-
Izabella Sariusz-Skąpska wskazuje, że kłamstwo i dezinformacja są trwałą metodą rosyjskiej polityki, a narracja o „oblężonej twierdzy” służy do usprawiedliwiania działań Kremla wobec Ukrainy i Zachodu.
-
Jej zdaniem powrót do kłamstwa katyńskiego i usuwanie polskich symboli z cmentarzy w Katyniu, Miednoje i Twerze to element szerszej ofensywy propagandowej, którą przez lata wzmacniali pseudo-historycy i imperialne mity.
-
Sariusz-Skąpska podkreśla, że nie można całkowicie odcinać się od „zwykłych Rosjan”, którzy sprzeciwiają się reżimowi, choć przyznaje, że sama odczuwa silny dystans wobec eksportowego wizerunku Rosji i jej kultury.
-
Prezes Federacji Rodzin Katyńskich ostrzega przed czarnym rynkiem pamiątek po ofiarach zbrodni katyńskiej i apeluje, by wszystkie takie przedmioty trafiały do Muzeum Katyńskiego, zapowiadając akcję „Pamięć nie jest na sprzedaż”.
- A
- A
- A
„Pamięć nie jest na sprzedaż”. Izabella Sariusz-Skąpska o powrocie kłamstwa katyńskiego
„Nie dam się nabrać na eksportową wersję Rosji, o jej wspaniałej, głębokiej duszy” – mówi w Radiu Kraków Izabella Sariusz-Skąpska, prezes Federacji Rodzin Katyńskich, wskazując, że za fasadą "kultury i baletu" wciąż kryje się imperialne myślenie, kłamstwo i systemowe wypieranie odpowiedzialności za zbrodnie. Odnosi się w ten sposób do rosyjskich aktów dywersji, antypolskich wystaw i demontażu polskich upamiętnień zbrodni katyńskiej.Katyń, Miednoje, Twer, Charków – co dzieje się dziś w miejscach pamięci
Izabella Sariusz-Skąpska w rozmowie w Radiu Kraków akcentuje to, co najbardziej bolesne dla rodzin Katyńczyków: rosyjskie działań wobec miejsc pamięci. Przypomina, że na wniosek rosyjskiej prokuratury z kompleksu Pomnika Katyńskiego w obwodzie smoleńskim usunięto płaskorzeźby Orderu Virtuti Militari oraz medalu pamiątkowego Krzyż Kampanii Wrześniowej.
Jako pretekst wskazano rzekomo „rusofobiczną symbolikę”. Sariusz-Skąpska zauważa z ironią, że na krzyżu wojny obronnej 1939 roku widnieją daty 1 i 17 września, podczas gdy w rosyjskiej narracji 17 września to dzień „wyzwolenia bratnich narodów”.
"Każdy Rosjanin powinien wiedzieć, że 17 września oni po prostu wyzwolili swoich braci, którzy cierpieli w II Rzeczypospolitej" – komentuje z przekąsem.
Prezes Federacji Rodzin Katyńskich przypomina, że podobne działania miały miejsce wcześniej: w maju tego roku usunięto płaskorzeźby z kompleksu pomnikowego w Miednoje pod Twerem, a jeszcze wcześniej – tablice zawieszone przez rodziny katyńskie w Twerze, w miejscu, gdzie ginęli polscy oficerowie. Zwraca uwagę, że wówczas w Rosji wciąż działało stowarzyszenie Memoriał, które odważyło się pójść do sądu w obronie polskich tablic.
"To był gwoźdź do trumny ich delegalizacji" – ocenia.
Sariusz-Skąpska podkreśla, że w Miednoje szczególnie trudno zrzucić winę na Niemców – ci po prostu nigdy tam nie dotarli. Z kolei na Ukrainie sytuacja miejsc pamięci jest dramatycznie naznaczona wojną. Wspomina, że cmentarz ofiar totalitaryzmu w Charkowie został częściowo zniszczony już w 2022 roku po uderzeniu rosyjskiej rakiety. Dzisiaj Charków jest pod ciągłymi bombardowaniami, więc tylko miejscowi mogą pojawiać się na polsko-ukraińskim cmentarzu.
Prezes Federacji opowiada również o Bykowni pod Kijowem, czwartym cmentarzu katyńskim. 5 marca – w rocznicę decyzji o wymordowaniu jeńców – pojawiła się tam niewielka polska delegacja z przedstawicielami władz. Z rodzin katyńskich mogła pojechać zaledwie jedna osoba, podczas gdy dawniej na uroczystości do Katynia, Charkowa czy Miednoje jeździły specjalne pociągi, autokary i samoloty. Dziś skala obecności jest nieporównywalnie mniejsza, choć mieszkańcy Kijowa nadal przychodzą do Bykowni, a polska ambasada dba o widoczny znak obecności Polski.
Zapytana o plany Federacji, Sariusz-Skąpska mówi o poczuciu bezradności: rodziny mogą pisać oświadczenia i protesty, ale nie są w stanie dojechać do Katynia i złożyć kwiatów. Przyznaje, że nie wie, czy kiedykolwiek wróci tam osobiście.
"Do 1989 roku mieliśmy trzymać wszystko w tajemnicy i milczeliśmy. Teraz możemy krzyczeć. Ale czy to coś da?" – pyta retorycznie.
Powrót kłamstwa katyńskiego i rosyjska dezinformacja
Sariusz-Skąpska zauważa, że cała jej biografia – zawodowa i rodzinna – splata się z Rosją i Katyniem. Mówi, że kłamstwo po stronie Rosji jest stałą metodą prowadzenia polityki, a nie chwilowym wybrykiem. Wspomina reakcję znajomego na wiadomość o zniszczeniach w Katyniu, kiedy nazwała to „barbarzyństwem”. Usłyszała, że „to po prostu polityka”, na co odpowiedziała, że polityka również może być barbarzyńska. Jej zdaniem, w tym sensie w rosyjskim podejściu do prawdy „nic się nie zmienia”.
Jako przykład współczesnej dezinformacji przywołuje narracje w rosyjskich kanałach na Telegramie, które próbowały sugerować, że za aktami dywersji na linii kolejowej Warszawa–Lublin miał stać Berlin – rzekomo w odwecie za wysadzenie Nord Stream 2. Jej zdaniem to kolejna odsłona dobrze znajomego mechanizmu, w którym Rosja przedstawia się jako niewinna ofiara spisku, zbyt wielka, by cokolwiek mogło być jej winą. Zawsze musi się tylko bronić – czy to przed Kijowem, Warszawą, Berlinem, czy, jak dodaje z goryczą, „za chwilę Paryżem, Lizboną i Londynem”.
Prezes Federacji przypomina, że Rosja oficjalnie przyznała się do odpowiedzialności za zbrodnię katyńską w 1990 roku, kiedy rozsypywał się Związek Sowiecki, a władza Michaiła Gorbaczowa dobiegała końca. Dziś Gorbaczow bywa postrzegany jako ten, który „rozmontował imperium”,
"za to Putin oferuje im powrót do snów o potędze" – ironizuje.
W takim klimacie przypominanie o odpowiedzialności za wymordowanie około 20 tysięcy polskich jeńców przestaje być elementem rozliczenia, a staje się kłopotliwą „zmazą na honorze”.
Sariusz-Skąpska zwraca uwagę, że w rosyjskiej kulturze pamięci dominują inne obrazy: wielkiej armii wyzwolicielskiej i zwycięstwa w „wojnie ojczyźnianej”. Katyń – bez względu na dowody – nie pasuje do tej opowieści, dlatego tak chętnie wraca się do kłamstwa, które przerzuca odpowiedzialność na Niemców. Przypomina, że choć w 2010 roku Duma potępiła mord katyński, to przez cały czas działali pseudo-historycy, którzy wydawali książki kwestionujące fakty. Ten „jad” sączył się stopniowo do głów młodych ludzi, często wzmacniany rodzinnym przekazem: wspomnieniami, że „za Stalina byliśmy silni, wszyscy się nas bali”.
Nasz gość zwraca też uwagę na szerszy problem dezinformacji: jej zdaniem również w Polsce i w Europie jesteśmy coraz słabsi wobec jej skali. Zauważa, że wielu ludzi spędza całe dnie wpatrzonych w telefon, bez selekcji treści. W efekcie dezinformacja staje się „pożywką dla mózgu”, która na dłuższą metę może przynieść bardzo groźne skutki – zarówno dla widzenia historii, jak i dla bieżącej polityki.
„Zwykli Rosjanie”, kultura i eksportowa wersja „rosyjskiej duszy”
Zapytana, czy opowiada się za całkowitym odcięciem od Rosji, czy raczej za utrzymywaniem kontaktów z „zwykłymi Rosjanami”, zwłaszcza na emigracji, Izabella Sariusz-Skąpska podkreśla, że takie zjawisko jak zwykły Rosjanin istnieje naprawdę. Zwraca uwagę, że są ludzie, którzy odważnie sprzeciwiają się reżimowi – nie tylko głośni celebryci, ale także naukowcy i zwykli mieszkańcy, którzy z różnych względów pozostali w kraju. Emigrację nazywa swoistym luksusem, bo pozwala wyrwać się spod okowów systemu, ale nie wszyscy mogą sobie na nią pozwolić.
Przypomina, że ktoś wciąż zanosi kwiaty na cmentarz w Katyniu, ktoś inny ryzykuje publikację w mediach społecznościowych treści sprzecznych z linią Kremla, choć grożą za to realne kary. Dlatego ostrzega przed myśleniem, w którym za zbrodnie reżimu zbiorowo odpowiada całe społeczeństwo. Posługuje się obrazem „zrzucania bomb atomowych” – podejściem, według którego nawet jeśli zginie dziesięciu uczciwych, trzeba zniszczyć „Sodomę i Gomorę”. W jej ocenie to nie jest sposób, w jaki powinniśmy myśleć o Rosji i Rosjanach.
Sariusz-Skąpska przyznaje jednak, że ma osobisty odruch dystansu wobec rosyjskiej kultury. Mówi, że w jej domowej bibliotece pozostało niewiele książek po rosyjsku poza Warłamem Szałamowem, może Sołżenicynem. Dodaje, że nie da się już nabrać na „eksportową wersję Rosji”, z opowieścią o wspaniałej, głębokiej duszy, metafizyce Dostojewskiego i balecie, który ma przykryć brutalną rzeczywistość imperium.
Prezes Federacji wraca również pamięcią do czasów, gdy Rosjanie ze Smoleńska przychodzili na cmentarz w Katyniu i z wyraźną zazdrością mówili Polakom: „Dbacie o swoich, każdy ma tabliczkę, epitafium”. Po drugiej stronie płotu leżały dziesiątki tysięcy ich rodaków, bez imion, bez upamiętnienia. Niezdolność państwa rosyjskiego do uczciwego upamiętnienia własnych ofiar – zauważa Sariusz-Skąpska – wiele mówi o kondycji tamtejszej pamięci historycznej.
Pamięć nie jest na sprzedaż – czarny rynek pamiątek po ofiarach Katynia
Kilka dni temu opinię publiczną poruszyły informacje o aukcji artefaktów związanych z Holokaustem. Ten sam problem dotyczy przedmiotów związanych z ofiarami zbrodni katyńskiej, która również stają się przedmiotem licytacji. Izabella Sariusz-Skąpska wskazuje dwa główne czynniki tworzące dziś rynek tego typu pamiątek: upływ czasu oraz czarny (lub szary) obieg antykwaryczny. Mija 85 lat od zbrodni, odchodzą świadkowie – dzieci Katyńczyków – a część antykwariuszy, którzy latami przechowywali różne przedmioty związane z ofiarami, przestaje obawiać się sprzeciwu rodzin.
Sariusz-Skąpska przypomina, że Muzeum Katyńskie w Warszawie od dawna zmaga się z ofertami rozmaitych „pseudoantykwariuszy”, którzy próbują sprzedawać artefakty związane z ofiarami zbrodni. Przypomina też, że w latach 90. część przedmiotów została w sposób absolutnie nielegalny i bandycki wyjęta z dołów śmierci podczas ekshumacji – te rzeczy powinny trafić do muzeów, a nie na prywatne aukcje. Jej zdaniem dziś „wyłażą ze swoich nor różne potwory”, oferujące przedmioty, które natychmiast powinny znaleźć się w instytucjach pamięci.
Prezes Federacji podkreśla, że wszystkie przedmioty związane z ofiarami Katynia, niezależnie od tego, w czyje ręce trafiły, są w istocie dowodami zbrodni, a nie zwykłymi pamiątkami kolekcjonerskimi. Federacja Rodzin Katyńskichod miesięcy planuje już akcję „Pamięć nie jest na sprzedaż”. Organizacja szuka partnerów, którzy pomogą nagłośnić to hasło i przypomnieć, że pamięć o zamordowanych nie może być towarem.
Podkreśla stanowczo:
„Pamięć nie może być na sprzedaż. Naprawdę nie wszystko jest na sprzedaż”.
Komentarze (1)
Najnowsze
-
17:04
Zderzenie pociągu z samochodem osobowym w Wadowicach
-
16:48
Czy twój oscypek to rzeczywiście oscypek? Cyfrowy szlak oscypkowy pomoże znaleźć prawdziwy ser
-
16:21
Tradycja czy neutralność? Radni Zakopanego nie rezygnują z modlitwy przed obradami
-
16:17
Po dwóch latach wraca! Emaus jak dawniej
-
15:36
Ciotka dobra rada, ciotka opiekunka, ciotka prowokatorka. Kim jesteśmy przy świątecznym stole?
-
15:30
Jakie są rodzaje dysków? Przegląd standardów i złącz
-
15:27
Nowa inwestycja przeciwpowodziowa w Krakowie. Powstanie zbiornik przy ul. Udzieli
-
15:23
Pociągiem z rowerem na weekend – jak zaplanować trasę, kupić bilet i zabezpieczyć sprzęt?
-
14:55
Co mówią o nas zęby? Korepetycje z edukacji zdrowotnej. Lekcja 25
-
14:53
Szalik "meczowy" czy tkany? Rodzaje szalików piłkarskich i ich różnice
-
14:49
365 mln zł z funduszy szwajcarskich dla średnich miast. Tarnów liderem rozdania
-
14:35
Na węzeł w Krzyszkowicach kierowcy muszą jeszcze poczekać. Zawiniła pogoda
-
14:07
Tarnów: jest przełom dla Grupy Azoty. To była przyczyna kłopotów
-
13:50
Papież do Polaków: "Procesja rezurekcyjna wyznaniem wiary"
-
13:32
Tatry: Schronisko w Pięciu Stawach odcięte, turyści bezpieczni
-
13:10
Kard. Ryś zmienia Kościół w Krakowie. „W ciągu 100 dni zmieniło się bardzo dużo”
-
11:25
Kolejne zmiany w Cracovii. Były reprezentant Polski nowym dyrektorem