Zapis rozmowy Sławomira Wrony z burmistrzem Krynicy, Piotrem Rybą.
Jesteśmy na półmetku ferii zimowych, które odbywają się w cieniu pandemii. Mimo dramatycznych prognoz ferie odbywają się bez lockdownu. Branża turystyczna odrabia w tym roku straty?
- Branża stara się zarobić na ten sezon, mieć środki na przyszłe inwestycje. To, co zostało stracone rok temu, przepadło. Jest teraz jednak dużo lepiej. Branża się skupia na tym sezonie. Zima nam dopisuje. Znowu spadło kilkanaście centymetrów śniegu w nocy. W ciągu 1,5 tygodnia to metr śniegu ekstra w Krynicy. Niedaleko od Krynicy go już nie ma. Warunki są bardzo dobre. Dziś nieco wieje, ale jest bardzo dobrze. Są turyści, goście. Branża może zarabiać. Urząd Miasta jest też zadowolony. Jesteśmy gminą turystyczną.
Frekwencja jak wygląda w porównaniu z ubiegłym rokiem? Wiemy, że wtedy nie zależało to od decyzji samych odwiedzających, bo były ograniczenia.
- Tak. Nie jest idealnie jak przed pandemią, ale 2021 rok był zamknięty. Porównanie z ubiegłorocznym sezonem jest bardzo na plus. Patrząc na rok 2020, jest mniej więcej podobnie. Może nieco mniej. Część ludzi odwołuje pobyty z uwagi na kwarantannę, ale w weekendy Krynica jest oblegana. Nasze stacje narciarskie robią furorę. Cieszymy się z tego.
Nie tylko narciarstwo jest popularne i żywe w Krynicy. Powracają saneczki. Na Górze Parkowej udało się odtworzyć 200 metrów naturalnego toru saneczkowego, na którym odbywają się nawet zawody. Mówi się nawet o mistrzostwach Polski...
- Powrót sportów saneczkowych to był mój priorytet. 3 lata trwało uchwalenie studium zagospodarowania, żeby można było lokalizować tor saneczkowy poza Górą Parkową bez kolizji ze źródłami wód. To nam się udało. W lipcu studium zostało przyjęte, na najbliższej sesji kieruję wniosek o wszczęcie procedury zmiany zagospodarowania przestrzennego, czyli krok numer dwa, żeby budować sztuczny tor saneczkowy. Odtworzenie saneczkarstwa jest ważne z uwagi na piękną tradycję i marzenia o sztucznym torze. Staramy się to ziszczać. Tor udało się zamrozić. Dziś mamy kolejne zawody. Cieszę się. Prężny klub saneczkarski z Gorzowa przyjechał potrenować. Jesteśmy jedynym miejscem, gdzie można potrenować na torze, który działa w Polsce. Cieszę się. Młodzi adepci widzą, że mogą pojeździć na torze. To nie jest trenowanie na kółkach. To namiastka prawdziwego toru. To już spore prędkości. Zainteresowanie rośnie. Stawiam na to, żeby saneczkarstwo wróciło do Krynicy pełną gębą.
Rozumiem, że te 200 metrów naturalnego toru z trzema zakrętami nie zaspokaja ambicji Krynicy? Ciągle są starania, żeby powstał obiekt sztuczny. Ministerstwo Sportu planuje to jednak w Dusznikach. Pod koniec roku słyszeliśmy jednak, że Krynica nie składa broni i będzie się starać, żeby dwa takie obiekty w kraju powstały, drugi w Krynicy. Są informacje mówiące, że te nadzieje mają jakiekolwiek uzasadnienie?
- Od kilku lat weszliśmy na ścieżkę prowadzącą do tego, żeby tę inwestycję zrealizować w Krynicy. Jesteśmy najlepiej przygotowani. Nie chcę przesądzać, gdzie będzie tor. Mamy zapisy planu. Są zapisy alternatywne. Tor będzie można lokować w danym miejscu, ale nie będzie to wyłączny sposób zagospodarowania tego terenu. Będą tam alternatywnie trasy narciarstwa biegowe, lub hotele. Łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Są przewroty. 5-6 lat temu w Arłamowie miał powstać tor. To spełzło na niczym. Musimy pracę u nas wykonać. Musi być teren przygotowany, koncepcja. Idziemy z konkretami. Na siłę nie chcę wydeptywać ścieżek w Warszawie. Robimy wszystko, żeby po procedurze planistycznej, co potrwa pewnie 1,5 roku… Takie są realia. Potem będzie teren pod projekt budowlany. Skupiamy się na tym. Nie przesądzam, czy to się uda, czy nie. Zrobimy wszystko, żeby się udało.
Jest możliwa taka wersja, że Krynica zbuduje tor bez wsparcia funduszy rządowych?
- Problem jest taki... Żeby to się udało za środki rządowe, muszą być grunty przekazane do COS. Takiego wariantu nie wykluczam. Koszt budowy toru to około 120 milionów złotych brutto. Za małą gminą na to jesteśmy. Żeby to współfinansować w programach sportowych, wkład własny to 50%. Tego też nie mamy. Jakby COS powstał i 99% kosztów pokrył skarb państwa, jest to wariant optymalny. Jesteśmy w stanie te grunty przekazać. Wartość dodana takiego obiektu jest wielka. To masa odwiedzin, to są zawody rangi pucharu świata, mistrzostwa świata. Tor to trzy dyscypliny olimpijskie. Nie mamy takiego obiektu w Polsce. Wiemy, o co gramy. Sprawa właścicielska jest drugorzędna. Chciałbym, żeby ten tor w Krynicy powstał.
Spore emocje w ostatnich dniach wywołuje dyskusja wokół nowych przepisów dających prawo do ulgi podatkowej osobom, które zajmują się zabytkami. To dotyczy także podmiotów, instytucji i samorządów. To narzędzie ma pomóc w zachowaniu cennych zabytków. Pan jest zainteresowany takim rozwiązaniem? Był niepokój mówiący o znikających z krajobrazu Krynicy charakterystycznych, zabytkowych obiektach. Takie narzędzie może się okazać przydatne?
- Ja tego nie wykluczam. Najsłynniejsze obiekty w Krynicy należą do Uzdrowiska. Jesteśmy w trakcie rewitalizacji deptaka. Muszla Koncertowa też jest rewitalizowana. Nie wykluczam, że jak będzie opcja skorzystać z takich środków… W XIX wieku został w Krynicy wybudowany teatr, który spłonął w czasie II wojny światowej. On nigdy nie był odbudowany, a stał w sercu deptaka. Jest wstępna koncepcja odbudowy go. Jak będzie można skorzystać z takich ulg i środków, to skorzystam z tego. Na bulwarach Dietla aktualnie odbudowała się willa Tatrzańska. Większość willi jest zrewitalizowana, ale po tej stronie między hotelem Prezydent i willą Wisła stał teatr. Będę chciał go odbudować w starym stylu. Jak będą możliwości, żeby z tego skorzystać, to skorzystamy.
W Nowym Sączu nabiera tempa dyskusja o projekcie budowy spalarni odpadów. Jest głos mówiący, że ten projekt swoim zasięgiem obejmowałby całą Sądecczyznę. Problem gospodarki odpadami mógłby zostać rozwiązany na większej ilości gmin. Z perspektywy Krynicy taki projekt wart jest rozważenia? Krynica wsłuchuje się w te głosy?
- Oczywiście. Słuchaliśmy wcześniej jak jedna firma próbowała budować taki obiekt w Gorlicach. Powstał Sądecki Obszar Funkcjonalny na nową perspektywę unijną. Wszystkie gminy Sądecczyzny i miasto Nowy Sącz są w tym związku. Nie uciekniemy od tego tematu. Taki obiekt powinien być w okolicy miasta, które może czerpać z tego energię cieplną. Produktem ubocznym tu jest ciepło. To temat trudny, ale uważam, że miejsca na składowanie odpadów w Polsce jest mało. Na 2-3 powiaty powinna być taka instalacja. Mamy recykling, ale część odpadów się tylko składuje. W Europie takie spalarnie działają. W Nowym Sączu są spory, ale my i tak przed tym nie uciekniemy. Ta spalarnia gdzieś będzie musiała powstać. Inaczej zostaniemy zasypani przez śmieci.
Jeśli teraz sądeczanie myślą sobie, że oni będą mieli uciążliwości, a sądeckie gminy rozwiązany problem, to co by pan odpowiedział?
- W centrum Wiednia jest spalarnia, o której mało kto wie. Filtry i technologie są tak dobre, że skoro w centrum miast są takie spalarnie, to nie przekłada się to na problemy mieszkańców. Jest tanie ciepło z tego. To kwestia przekonania ludzi i władz. To nie jest popularna decyzja. Bazuje to na stereotypach, ale nie uciekniemy od tego. To wróci. Co roku każdy patrzy, ile wzrośnie opłata za odbiór odpadów. Jest tak między innymi, bo nie ma spalarni. Spalarnia bierze śmieci za niższą cenę i uzyskuje z tego energię cieplną.