czas ostudzić emocje. Ten filmik to klasyczny przykład robienia z igły widły. Autor nagrania próbuje wmówić nam, że system KSeF jest jak puszka Pandory. Tymczasem prawda jest znacznie mniej sensacyjna: możliwość wystawienia faktury na dowolny NIP istniała od zawsze. To żadna ukryta funkcja rządu, tylko stara metoda, którą każdy żartowniś mógł przetestować już dekadę temu.
Przejdźmy jednak do konkretów, bo tu robi się ciekawie. Nasz bohater dokonał zakupu za jedenaście złotych i dziewięćdziesiąt osiem groszy. I tu pojawia się pierwszy zgrzyt. Faktury na tak małe kwoty — czyli tak zwane paragony z NIP-em do czterystu pięćdziesięciu złotych — w ogóle nie trafiają do systemu KSeF. Przynajmniej do końca 2026 roku będą funkcjonować poza nim. A więc ta wielka akcja sabotażowa w rzeczywistości nawet nie otarła się o system, o którym mowa.
Druga sprawa: „niszczenie firm”. Wyobraźmy sobie księgowość Kancelarii Premiera. Widzą fakturę za wspomniany asortyment — towar, którego nikt nie zamawiał i za który nikt nie zapłacił. Co robią? Po prostu ją odrzucają. Koniec historii. Żaden podmiot od tego nie upadnie, bo nikt nie ma obowiązku płacić za coś, czego nie kupił.
I teraz najważniejsze. Tu kończą się żarty. Taka prowokacja to najkrótsza droga do kłopotów. Podawanie fałszywych danych i wprowadzanie do obiegu fikcyjnych dokumentów to konkretne paragrafy. Skarbówka w dobie cyfryzacji widzi nas jak na dłoni. Monitoring w aptece, ślady w sieci — ustalenie, kto stoi za tym performansem, zajmie chwilę. Zamiast zasięgów w mediach społecznościowych można sobie zafundować wysoką grzywnę, a w skrajnych przypadkach — wyrok.
Więc jeśli ktoś myśli, że KSeF to narzędzie do robienia psikusów instytucjom państwowym, srogo się zawiedzie. To system do uszczelniania podatków, a nie do zabawy w ukrytą kamerę.