Sprawa zaczęła się od informacji o wystawieniu na sprzedaż Orderu Virtuti Militari z przypisanym numerem. Po weryfikacji w kartotekach ustalono, że należał on do kapitana Juliusza Romana Heinzla – ułana, bohatera wojny z bolszewikami i ofiary zbrodni katyńskiej.
Oburzenie było natychmiastowe. Trudno się dziwić reakcji na widok takiego odznaczenia wystawionego „między starym żelazkiem a kompletem używanych opon do traktora”. Sprawa szybko nabrała rozgłosu.
Nastąpił jednak zwrot akcji. Rodzina kapitana poinformowała, że oryginalny order znajduje się w ich posiadaniu. To oznacza, że przedmiot z aukcji był najprawdopodobniej falsyfikatem lub tzw. wtórnikiem, czyli kopią.
Cała sytuacja wpisuje się w znany mechanizm – wykorzystanie silnych emocji do wzbudzenia sensacji i przyciągnięcia uwagi. „Klasyczny skok na kasę kolekcjonerów ubrany w szaty historycznej sensacji”.
Zanim sprawa została wyjaśniona, w sieci pojawiła się fala komentarzy i oskarżeń, które szybko zaczęły żyć własnym życiem. Pokazuje to, jak łatwo niesprawdzone informacje mogą zostać wykorzystane i spotęgować napięcia.
Wniosek jest prosty: prawdziwy był tylko gniew, a cała reszta to cyniczna manipulacja. Warto zachować ostrożność i weryfikować informacje, zwłaszcza gdy budzą silne emocje.