Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem Koalicji Obywatelskiej, Pawłem Kowalem.
Wczoraj Sejm niemal jednogłośnie przyjął uchwałę ws. Ukrainy, w której jest także apel do NATO. Jakie scenariusze teraz powinien rozważyć Polski rząd?
- Najważniejszą sprawą dla polskiego rządu jest ruszyć na Zachód, czyli do Berlina, do Paryża i do Waszyngtonu. Trzeba przedstawić konflikt na Ukrainie, jak on faktycznie wygląda. To kwestia relacji rosyjsko-ukraińskich, ale też uderzenie w interesy Polski i w interesy UE. Trzeba pokazywać realne scenariusze, które mogą się wydarzyć przy dalszej presji Rosji na Ukrainę. To blokady granic, kłopoty z dostawą energii, kłopoty z uchodźcami, konieczność przyjęcia imigrantów politycznych. Tych problemów dzisiaj nie widzą przywódcy UE. Oni nie są w te sprawy tak wciągnięci jak my. Nie znają tego regionu. To realny problem, przed którym stoi zachód.
W opinii wielu ekspertów sprawy zaszły tak daleko, że bez dalszej eskalacji konfliktu już się nie obejdzie. Podziela pan to zdanie?
- Rosja będzie szukać rozwiązań, żeby powiedzieć, że wycofuje się z konfliktu na przykład na prośbę Chin. Scenariusze są możliwe. Nie znamy zamiarów Putina. Nie do końca rozumiemy, co jest informacją, co dezinformacją. Jestem sceptyczny przed koncentrowaniem się na aspektach psychologicznych działalności Putina. Trzeba obserwować fakty i propagandę. Z faktów wynika, że to dalej eskaluje, bo wojska są gromadzone. To niebezpieczne. Analiza propagandy wskazuje, że to może być duży proces negocjacyjny. Chodzi o zastraszenie administracji Bidena i uzyskać koncesje energetyczne. Z Nord Stream gra się nie skończyła. Wciąż Nord Stream nie może być używany w UE, bo nie ma certyfikacji. Putin ma o co grać przy energetyce. Jest możliwe, że to wszystko jest negocjacjami. Nie powinno nas to jednak uspokajać. Tak czy inaczej jest ostry konflikt. To, co jest w deklaracji sejmowej, to fakt, że już jest agresja na terenie Ukrainy.
Rzeczywiście możemy już liczyć na to, że działania Rosji wzmocnią NATO na wschodniej flance w nieodległej przyszłości? USA będą mocniej zaangażowane w sprawy Europy i NATO dostanie nowej dynamiki po tych wydarzeniach?
- To zależy od polityki Polski. Jak jesteśmy w stanie mobilizować naszych zachodnich sojuszników, to jest to możliwe. Naszym warunkiem jest przekonanie sojuszników, że muszą się bardziej i szybko zaangażować. Ich pomoc dla Ukrainy musi obejmować uzbrojenie, szkolenie, szpitale polowe, pomoc humanitarną i mocne wsparcie dyplomatyczne. To warunek powodzenia. Kluczem jest to, że musimy wygrać tę potyczkę na zachodzie. Musimy wrócić do normalnych relacji z partnerami zachodnimi. Tylko oni pokażą Putinowi negatywną perspektywę dla niego. Ta wojna już trwa.
Wyższe ceny energii, uchodźcy, kłopoty polskich firm na rynku ukraińskim, kłopoty z łańcuchami dostaw to realne zagrożenie. Nie pytam nawet o żądanie Rosji powrotu do układu sił sprzed 1997 roku, bo to zostało odrzucone przez Bidena...
- To, co dzisiaj proponuje Rosja, jest nie do przyjęcia. To bezczelne. Służy to tylko eskalacji konfliktu. Myślenie w kategoriach stref wpływów, dawnego imperium... To myślenie w kategoriach zaborów. Apeluję do polityków PiS. Nie bierzmy udziału w szczycie partii promoskiewskich w Madrycie w sobotę. Nie powinniśmy wykonywać gestów, które na Kremlu mogą być odczytane jako pojednawcze. Trzeba się skupić na mobilizacji Scholza, Macrona i innych przywódców europejskich. Do tego USA. Ich postawa nie jest zadowalająca w pełni. Są dobre elementy, ale też wiele błędów. Trzeba ich mobilizować.
Dziś na niejawnym posiedzeniu zbiera się Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Jakie pytania Rada powinna sobie postawić? Kto będzie reprezentował PO?
- Wczoraj słyszałem… Nie jestem uprawniony, żeby się wypowiadać. Ale pewnie bezie to szef klubu. Powinien być tam też Donald Tusk. To szef PO, ale też były szef Rady Europejskiej, szef Europejskiej Partii Ludowej, która zrzesza licznych przywódców europejskich. Niektórzy z nich podzielają nasze stanowisko wobec konfliktu, niektórzy nie. Trzeba ich przekonywać. Donald Tusk jest właściwy. Trzeba zmobilizować wszystkie siły w państwie. Nie widzę powodu, żeby prezydent bał się rozmowy o bezpieczeństwie Polski z liderem PO Donaldem Tuskiem. Ja bym chciał, żeby przy tym stole byli wszyscy, którzy mogą wpłynąć na zachowanie zachodnich sojuszników. Niebezpieczeństwem jest izolacja. Tak było w 1939 roku. Musimy trzymać się z zachodem, mobilizować go. Ten konflikt może być dla naszych obywateli problemem.
Jak pan ocenia projekt nowej ustawy antycovidowej? Pracownicy będą mogli żądać od pracowników testów, które mają być bezpłatne raz w tygodniu. Jest tam propozycja skarżenia osoby, od której pracownik się zaraził...
- W jaki sposób można to udowodnić? To bezsensowne. To dalszy ciąg absurdalnego tańca wokół problemu, który zbiera wielkie żniwo. Jesteśmy w ogonie statystyk na świecie i w UE. To wielki problem dla Polski. Jest bezczynność rządu, który ma instrumenty, ale boi się ich użyć, bo mruga do Konfederacji. Co trzeba zrobić? Każdy wie. Albo trzeba się zdecydować na twardą izolację chorujących, albo na powszechne szczepienia, co nie jest niczym nowym. W Polsce jest wiele szczepień powszechnych. Do tego powszechność maseczek. Coś trzeba wybrać i być konsekwentnym. Rządowi tego brakuje od początku pandemii.
Obowiązek szczepień dla wszystkich, czy dla konkretnych grup populacyjnych?
- Obowiązek szczepień na tym etapie dla wszystkich, poza tymi, którzy nie mogą. Najpierw grupy zawodowe największego ryzyka. Szczepimy się na wiele chorób w Polsce. Nikt nie protestował. To najlepszy sposób.