Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem Solidarnej Polski, Piotrem Sakiem.
Jest porozumienie partii tworzących Zjednoczoną Prawicę ws. programu na lata 2021-2023. Czego dotyczą wspólne ustalenia?
- Naturalnym jest, że Zjednoczona Prawica to trzej koalicjanci. Zdarzają się różnice zdań, ale trzeba siąść do stołu i wyznaczyć nową mapę dalszych zmian. Program jest realizowany od 2015 roku, przy uwzględnieniu zmieniającej się sytuacji. Jako Solidarna Polska akcentujemy pakiet ustaw, które były zahibernowane teraz. Mam nadzieję, że skończy się boksowanie i wystartujemy. To ustawa wolnościowa dotycząca swobody w internecie. Jest tak, że giganci internetowi sobie mocno pozwalają, ingerują, kasują treści nienadające się do usunięcia. Do tego też przepisy dotyczące hospicjów perinatalnych. One nie były kontynuowane, leżakowały. Po tych ustaleniach uda się przygotować pakiet ustaw, które należy uchwalić. To da możliwość dalszej współpracy. To była symbioza. Wszyscy mogli współpracować. Różnice się zdarzają, jak w rodzinie.
W protokole odrębności nadal zostaje Fundusz Odbudowy. Tutaj zdania państwo nie zmieniacie? Na pewno nie zagłosują państwo za ratyfikacją?
- Nie ma takiej możliwości. Jako Solidarna Polska głosujemy w 99% identycznie jak PiS. Tutaj jakby w tych podstawowych kwestiach mamy jedność widzenia i wspólnotę interesów, które są realizacją na rzecz Polaków. W tym zakresie nie ma kroku wstecz. Jednoznacznie się wypowiadaliśmy. Nasze zdanie zostało zaakceptowane z tego co wiem.
Co jeśli dojdzie do porozumienia premiera Morawieckiego z Lewicą ws. poparcia Funduszu Odbudowy? Nie będzie to optymalne rozwiązanie? Solidarna Polska została na nie, ale pieniądze i tak popłyną do Polski?
- Patrzymy przez nasze stanowisko. Nie jest tak, że mówimy nie, bo nie. Mocno wskazywaliśmy, jakie są ryzyka związane z wprowadzaniem takich rozwiązań. To uwspólnotowienie długu, transfer uprawnień do UE. My na to się nie godzimy. Wiemy jednak jaka jest sytuacja. Dochodzi do porozumień. Dobrze. Opozycja pokazuje swoją europejskość, swoje zblatowanie z UE. Jeśli chcą głosować za, jest to dla mnie zrozumiałe. Wiemy, że są silne związki PO czy Lewicy z Unią.
Tak mówi cała Solidarna Polska, czy są pojedynczy politycy, który w tej sprawie mogą się wyłamać?
- W tym zakresie jesteśmy monolitem. Wiele razy rozmawialiśmy, nie słyszałem głosów odrębnych. Jest pełne przekonanie. Byłbym zdumiony jakby ktoś wykonał woltę. To jednak polityka. Wszystkiego wykluczyć nie można. Rozmawialiśmy jednak. Stanowisko naszych przedstawicieli jest klarowne. Jest akceptacja i zgoda naszego środowiska.
Jak realne wydają się panu dzisiaj wspólne listy wyborcze w roku 2023, jeśli Solidarna Polska zagłosuje na nie?
- Mam bogatą wyobraźnię. Wszystko trzeba brać pod uwagę. Są porozumienia, które wskazują, że listy powinny uwzględniać przedstawicieli Porozumienia i Solidarnej Polski. Przed nami jednak 2,5 roku pracy. Skupmy się nie na listach, ale na realizacji programu. Ta misja została nam powierzona po raz drugi przez Polaków. Ma nas łączyć program i idea. Bilans jest pozytywny. Były pieniądze dla przedsiębiorców, likwidacja luki VAT-owskiej. Udało się wprowadzić niższy PIT, 13, 14 emeryturę, 500+. Teraz musi być nowe otwarcie po pandemii w nowej normalności. Co do list to czas pokaże. Mamy teraz realizować program i nasze wyzwania. Nie ma co popadać w samozachwyt. Przed nami wiele do zrobienia.
Prawdopodobnie jutro usłyszymy zapowiedzi otwierania hoteli, ogródków restauracyjnych i handlu po 4 maja. Nie nazbyt pochopnie? To ten moment?
- W dalszym ciągu sytuacja jest poważna. Mam jednak odczucie, że trzecia fala osiągnęła już swój pułap i neutralizuje się. Docelowo trzeba odhibernować gospodarkę. Wszyscy czekają na to. To był okres przerwania, nie normalnego funkcjonowania. Gospodarka się budzi, ale niektóre sektory nie działały. Tam ryzyko transmisji wirusa było bardzo duże. Przyspiesza program szczepień. Da to perspektywę powrotu. To nie są jednak decyzję ad hoc. To wszystko jest konsultowane z radą medyczną. Specjaliści oceniają sytuację w Europie i na świecie. Jest wola powrotu do normalności. Ten czas smuty wirusowej musi się skończyć kiedyś. Wracamy do momentu, że czas nacisnąć zielony przycisk.
Ostatnie badania pokazują, że 30% Polaków nadal nie chce się szczepić. Politycy mają jakiś pomysł, jak ich przekonać? Wszyscy gramy o odporność zbiorową.
- Dostrzega się stanowisko wielu osób, które mają mieszane uczucia i opory. W naszej krwi zawsze była kontestacja. Rozumiem to. Każdy jest kowalem swojego losu. Mam jednak nadzieję, że instynkt samozachowawczy pokaże, że warto się szczepić. Badania pokazują, że zmniejsza to ryzyko poważnych powikłań. Planowana jest poważna kampania mająca na celu przekonanie niezdecydowanych, że nie jest to coś złego dla organizmu. W tym zakresie trzeba podejść odpowiedzialnie. Obowiązku nie ma. Każdy ma swobodę. Trzeba to uszanować i pamiętać o szerokim spektrum. Osoby nieszczepione to potencjalnie większe niebezpieczeństwo.