To najczęstsza pułapka, w jaką wpadamy. Myślimy, że wiara w spiski to domena ludzi niewykształconych, odklejonych. To socjologiczny fake. Nasz mózg to maszyna do szukania wzorców, która wariuje, gdy dzieje się coś strasznego.
Wyobraźmy sobie pandemię albo wojnę. Czujemy lęk, grunt nam się osuwa spod nóg i pojawia się dysonans poznawczy. Z jednej strony potworny strach, z drugiej brak jasnych odpowiedzi. Co robi nasz umysł? Wybiera drogę na skróty. Łatwiej jest nam przyjąć, że za kryzysem stoi zła korporacja lub tajny układ, niż zaakceptować, że może to by przypadek.
Teoria spiskowa to taki plaster na lęk. Daje iluzję zrozumienia chaosu. To jednak nie są tylko niewinne bajki o jaszczurach z kosmosu. Tu zaczynają się schody. Jeśli uwierzę, że szczepionki to spisek firm farmaceutycznych, wtedy nie zaszczepię dziecka na odrę. Jeśli uwierzę, że wybory zostały sfałszowane, pójdę z tłumem szturmować Kapitol. Tak było w USA. Skutki są realne i bywają tragiczne.
Internet tylko postawił nam megafon pod same usta. Dziś każdy może znaleźć swoją bezpieczną przystań - forum czy grupę, gdzie za głoszenie dziwnych teorii nie zostanie wyśmiany, ale dostanie lajka i uznanie. To taka społeczna waluta. Czujesz się ważny, bo wiesz więcej niż inni.
Najważniejszy wniosek? Wyzywanie kogoś od foliarzy działa jak benzyna dolewana do ognia. Taka osoba czuje się jeszcze bardziej wykluczona i jeszcze głębiej ucieka w swoją króliczą norę. Chcecie kogoś przekonać? Zamiast drwić, budujcie zaufanie i spokojnie pokazujcie fakty.
W świecie teorii spiskowych empatia jest znacznie skuteczniejsza niż szyderstwo.