Radio Kraków
  • A
  • A
  • A
share

ORP "Orzeł"

W tym nowym, wrześniowym, cyklu chciałbym przypomnieć - w czasie kilkunastu najbliższych spotkań - historię legendarnych konstrukcji stanowiących wyposażenie wojska polskiego, we wrześniu 1939. Zdaję sobie sprawę, że słowa "legendarny" w kilku przypadkach użyłem nieco na wyrost, ale mam nadzieję, że zostanie mi wybaczone ze względu na intencje, jakie mną kierowały... Dzisiaj zejdziemy pod wodę, bo jeśli chodzi o okręty podwodne, to legendarnych wydarzeń i tajemnic nie brakuje, choć trzeba przyznać, że wszystko to głównie za sprawą jednej jednostki - ORP "Orzeł".

ORP Orzeł wchodzi do portu w Gdyni. Fot. NAC

"Orzeł" był  jednym z dwóch - obok "Sępa" - podwodnych bliźniaków, zbudowanych dla Polskiej Marynarki Wojennej w Holandii. Wszedł do służby w lutym 1939. Był to nowoczesny, oceaniczny okręt podwodny, co niektórzy uważali za zbędny luksus jak na Bałtyk, ale taki wymóg postawił producent, aby mógł wywiązać się z założonych parametrów - głównie szybkości, bo dwa nasze najnowsze okręty należały do najszybszych w swojej klasie. Osiągały 20 węzłów prędkości nawodnej i 9 w zanurzeniu. Uzbrojenie stanowiło 12 wyrzutni torpedowych i działo kalibru 105 milimetrów. Załoga składała się z 60 osób. Koszt okrętu - 8 milionów 200 tys. złotych - został w całości pokryty ze zbiórki publicznej.  

1 września, o 5.00 rano, dowództwo na Helu wydało rozkaz wyjścia okrętów podwodnych do sektorów dozoru, w ramach planu „Worek”, którego celem było zabezpieczenie wybrzeża przed niemieckim desantem z morza. Dlaczego "Orzeł" wyszedł w morze dopiero 2 godziny po wybuchu wojny, dlaczego wcześniej nie patrolował polskich wód terytornialnych? To jedno z pytań jakich wiele w jego krótkiej karierze. Z tym, że to akurat dotyczy raczej dowództwa Marynarki. 

Wodowanie w stoczni w Holandii. Fot. NAC

Najwięcej kontrowersji budziła jednak postawa dowódcy okrętu. Nie miejsce tu aby urządzać sąd nad komandorem Kłoczkowskim - pozostańmy więc przy określeniu "kontrowersyjna". Korzystając z pierwszej okazji, skierował okręt pod Gotlandię, najbezpieczniejszy akwen na Bałtyku, gdzie nie toczyły się walki i ustała nawet żegluga handlowa. Następnie, wymawiając się zatruciem, polecił zawinąć do estońskiego Tallina, aby mógł udać się do szpitala, choć to musiało skończyć się internowaniem "Orła". Proponowano mu wprawdzie opuszczenie okrętu szalupą, przy jakimś szwedzkim porcie, i przekazanie dowództwa zastępcy - ale odmówił i 14 września wieczorem "Orzeł" podszedł do portu w Tallinie.   

Jak należało się spodziewać, estońskie władze internowały okręt i przystąpiły do jego rozbrajania. Po odwiezieniu Kłoczkowskiego do szpitala - dowództwo objął kpt. Jan Grudziński i natychmiast zaczął roważać możliwość ucieczki, a załoga zaczęła sabotować rozbrajanie "Orła". W nocy z 17 na 18 września okręt zerwał cumy i uciekł, przy mało skutecznym przeciwdziałaniu estońskiej marynarki. Do 7 października patrolowali Bałtyk, mimo braku map, nawigując tylko na podstawie "spisu latarń". Kiedy wyczerpały się możliwości działania - postanowili uciekać do Anglii. Przejście pilnowanych przez Niemców cieśnin duńskich, uszkodzonym okrętem, bez materiałów nawigacyjnych wydawało się szaleństwem, ale udało się - rankiem 14 października zameldowali się w Firth of Forth w Szkocji.

Następne dwa miesiące okręt spędził na remoncie a od nowego roku podjął zadania patrolowe i eskortowe. Swój największy sukces odniósł 8 kwietnia 1940, kiedy około godziny 11.00 „Orzeł” wykrył statek płynący bez bandery ze źle zamalowaną nazwą portu w Hamburgu. Po storpedowaniu pokład zapełnił się niemieckimi żołnierzami - właśnie rozpoczynała się inwazja na Norwegię, a "Orzeł" był pierwszą aliancką jednostką, która ten fakt odkryła.

Na kolejny patrol na Morze Północne „Orzeł” wypłynął 23 maja 1940 roku - nigdy z niego nie wrócił...11 czerwca został przez Marynarkę Wojenną uznany za zaginiony.

Fot. NAC

 

 

Andrzej Kukuczka

Tematy:
Wyślij opinię na temat artykułu

Kontakt

Sekretariat Zarządu

12 630 61 01

Wyślij wiadomość

Dodaj pliki

Wyślij opinię