Powrót kłamstwa katyńskiego i rosyjska dezinformacja

Sariusz-Skąpska zauważa, że cała jej biografia – zawodowa i rodzinna – splata się z Rosją i Katyniem. Mówi, że kłamstwo po stronie Rosji jest stałą metodą prowadzenia polityki, a nie chwilowym wybrykiem. Wspomina reakcję znajomego na wiadomość o zniszczeniach w Katyniu, kiedy nazwała to „barbarzyństwem”. Usłyszała, że „to po prostu polityka”, na co odpowiedziała, że polityka również może być barbarzyńska. Jej zdaniem, w tym sensie w rosyjskim podejściu do prawdy „nic się nie zmienia”.

Jako przykład współczesnej dezinformacji przywołuje narracje w rosyjskich kanałach na Telegramie, które próbowały sugerować, że za aktami dywersji na linii kolejowej Warszawa–Lublin miał stać Berlin – rzekomo w odwecie za wysadzenie Nord Stream 2. Jej zdaniem to kolejna odsłona dobrze znajomego mechanizmu, w którym Rosja przedstawia się jako niewinna ofiara spisku, zbyt wielka, by cokolwiek mogło być jej winą. Zawsze musi się tylko bronić – czy to przed Kijowem, Warszawą, Berlinem, czy, jak dodaje z goryczą, „za chwilę Paryżem, Lizboną i Londynem”.

Prezes Federacji przypomina, że Rosja oficjalnie przyznała się do odpowiedzialności za zbrodnię katyńską w 1990 roku, kiedy rozsypywał się Związek Sowiecki, a władza Michaiła Gorbaczowa dobiegała końca. Dziś Gorbaczow bywa postrzegany jako ten, który „rozmontował imperium”,

"za to Putin oferuje im powrót do snów o potędze" – ironizuje.

W takim klimacie przypominanie o odpowiedzialności za wymordowanie około 20 tysięcy polskich jeńców przestaje być elementem rozliczenia, a staje się kłopotliwą „zmazą na honorze”.

Sariusz-Skąpska zwraca uwagę, że w rosyjskiej kulturze pamięci dominują inne obrazy: wielkiej armii wyzwolicielskiej i zwycięstwa w „wojnie ojczyźnianej”. Katyń – bez względu na dowody – nie pasuje do tej opowieści, dlatego tak chętnie wraca się do kłamstwa, które przerzuca odpowiedzialność na Niemców. Przypomina, że choć w 2010 roku Duma potępiła mord katyński, to przez cały czas działali pseudo-historycy, którzy wydawali książki kwestionujące fakty. Ten „jad” sączył się stopniowo do głów młodych ludzi, często wzmacniany rodzinnym przekazem: wspomnieniami, że „za Stalina byliśmy silni, wszyscy się nas bali”.

Antypolska wystawa w Moskwie. Prof. Przebinda: „W Rosji trwa pełna rewizja historii” Antypolska wystawa w Moskwie. Prof. Przebinda: „W Rosji trwa pełna rewizja historii”

Nasz gość zwraca też uwagę na szerszy problem dezinformacji: jej zdaniem również w Polsce i w Europie jesteśmy coraz słabsi wobec jej skali. Zauważa, że wielu ludzi spędza całe dnie wpatrzonych w telefon, bez selekcji treści. W efekcie dezinformacja staje się „pożywką dla mózgu”, która na dłuższą metę może przynieść bardzo groźne skutki – zarówno dla widzenia historii, jak i dla bieżącej polityki.

„Zwykli Rosjanie”, kultura i eksportowa wersja „rosyjskiej duszy”

Zapytana, czy opowiada się za całkowitym odcięciem od Rosji, czy raczej za utrzymywaniem kontaktów z „zwykłymi Rosjanami”, zwłaszcza na emigracji, Izabella Sariusz-Skąpska podkreśla, że takie zjawisko jak zwykły Rosjanin istnieje naprawdę. Zwraca uwagę, że są ludzie, którzy odważnie sprzeciwiają się reżimowi – nie tylko głośni celebryci, ale także naukowcy i zwykli mieszkańcy, którzy z różnych względów pozostali w kraju. Emigrację nazywa swoistym luksusem, bo pozwala wyrwać się spod okowów systemu, ale nie wszyscy mogą sobie na nią pozwolić.

Przypomina, że ktoś wciąż zanosi kwiaty na cmentarz w Katyniu, ktoś inny ryzykuje publikację w mediach społecznościowych treści sprzecznych z linią Kremla, choć grożą za to realne kary. Dlatego ostrzega przed myśleniem, w którym za zbrodnie reżimu zbiorowo odpowiada całe społeczeństwo. Posługuje się obrazem „zrzucania bomb atomowych” – podejściem, według którego nawet jeśli zginie dziesięciu uczciwych, trzeba zniszczyć „Sodomę i Gomorę”. W jej ocenie to nie jest sposób, w jaki powinniśmy myśleć o Rosji i Rosjanach.

Sariusz-Skąpska przyznaje jednak, że ma osobisty odruch dystansu wobec rosyjskiej kultury. Mówi, że w jej domowej bibliotece pozostało niewiele książek po rosyjsku poza Warłamem Szałamowem, może Sołżenicynem. Dodaje, że nie da się już nabrać na „eksportową wersję Rosji”, z opowieścią o wspaniałej, głębokiej duszy, metafizyce Dostojewskiego i balecie, który ma przykryć brutalną rzeczywistość imperium.

Prezes Federacji wraca również pamięcią do czasów, gdy Rosjanie ze Smoleńska przychodzili na cmentarz w Katyniu i z wyraźną zazdrością mówili Polakom: „Dbacie o swoich, każdy ma tabliczkę, epitafium”. Po drugiej stronie płotu leżały dziesiątki tysięcy ich rodaków, bez imion, bez upamiętnienia. Niezdolność państwa rosyjskiego do uczciwego upamiętnienia własnych ofiar – zauważa Sariusz-Skąpska – wiele mówi o kondycji tamtejszej pamięci historycznej.

Pamięć nie jest na sprzedaż – czarny rynek pamiątek po ofiarach Katynia

Kilka dni temu opinię publiczną poruszyły informacje o aukcji artefaktów związanych z Holokaustem. Ten sam problem dotyczy przedmiotów związanych z ofiarami zbrodni katyńskiej, która również stają się przedmiotem licytacji. Izabella Sariusz-Skąpska wskazuje dwa główne czynniki tworzące dziś rynek tego typu pamiątek: upływ czasu oraz czarny (lub szary) obieg antykwaryczny. Mija 85 lat od zbrodni, odchodzą świadkowie – dzieci Katyńczyków – a część antykwariuszy, którzy latami przechowywali różne przedmioty związane z ofiarami, przestaje obawiać się sprzeciwu rodzin.

Sariusz-Skąpska przypomina, że Muzeum Katyńskie w Warszawie od dawna zmaga się z ofertami rozmaitych „pseudoantykwariuszy”, którzy próbują sprzedawać artefakty związane z ofiarami zbrodni. Przypomina też, że w latach 90. część przedmiotów została w sposób absolutnie nielegalny i bandycki wyjęta z dołów śmierci podczas ekshumacji – te rzeczy powinny trafić do muzeów, a nie na prywatne aukcje. Jej zdaniem dziś „wyłażą ze swoich nor różne potwory”, oferujące przedmioty, które natychmiast powinny znaleźć się w instytucjach pamięci.

Prezes Federacji podkreśla, że wszystkie przedmioty związane z ofiarami Katynia, niezależnie od tego, w czyje ręce trafiły, są w istocie dowodami zbrodni, a nie zwykłymi pamiątkami kolekcjonerskimi. Federacja Rodzin Katyńskichod miesięcy planuje już akcję „Pamięć nie jest na sprzedaż”. Organizacja szuka partnerów, którzy pomogą nagłośnić to hasło i przypomnieć, że pamięć o zamordowanych nie może być towarem.

Podkreśla stanowczo:

„Pamięć nie może być na sprzedaż. Naprawdę nie wszystko jest na sprzedaż”.