Często patrzę w te okna. I celowo idę przez Floriańską, żeby przejść koło dawnego domu, choć kamienica nie miała podwórka, trzeba było śmieci wynosić do drugiej kamienicy, nie mówiąc o trzepaniu dywanów czy piwnicy z węglem po drugiej stronie ulicy. Dla mnie to jest taki sentyment.
Czy to jest przygoda, czy to jest przekleństwo? Czy to jest miejscówka dla mieszkańca Krakowa, czy raczej dla turysty?
Gościem Marzeny Florkowskiej jest Ewa Karasińska, fascynatka Krakowa, prowadzi blog „Fascynujące historie. Dawny Kraków w fotografiach i opowieściach”.
Co pani widziała z okna?
Z pokoju widziało się Mury Obronne i Basztę Ciesielską. Patrząc dalej Klasztorek Czartoryskich i zarys Kościoła Pijarów. Z drugiego okna Bramę Floriańską, a wisząc na parapecie Kościół Mariacki w oddali. Trzy okna mieszkania wychodziły na ulicę Floriańską.
Pani z obwarzankami pod samą Bramą Floriańską. Widok taki oczywisty w Krakowie, a jednak było w tym coś niesamowitego.
Dla mnie tak. Ja tego nie pamiętam niestety, natomiast z opowieści mojej mamy wiem, że pod Bramą Floriańską sprzedawała obwarzanki zaprzyjaźniona pani. I mama często wracając ze mną ze spaceru po Plantach, a byłam w wózku malutka, pytała panią, czy może mnie na chwilę jeszcze zostawić w tym słońcu, a sama wracała do domu coś sobie przygotowywać. Mama wyglądała przez okno, patrzyła, czy wszystko w porządku, czy pani nie daje znaków żadnych, że trzeba przybiec z pomocą.
Ze zbiorów Fotopolska.eu oraz ze zbiorów Muzeum Krakowa
crop_free
1
/ 2
Patrzymy dalej na Bramę Floriańską, patrzymy z okien pani domu i na górze siedziała pani, której już pewno niewielu mieszkańców Krakowa aż tak dobrze pamięta. I ona wykonywała taką dziwną czynność. Robiła na drutach, na szydełku?
Właśnie to do końca nie wiemy, co pani robiła. Zawsze była pochylona. Tak widziałam ją z okien. Z dołu nie była tak widoczna, ponieważ była balustrada balkoniku nad bramą, więc ona troszkę była schowana. Przez jakiś czas ta balustrada też się kruszyła i odpadała, została owinięta jakimś materiałem, i pani stała się praktycznie niewidoczna.
W następnych latach wprowadzono kamery i pani nie była potrzebna. Teraz można zwiedzać Kaplicę Czartoryskich nad Bramą Floriańską nie będąc niepokojonym przez nikogo.
Ze zbiorów Muzeum Krakowa
crop_free
1
/ 2
Widziała pani także obrazy.
Z okien mieszkania można było obserwować malarzy, artystów, którzy wieszają obrazy na Murach Obronnych.
Nie wiem, czy byli malarzami, czy tylko studentami Akademii Sztuk Pięknych. W każdym razie te osoby się nie zmieniały.
Widziała pani okna sąsiednich domów, na przykład okna hotelowe.
Nie widziałam całego hotelu, bo jednak pierwsze piętro widzi tylko pierwsze piętro. Ale jednak zawsze była to jakaś ciekawość, kto tam teraz jest, czy ktoś jest, czy się pali światło, czy nie.
To było ciekawe zajęcie, wyglądanie przez okno i w ogóle obserwowanie życia na ulicy, tego co się tam działo.
Ze zbiorów Ewy Karasińskiej
To życie na ulicy mimo wszystko było bujne i mieszkając pod samą Bramą Floriańską, to były nie tylko widoki, ale także dźwięki.
Szmelcpaka to byli już starsi panowie, natomiast wyróżniał się wśród nich Makino, Olek Kobyliński. Był wtedy młodym człowiekiem i to do niego lgnęły tłumy i różne panie zachwycone jego osobą.
Ze zbiorów Ewy Karasińskiej
Ale był słynny skrzypek. Legendarny, ale jak grywa pod oknami mieszania, co co sobie człowiek myśli?
Stefan Dymiter znany jako „Cororo”. Ja wtedy może nie doceniałam tego kunsztu właśnie, bo kiedy dzisiaj słucham tych nagrań, to trzeba rzeczywiście przyznać, że to był wirtuoz skrzypiec. Natomiast wtedy, kiedy ja tam mieszkałam i trzeba było się uczyć do egzaminu, to te dźwięki mnie denerwowały.
Nawet zamknięte okna nie pomagały często.
Ze zbiorów Muzeum Krakowa
crop_free
1
/ 3
Ulica Floriańska to jeszcze była wtedy taka ulica mieszkalna.
Ta ulica była praktycznie samowystarczalna. Można było z tej ulicy nie wychodzić i zaopatrzyć się we wszystko, co było potrzebne.
Były sklepy państwowe, ale było sporo małych sklepików prywatnych. Po drugiej stronie Floriańskiej znajdował się mały zakład szewski, w którym zakupiłam pierwsze swoje drewniaki. Były różnego typu usługi. Nie było tylko lekarza i poczty, ale to wszystko było w pobliżu.
Ze zbiorów Ewy Karasińskiej
crop_free
1
/ 3
Mieszkanie w samym centrum, w samym sercu miasta powoduje, że człowiek staje się świadkiem wielu wydarzeń, które można przecież z okna własnego mieszkania oglądać.
Pierwsze, które ja pamiętam, to jest rok 1964 i sześćsetlecie fundacji Uniwersytetu Jagiellońskiego. To były duże obchody, które obfitowały w szereg różnych imprez, ale te obchody były zainaugurowane pochodem dziekanów różnych wydziałów UJ.
I ten pochód wyruszał spod Collegium Maius i szedł Rynkiem, przez Floriańską, Planty i wracał ulicą Szpitalną i dalej na Rynek. Więc zachowały się zdjęcia z tego pochodu na ulicy Floriańskiej. Dla mnie jedno z tych zdjęć jest szczególne, ponieważ jest to jedno z nielicznych zdjęć, gdzie w ogóle widać tę stronę Floriańskiej, gdzie ja mieszkałam, gdzie były moje okna, czyli moją kamienicę, sklepy i szczególna dla mnie pamiątka to jest postać mojej mamy, która stała za firanką.
To takie pierwsze wspomnienie.
Drugie to wizyta prezydenta Francji, Charles de Gaulle’a. Rok 1967 rok. Dobijali się do nas do drzwi mieszkania, czy możemy wpuścić do domu, żeby można było z okien obserwować przejazd.
Wtedy stały się modne czapki de Gaulle'ówki. Charakterystyczne z płaskim daszkiem i ze sztywnym daszkiem.
Ze zbiorów Ewy Karasińskiej
crop_free
1
/ 2
A film "Kopernik"?
To był rok 1972, film Ewy i Czesława Petelskich, kręcony z okazji 500-lecia urodzin astronoma. Część zdjęć była kręcona przy ulicy Floriańskiej. Obserwowałam z okien budowę dekoracji. Tu, gdzie jest Baszta Ciesielska, dobudowano balkon, na którym właśnie astronomowie razem z Mikołajem Kopernikiem, którego grał Andrzej Kopiczyński, obserwowali zaćmienie słońca.
Ze zbiorów Ewy Karasińskiej
Jeszcze takie wydarzenia jak Juwenalia choćby.
Pamiętam rok 1974, kiedy Maryla Rodowicz śpiewała Małgośkę i słynne stały się bananówki. Przyszła do domu kuzynka, która wtedy studiowała na Akademii Rolniczej. I ja tak jej zazdrościłam, że ja jeszcze nie jestem studentką, że ja nie uczestniczę w tym życiu.
Ze zbiorów Ewy Karasińskiej
crop_free
1
/ 2
Pierwsza wizyta Jana Pawła II, i wtedy ten charakterystyczny szum uliczny.
Tak, rok 1979, Wieczorem nagle usłyszeliśmy dziwny szum. Okazało się, że to szła fala ludzi, dosłownie tłum ludzi, jakby jakiś pochód, i to on powodował ten dziwny szum. Czy to akurat wszyscy z jednego pociągu się wysypali i szli Floriańską na Franciszkańską, i dalej na Błonia?
Dużo rzeczy pani z tych okien widziała i słyszała przez te lata mieszkania.
Były jeszcze pochody pierwszomajowe. Centrum pochodu było tuż za Barbakanem, na Placu Matejki, więc ja też wychodziłam, patrzyłam, a jak wygląda trybuna, a kto tam teraz idzie.
A druga strona, taka przyjemniejsza tego pochodu, to były różne stoiska z tej okazji wystawiane. Koniec lat siedemdziesiątych, to już niestety były pewne braki w zaopatrzeniu. I jeśli podjechał na przykład samochód ze Spółdzielni Mleczarskiej z Nowej Huty, stał tuż za Bramą Floriańską. To można było kupić śmietanę, lody Bambino i inne towary deficytowe.
Pod Hotelem Polskim wystawiano stoisko. Były kanapki z szynką, pierniki, taki towar w tych latach deficytowy, na który się czekało.
Ze zbiorów Muzeum Krakowa
Kiedy pani teraz idzie, bo już pani tam nie mieszka przy Floriańskiej od wielu lat, ma pani taki sentyment i patrzy pani w swoje okna i myśli, że to są moje okna?
Tak, jeśli przechodzę, to często patrzę w te okna. Dla mnie to jest taki sentyment. I często celowo idę przez Floriańską, żeby przejść koło tych okien.
Chociaż dzisiaj pewno to mieszkanie już pod Bramą Floriańską nie byłoby tak komfortowe z punktu widzenia mieszkańca. To, co dla turysty jest atrakcyjne przez kilka dni, dla mieszkańca niekoniecznie.
Mieszkanie miało też swoje złe strony. Pokoje były przechodnie. Miały 3,5 metra wysokości, więc trudno było ogrzać. Trudno było w ogóle pomalować te pokoje.
Nie było podwórka, trzeba było śmieci wynosić do drugiej kamienicy, więc trzeba było przechodzić przez ulicę, czy dywany trzepać też w sąsiedniej kamienicy.
Tam była piwnica, do której się chodziło po węgiel, bo pierwsze lata to było palenie w piecach, więc i noszenie tego węgla z piwnicy przez ulicę do drugiej kamienicy, to też kłopot.
To są te minusy, ale dziś się o tym nie myśli. Bo raczej ma się sentyment do tych dobrych rzeczy.
Radio Kraków informuje,
iż od dnia 25 maja 2018 roku wprowadza aktualizację polityki prywatności i zabezpieczeń w zakresie przetwarzania
danych osobowych. Niniejsza informacja ma na celu zapoznanie osoby korzystające z Portalu Radia Kraków oraz
słuchaczy Radia Kraków ze szczegółami stosowanych przez Radio Kraków technologii oraz z przepisami o ochronie
danych osobowych, obowiązujących od dnia 25 maja 2018 roku. Zapraszamy do zapoznania się z informacjami
zawartymi w Polityce Prywatności.