Dziennik Rzeczpospolita informuje, że Waszyngton miałby sugerować Polsce, by jedna z baterii Patriot, znajdujących się w naszym kraju została przeniesiona na Bliski Wschód. Co więcej, może się opóźnić część naszych zamówień z uwagi na zużywanie się sprzętu i rakiet w Zatoce. Może nie jest nie aż taki straszny ten europejski SAFE, jak go niektórzy politycy Prawa i Sprawiedliwości malowali?
- Jeżeli chodzi o zbrojenia i to, co się wydarzyło w polskiej polityce, czyli kłótnia między obozami politycznymi i prezydentem… Powinni oni usiąść do stołu. Polskie, bezpieczne pieniądze z polskiego SAFE powinny zostać podjęte. Widziałem inicjatywę PSL. Będą pewnie rozmowy z prezydentem. Łącznikiem w takich historiach był wicepremier Kosiniak-Kamysz. Premier Tusk się antagonizuje z prezydentem. Rządzi premier Donald Tusk, a prezydentem jest pan Karol Nawrocki. Jak oni nie będą w stanie się porozumieć, Polska może mieć problem. Porozumienie jest przy cenach paliw. To nie jest wielka pomoc, ale współpraca – choć chłodna – udała się. Ustawę prezydent podpisał. Oni muszą rozmawiać i decydować o wspólnej polityce międzynarodowej i zbrojeniach.
Jest słowo, które zrobiło w czasie pandemii już zawrotną karierę – dywersyfikacja. Prawo i Sprawiedliwość zamawiało w Stanach Zjednoczonych i w Korei. Teraz z kolei SAFE Europejski to polskie i europejskie zakupy. Politycy Prawa i Sprawiedliwości będą chcieli pracować nad tym poprawionym przez Ludowców prezydenckim projektem SAFE Zero?
- To wyjście naprzeciw oczekiwaniom odbudowy relacji między premierem i prezydentem. Pośrednikiem może być PSL. Nie podobało mi się uzasadnienie w europejskim SAFE. Miały tam być kamienie milowe. Wiemy, jak z tym było. Byliśmy szantażowani KPO. Jak Tusk dojdzie do władzy, miało to być wypłacone. Ustawy się przecież nie zmieniły. Te pieniądze nie są uzależnione od szantażu politycznego? Tego chcemy uniknąć. Może w tym projekcie z PSL prezydent wypracuje takie rozwiązania, że może nawet ten europejski SAFE nie będzie niebezpieczny w przyszłości.
Czy rzeczywiście w NBP będą pieniądze na dozbrajanie armii?
- Mówię też o modyfikacji SAFE europejskiego. Mówiło się też o tym, że te pieniądze są potrzebne. Jest tu zrozumienie. W określonej rzeczywistości możemy skorzystać z wielu programów. Dywersyfikacja źródeł finansowania armii jest potrzebna.
Od dziś na stacjach paliw mamy o 1 złoty 20 groszy mniej. Mamy też maksymalne ceny za litr benzyny i oleju napędowego. Aż takiej ulgi oczywiście nie odczują przedsiębiorcy i część rolników, którzy i tak odliczają VAT. Rozumiem, że będą państwo podnosić ten projekt polegający na większym zwrocie podatku akcyzowego? To byłoby to rozwiązanie, które realnie jeszcze wzmocniłoby tę pomoc dla tych, którzy odliczają VAT?
- Na pewno, ale to by było po sezonie. Przydałoby się rozwiązanie, które by pozwalało rozliczać paliwo rolnikom teraz. Nie czekać pół roku na zwrot. Warto podnieść też kwotę z 1,48 zł do 2 zł. W momentach kryzysowych PiS realizowało ten projekt. Ta kwota była podniesiona do 2 zł. Rozmawiałem o tym z PSL. Jarosław Rzepa mówił, że może zadziałać tu kompromis. Podczas ostatniej rozmowy z posłem Dominikiem Jaśkowcem z KO też była zgoda co do tego projektu. Ponad podziałami uda się to pewnie zrealizować. Warto, żeby to nie było po pół roku, roku, ale element przyspieszenia na rozliczenie kwartalne choćby. Szybciej by można było odzyskać pieniądze. Paliwo to koszty. Potem są wyższe ceny w sklepach. Konsumenci przepłacą, a rolnicy będą się borykali z dumpingowymi cenami. Nie ma czasu na kłótnie. Trzeba się brać do pracy, by budować tarcze antykryzysowe. Za rządów PiS w sytuacjach tarcz parlament głosował spójnie. Jesteśmy w stanie się wznieść ponad podziały.
Podatek od nadmiarowych zysków dla koncernów paliwowych. Pan podniósłby rękę za takim rozwiązaniem?
- To w teorii może się sprawdzić, ale w praktyce przedsiębiorcy mogą mieć problem. Gdy jako Europa i świat będziemy musieli zwiększać koszty budowania bezpieczeństwa energetycznego, ceny przekroczą na przykład 10 zł. Co wtedy z przedsiębiorcami? Populistycznie można powiedzieć, że budujemy ceny maksymalne, ale rynek tak nie działa. Państwo musi zabezpieczać interes konsumentów, ale też przedsiębiorców, którzy z paliwa żyją. To choćby transport, rolnicy. Państwo musi operować wokół wszystkich w gospodarce. Właściciel stacji benzynowej nie jest zły. To też przedsiębiorca. On będzie się starał operować na jak najniższych marżach. Ona może być jednak na bardzo wysokim procencie kosztów paliwa. To dynamiczna sytuacja. Cieszę się z tych obniżek, ale z jednej strony zabiera się obywatelowi 4 złote od 6 zł, a oddaje się 1,20 zł. Nie cieszymy się. To zachowania doraźne. To ważne, ale nikt się bardzo z tego nie cieszy.
Pan by ograniczył w jakiś sposób turystykę paliwową? Mówię o sąsiadach. Niektóre kraje Unii Europejskiej takie rozwiązania wprowadzają.
- Chodzi o to, czy tankują u nas obywatele innych państw?
Tak. Słowacy, Węgrzy to zrobili.
- Jako poseł słyszę zapewniania, że paliwo jest. Jak jednak rolnicy zamawiali paliwo na sezon – 2-4 tysiące litrów - okazuje się, że stacje reglamentują paliwo. Rząd mówi, że paliwo jest. Skoro jest, dlaczego reglamentujemy? Jak reglamentujemy, to paliwa nie ma? Przybysze powinni wtedy tankować w Polsce? Jak mam ufać rządowi, wtedy reglamentacji bym nie wprowadzał.
Na koniec pytanie o Grupę Azoty. To przecież też ważne pytanie dla sektora rolniczego. Czy te dyskusje ostatnie odbiera pan jako zapowiedź wyprowadzenia zarządu spółki z Tarnowa? Jakie w ogóle atuty ma dzisiaj Tarnów? Jak mówi nowy prezes, Azoty to ponad 50 spółek, a tarnowski zakład jest najmniejszy w całej grupie.
- Trzeba utrzymać Azoty. To ważne dla bezpieczeństwa Polski, zapewnienia ludziom pracy. Rynek nawozowy boryka się z trudnościami. Podstawą tu jest cena gazu, prądu, energii. Jest dodatkowa konkurencja – tańsze nawozy ze Wschodu. Cena gazu plus europejski podatek ETS wpływa na cenę nawozów, produkcję rolną i potem na ceny produktów w sklepie. Może trzeba wycofać ETS? Jest kwestia obniżenia kosztów i zabezpieczenia takich spółek, jak Grupa Azoty. Trzeba utrzymać państwowego operatora. Jak to upadnie, ludzie stracą pracę, ale też takie kraje europejskie będą szukać nawozów poza UE. Dalej będziemy na pasku Rosji, która przez różne transakcje międzynarodowe sprzeda w końcu gaz do Polski pod postacią nawozów. To nas wykańcza. Ręce na pokład. Azoty w Tarnowie muszą zostać utrzymane.