Zapis rozmowy Jacka Bańki z Pawłem Kowalem, liderem krakowskiej listy Koalicji Obywatelskiej do Sejmu.
Jest pan rozczarowany dynamiką kampanii w Krakowie?
- Nie. Nie było źle. To była dobra kampania. Ja się z czasem rozkręciłem. Ostatnie dni to chodzenie po mieszkaniach. Mało było debat, ale jedna nas czeka jeszcze. Było mało zwarcia między jedynkami. W Krakowie jest zapotrzebowanie na dyskusję o konkretach. Zrekompensowałem to sobie dużą ilością kampanii bezpośredniej – ulotki, kawa.
Dyskusja jeszcze przed nami. Zapraszamy dzisiaj o 19:00 do Radia Kraków.
- Tak. Zapraszamy wszystkich. Kandydaci w Krakowie mają swoją siłę polityczną. To nie tylko pani Wassermann, ale też pan Gdula, pani Ścigaj. To doświadczeni politycy. Jeśli ktoś chce poznać nasze temperamenty - zapraszam. Liczę na tę debatę.
Kiedy ruszała kampania mówił pan, że chce pan dużo mówić o służbie zdrowia, bo służba zdrowia to dzisiaj największy problem w naszym kraju. To potwierdzają badania.
- Mam poczucie, że to mój sukces. Było w kampanii wiele o zdrowiu. Nikt się z tego nie wywinie. Teraz jadę na kilka godzin do Warszawy, na konferencję ws. onkologii. Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że onkologia, choroby rzadkie, cywilizacyjne to tematy, z których możemy być dumni. Nie zgadzamy się co do oceny ostatnich lat, ale te tematy wybrzmiały w kampanii.
Nie wystarczy jednak dosypać pieniędzy do systemu. Ważny jest cały pakiet zmian – kształcenie studentów medycyny, funkcjonowania usług medycznych.
- Ja cały czas mówiłem, żeby nie zaczynać dyskusji od pieniędzy. Ona musi tego dotyczyć, ale muszą być cele. Dla mnie najważniejsza jest onkologia. Można ją wyłączyć z systemu. Może być agencja walki z rakiem. To dobrze zadziałało w Wielkiej Brytanii. Można agencji dać duże uprawnienia, żeby dawała szybką ścieżkę dostępu do najnowszych terapii i diagnozy, jeśli pacjent zachoruje. Żeby ona organizowała diagnozę dla ludzi spoza ośrodków miejskich. Rak to jeden z największych zabójców. To można zrobić tworząc agencję i wyłączając ją z systemu. Z 500+ mówiono, że nie można. Rząd pokazał, że się da. Za to ich chwaliłem. Ktokolwiek dzisiaj wygra, to będzie zadanie – stworzyć agencję i pokazać, że skutecznie można leczyć raka.
Wróćmy do kampanii. Sprawa taśm Neumanna będzie takim gamechangerem, czy nie wierzy pan w takie nagłe zwroty?
- Nie. Jako politolog wiem, że to nie gra w ostatniej fazie. Taśmy miały swoje znaczenie, ale nie przesadzajmy. Nie nagrywajmy się, nie budujmy opinii na podstawie nagranych rozmów. Poważnym problemem państwowym jest sprawa kamienicy Banasia. Widzę, że tego się nie udało rządowi załatwić. Tu są ryzyka związane ze związkami świata przestępczego z politykami. To musi być wyjaśnione. Żałuję, że tak się nie stało. Oby po wyborach nowy rząd to wyjaśnił. Takie praktyki nie mogą mieć miejsca. Na końcu kampanii wybrzmiewają sprawy najważniejsze. Nic się nie zmienia. Z jednym wyjątkiem – królową wyborów będzie frekwencja. Ludzie, którzy nie chodzili na wybory, mogą przeważyć szalę. Apeluję o pójście do wyborów.
Wspomniane taśmy i wypowiedzi Lecha Wałęsy i to przerzucenie poparcia z Koalicji Obywatelskiej na PSL nie zdemobilizuje wyborców KO?
- Nie. Cały tydzień po tych wydarzeniach byłem na ulicach. Ludzie odróżniają rzeczy ważne od nieważnych. Nie chce mówić, że taśmy, wypowiedź Lecha Wałęsy są nieważne. Miałem z nimi kłopot, ale ludzie wiedzą, że chodzi o coś więcej. Lech Wałęsa nie jest członkiem PO. Z jego stanowiskiem polemizowało wiele osób. Nie ma obowiązku zgadzać się ze wszystkim z Lechem Wałęsą. To nie jest istotne na koniec kampanii. Liczy się decyzja, czy ktoś przedłuży mandat dla obozu władzy, czy wpuści na boisko rząd partii opozycyjnych.
Jeszcze Kraków. Hutnicy z krakowskiego oddziału ArcelorMittal szykują się do protestu w związku z planami wygaszenia wielkiego pieca. W jaki sposób ratować krakowski zakład? On jest do uratowania?
- Niektórzy mówią, że jest, inni, że nie. Liczę na skuteczną polityczną mediację. Włączył się w to prezydent Krakowa. Na końcu to decyzja ekonomiczna. Jeśli na to chcemy wpłynąć, musimy mu pokazać możliwości. Kilka razy podchodzono do tego i udawało się przekonać właścicieli, żeby tak się nie stało.
To czasem przypomina szantaż. Jeśli nie dostanę czegoś dodatkowo, wygaszę piec, a wy sobie radźcie z ludźmi, którzy zostaną bez pracy.
- Trzeba pokazać solidarność prezydenta miasta i liderów sił politycznych, bez znaczenia kto jest przy władzy. Musi być wspólny front. Wtedy będzie mniej skłonności do szantażu i będą szanse na negocjacje. Teraz jest to krótkoterminowe. Musi być działanie długofalowe.
Problem w tym, że nikt deklaracji konkretnej nie złoży przed wyborami.
- Nie wiem jaka by mogła być deklaracja. Diabeł tkwi w szczegółach. Mnie to będzie interesowało. Włączymy się w negocjacje. Miasto też powinno się włączyć. To może być jedyna deklaracja polityczna. Chyba nikt nie wątpi, że jak ktoś jest posłem z Krakowa to nie zignoruje tego problemu. To jeden z centralnych problemów dla funkcjonowania dużej części miasta, jeśli chodzi o rynek pracy.
Pierwsze chłodne dni pokazały na mapkach smogowych, że zakaz palenia paliwami stałymi w Krakowie działa. Problemem jest to, co napływa z 14 gmin okolicznych. Wiadomo, że z uwagi na koszty te gminy szybko nie dokonają takiej zmiany. Jaką dać im szansę? Jaki montaż finansowy?
- Nie krytykować ich, nie zwalać na nie. One mają mniejsze możliwości, inna jest struktura społeczna. Są to często ludzi z mniejszą ilością pieniędzy. Może trzeba zrobić duży program nie tylko dla Krakowa, ale dla tych powiatów. Możliwości są. Można wykorzystać środki europejskie na poprawę jakości powietrza. Druga droga to samorząd wojewódzki. On się nie wywinie. Samorząd wojewódzki i miejski musi być włączony. Musi być program dla mieszkańców, którzy nie dali sobie rady. Jestem jednak daleki od zdania, że Kraków jest super i wszystko przez tych, którzy mieszkają poza Krakowem. Jest jakiś powód. Oni mieli miej możliwości, mniej środków. Od strony prawnej, ustawowej to mamy. To działa.
Uczestnictwo samorządu krakowskiego powinno się wiązać z uczestnictwem finansowym?
- Musimy się zastanowić, czy nie opłaca się w to zainwestować. Część tych pieców kopcących nie jest na terenie Krakowa, ale skutki dotyczą Krakowa. Pytanie jakie są możliwości formalne, żeby Kraków się w to włączył. Na poziomie politycznego lobbingu, presji na władze w Warszawie, da się to zrobić.
Nobel dla Tokarczuk?
- Chciałbym. Bylibyśmy bardzo szczęśliwi. Życzę Oldze Tokarczuk i Polsce, żebyśmy dostali nowy zastrzyk. Każdy Nobel dla Polski był ożywczym wiatrem dla życia kulturalnego.