Zgadza się pan z pana partyjnymi kolegami, Piotrem Mullerem i Michałem Dworczykiem, że mamy do czynienia z postępującą „suwpolizacją PiS”, czyli że PiS zamienia się w Suwerenną czy też Solidarną Polskę?
- Do końca bym się nie zgodził, ale coś jest na rzeczy. Nasi koledzy z dawnej Solidarnej Polski, dziś już w PiS, bardzo sprawnie działają w mediach społecznościowych i stacjach telewizyjnych. Stąd może wrażenie, że oni nadają ton naszej partii. Nie jest to do końca prawdą, ale coś jest na rzeczy.
Europoseł PiS Piotr Muller mówił o tej suwpolizacji trochę w pana obronie, a przynajmniej w związku z tą sytuacją, w której publicznie beształ pana Sebastian Kaleta, kiedyś z Suwerennej Polski, dzisiaj z Prawa i Sprawiedliwości. Pan to wtedy trochę zlekceważył, mówił pan, że to „gówniażeria”, ale może jednak pan Muller i pan Dworczyk mają rację i sprawa jest poważniejsza? Może jest rzeczywiście tak, że PiS się trochę radykalizuje, idzie tą drogą Ziobry i staje się antyeuropejskie?
- Przede wszystkim słowo „zbeształ” jest nie na miejscu. Miał inny pogląd na sprawę, o którą mnie pytały media.
Jeśli dobrze pamiętam, to wyglądało tak, że powiedział panu przy kamerach - „pan się w tej sprawie nie wypowiada”. To słabe.
- Tak. Bardzo chciał się wypowiedzieć w tej sprawie. Udało mu się to. Zaakceptowałem to. Skoro tak się pali do wypowiedzi, niech się wypowie. Rzeczywiście powstała wtedy sytuacja pewnego napięcia wewnątrz partii. Część naszych posłów uznała, że to był wybryk mało kulturalny i zareagowała rozmaitymi głosami w mediach społecznościowych. To wywołało reakcję kolegów z dawnej Solidarnej Polski. Oni stanęli po stronie swojego kolei Kalety.
Przechodząc do tego meritum mojego pytania, o tę radykalizację Prawa i Sprawiedliwości, czy nie mamy do czynienia z tym właśnie?
- To spór, który się toczy i trochę trwa. Jego temperatura osłabła. To spór o strategię, wybór dalszej drogi PiS. Powinniśmy bardziej iść na prawo i odbierać wyborców, którzy poszli od nas do Brauna, czy powinniśmy iść w kierunku centrum i zabiegać o elektorat mniej radykalny? Ten spór się pojawił na przełomie roku. On trwał jakiś czas. Teraz to słabnie.
W którą stronę to idzie w takim razie? Po której stronie tego sporu pan marszałek się opowiada?
- Zawsze w takiej sytuacji najlepszy jest środek, żeby nie eliminować żadnej koncepcji. Ja uważam, że dalej na prawo nie pójdziemy. Trzeba raczej szukać miejsca, w którym wyborcy mniej radykalni uznają, że jesteśmy ich wyborem i zagłosują na nas.
To, co się dzieje w związku z programem SAFE, głosowanie Prawa i Sprawiedliwości, a potem narracja pana partii w sprawie tych unijnych pożyczek na zbrojenia, to nie jest przykład takiej jednak radykalizacji i pójścia jeszcze bardziej na prawo, grania pod antyeuropejską, braunową publiczkę?
- Nie. Jest tu wiele przekłamań i emocji w tej sprawie. Powinniśmy używać argumentów, których nie słychać w przestrzeni publicznej. Są kraje europejskie, które nie zamierzają brać w tym udziału – Holandia, Szwecja, Austria, Słowenia. Wtedy się okazuje, że to nie cała Unia pali się do tego, żeby zaciągać te wielkie pożyczki. Nie ma powodu do przesadnej histerii ze strony obozu rządowego, że jak tego nie przyjmiemy, stanie się katastrofa. Będziemy mogli się zbroić. Patrzmy na kraje, które rozsądniej do tego podchodzą.
Te kraje mają tańszy pieniądz, a państwo zaciągali dwukrotnie droższe pożyczki w Korei na zbrojenia, więc może lepiej wziąć te tańsze z Unii? Zostawmy to jednak, bo chciałem zapytać jeszcze, czy w PiS jest dyscyplina partyjna w sprawie wypowiadania się w mediach i trzeba mieć zgodę na to, żeby coś o SAFE powiedzieć w mediach?
- Zawsze była pewna dyscyplina. Nasze biuro prasowe decyduje kto i kiedy występuje w mediach, zwłaszcza w telewizji ogólnopolskiej. To nie jest żadna nowość. Faktycznie nasz rzecznik prasowy przypomniał posłom, że to nadal obowiązuje i trzeba się tego trzymać. To rozsądne. Dzięki temu kierownictwo partii może sterować naszym przekazem medialnym.
Czy to przypadkiem nie jest taka trochę pułapka na prezydenta, zastawiona z państwa strony, albo test dla prezydenta? On jest w niewygodnej pozycji. Karol Nawrocki, jeśli zawetuje tę ustawę, no to będzie, że zdradził polską rację stanu, polskie siły zbrojne. Jak nie zawetuje, to będzie, że zdradził PiS. Czyli tak czy siak będą na nim wieszać psy.
- Żadna z tych pana propozycji nie jest ścisła. Nie zdradzi racji stanu, wybierając opcję zbrojeń na własną rękę, nie pod dyktando wielkich państw unijnych. Nie wiem, co zrobi prezydent. Jeśli uzna, że ta ustawa jest możliwa do przyjęcia, nie będzie to krok, który zawiesiłby nasze dobre relacje.
O zamieszanie z niekonstytucyjnością PiS-owskich ustaw chciałbym teraz zapytać. Jak to jest, że posłowie Prawa i Sprawiedliwości skarżą do Trybunału Konstytucyjnego przepisy, które sami uchwalali? Na przykład te przepisy, na podstawie których kilka lat temu Prawo i Sprawiedliwość przejęło Trybunał Konstytucyjny. Dzięki temu o konstytucyjności tych przepisów w sprawie Trybunału Konstytucyjnego będzie teraz rozstrzygał m.in. były poseł, który przepychał te przepisy przez Sejm - Stanisław Piotrowicz, który teraz jest w Trybunale Konstytucyjnym.
- To zawiłe są prawne działania. Nie podejmuję się komentowania tego. To zadanie dla prawników. Spory prawne, które teraz trwają w Polsce – TK i KRS – zaszły tak daleko, że przeciętny słuchacz nie dojdzie do tego, kto ma rację. My to wiemy. Rację ma prawo i obowiązujące ustawy. Tego trzeba się trzymać. Nie można wymyślać konstrukcji, które próbują prawo omijać.
To prawo obowiązujące, które sami państwo uchwalili, teraz państwo skarżą do Trybunału Konstytucyjnego, obsadzonego przez państwa.
- To jest jeden punkt widzenia. Wcale tak nie jest, że to jest skarżenie prawa, które by mogło nie obowiązywać, gdyby nie nasza ustawa. To zawiłe. Ja wiem.
Niekoniecznie. Druga sprawa z Krajową Radą Sądownictwa. Tu też państwo, jeszcze nie ma chyba tego wniosku, ale będzie na dniach, przynajmniej tak zapowiada Prawo i Sprawiedliwość, nagle po wielu latach od uchwalenia państwa przepisów, teraz chcą państwo je skarżyć do Trybunału Konstytucyjnego. Wspólny mianownik z Trybunałem i z KRS-em jest taki, że po prostu teraz jest szansa, że obecna władza obsadzi te trybunały i te rady.
- Tak. Tylko, w jaki sposób obsadzi? Jest ustawa, która obowiązuje. Konstytucja mówi, że kwestia obsady KRS ma wynikać z ustawy. Ustawa jest, trzeba jej się trzymać. Obecna władza uważa, że ona nie obowiązuje i próbuje ją obejść. Prezydent zawetował ustawę o KRS. Tylnymi drzwiami chcą głosować przez sędziów, nie wybór przez Sejm.
Ale posłowie będą przecież głosować nad tym.
- Będą głosować nad wyborem, którego dokonali sędziowie.
Ale liczy się ten wybór posłów. Ja nie rozumiem, gdzie tu jest sprzeczność z prawem.
- Sprzeczność polega na tym, że obecnie proponowana wersja wyboru nie jest zgodna z obowiązującą ustawą.
Jak nie jest zgodna, skoro posłowie będą głosować nad tymi kandydatami? Swoją drogą jeszcze zacytuję państwu. Pan to zna na pewno. Artykuł 187 Konstytucji. W KRS zasiada 15 członków wybranych spośród sędziów Sądu Najwyższego, Sądów Powszechnych, Sądów Administracyjnych i Sądów Wojskowych, a także 4 członków wybranych przez Sejm. Zostawmy to już, bo jeszcze jedna jest taka ustawa państwa autorstwa, którą też państwo chcą do Trybunału Konstytucyjnego skarżyć. To jest ustawa o elektromobilności. Tutaj to rozumiem, że chodzi o wsparcie referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego w Krakowie, które jest związane ze strefą czystego transportu, no i ewentualną kandydaturą pani Małgorzaty Wassermann na urząd prezydenta w Krakowie. Czy dobrze rozumiem?
- O tyle dobrze pan rozumie, że podpisy już są. Referendum się pewnie odbędzie. Będzie kwestia uznania podpisów, ale to raczej formalność. Jest ich więcej, niż trzeba. To uruchomi procedurę właściwą. Zostanie odwołany prezydent, jeśli referendum będzie ważne, czyli odpowiednia ilość obywateli zagłosuje. Wtedy otworzy się pole do decyzji, kto byłby najlepszym kandydatem, kogo, jakie środowisko wystawi jako kandydata.