Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z posłem, kandydatem Koalicji Obywatelskiej w wyborach do Sejmu, Markiem Sową.
Wczoraj Jarosław Kaczyński gościł w telewizji Trwam. Prezes PiS mówił między innymi, że ryzyko zbliżających się wyborów polega na wyborze między Polską Plus i Polską Minus. Dodał, że wszystkie przedsięwzięcia zmierzające do podniesienia poziomu życia rodzin zostaną prędzej czy później zlikwidowane, jeśli opozycja dojdzie do władzy. Jak pan przekona wyborców, że tak nie będzie?
- Jeszcze raz powtórzę to, co mówimy. Nic, co dane, nie zostanie zabrane. Plus jest PiS-u. Plus dwie wieże Kaczyńskiego, plus żołnierz AK z mieszkaniem dla pana Banasia, plus kilkaset hektarów gruntów zakupione za prawie darmo od Kościoła przez premiera Morawieckiego. Tak rządzi PiS. Oni pomnażają własny majątek. Zobowiązania publiczne finansowane przez państwo zostaną utrzymane.
Jak najskuteczniej mobilizować waszych wyborców? Punktując PiS, czy zwracając uwagę na program pozytywny?
- Mamy swój program. Jest 6 filarów: odnowa demokracji, wyższe płace, naprawa szkoły, reforma służby zdrowia, czyste powietrze i czysta woda, samorządy. Dość okradania samorządów z ich funduszy. Samorządy muszą decydować o sobie. Do tego polityka społeczna. Tu są działania na rzecz seniorów i niepełnosprawnych. To nasze filary. Na tym się koncentrujemy. Rolą opozycji jest też artykułować nadużycia władzy. Afer jest wiele przez ostatnie 4 lata. Zajmuje to czas. Musimy to obywatelom pokazać, jakie są realne rządy PiS.
Kiedy się pan spotyka z wyborcami na ulicach, targowiskach i wie pan, że do wyborów zostało 10 dni, który z tematów agendy ludzi...
- Ludzie mówią o tematach, które ich dotyczą. Kupcy mówią o wielkim wzroście składki ZUS. To spowoduje u nich radykalną podwyżkę. Przedsiębiorcy wskazują na forsowane przez PiS podniesienie płacy minimalnej do 4000 złotych. To obciążenia. Oni zwracają uwagę na to, co ich dotyczy. Na ten temat rozmawiamy. Trudno, żeby ludzie zajmowali się całym państwem. Oni mają swoje sprawy do poruszenia. Zwracamy uwagę na to. Czasem są też dłuższe rozmowy, które wykraczają poza status indywidualny. Wtedy jest mowa o wszystkich elementach.
Wiele miejsca wszystkie ugrupowania poświęcają ochronie zdrowia. Zapytam pana o konkret. Wczoraj taki pojawił się w rozmowie z liderem chrzanowskiej listy PSL, Józefem Brynkusem. Poseł Brynkus mówił, że należy podnieść wynagrodzenia pielęgniarek o 100%, bo tylko wtedy jest szansa, że pielęgniarki, które już wyjechały poza granice, zdecydowałyby się na powrót do kraju.
- Uważam, że dobrze się stało, iż 4 lata temu minister Marian Zembala zawarł porozumienie z pielęgniarkami. Inaczej ich pensje by były na żenującym poziomie. Dzięki temu programowi co roku po 400 złotych te płace ruszyły.
Ale jakby one były satysfakcjonujące, to pielęgniarki by nie wyjechały.
- Ja pokazuję kiedy ten ruch nastąpił. Pensje dalej są niesatysfakcjonujące. Zawody medyczne są deficytowe. Jest brak lekarzy. Zamknięta jest na przykład porodówka w Zakopanem. Z jakiego powodu? Szpital nie ma żadnego lekarza. Wszystkie umowy zostały wypowiedziane. Lekarze przenieśli się do Nowego Targu.
Który płaci lepiej.
- Konkurencja zawsze będzie. Nie może być tak, żeby publiczne placówki zostały bez lekarzy. Sieć szpitali nie przyniosła dobrych skutków. Są tylko negatywy. Wszystkie szpitale powiatowe są na dużych minusach. Wcześniej miały prawo sądownie dochodzić nadwykonań. Teraz nie mają prawa. Zmiana rządu PiS doprowadziła do załamania finansów szpitali. Wiele samorządów dopłaca do szpitali. Tak być nie może. My od razu wprowadzimy 6% PKB finansowania, dzisiaj jest około 4,6%.
Od 2020 roku?
- 2020 lub 2021. Wybory są z końcem października. Sejm wiele nie popracuje w 2019 roku. To będzie jednak pierwsza rzecz.
Ile by to było dodatkowych miliardów dla służby zdrowia?
- 1,5% PKB to około 30 miliardów złotych. To mniej więcej taka wielkość.
To rozwiąże problem? Oddłuży szpitale powiatowe?
- To na pewno uzdrowi system finansowania, ale nie załatwi dostępu do zawodów medycznych. Tu deficyt jest mocny. Mamy w programie możliwość wiązania się stypendiami z lekarzami, żeby w czasie studiów zawierać umowy z przyszłymi lekarzami, którzy wejdą na rynek. W wielu przypadkach służba zdrowia tak działa ze względu na złe rozwiązania logistyczne. To trzeba usprawnić. Można zmienić przepisy, odbiurokratyzować przepisy. Za wiele czasu lekarze poświęcają na wypełnianie dokumentów. To można przenieść do administracji. To pierwsze wyzwanie. Będąc marszałkiem widziałem, ile środków było na szpitale, na rozwój infrastruktury. Za miesiąc będzie oddawany Szpital Uniwersytecki. Nie może być tak, że będzie infrastruktura, ale ona nie będzie służyła chorym. Skoro się inwestuje, trzeba leczyć pacjentów. Nie możemy się przewrócić o brak lekarzy lub pielęgniarek.
Zapytam o edukację. To powód do bólu głowy dla zwycięzcy wyborów, że po wyborach nauczyciele mają rozpocząć strajk włoski? Będą pracować 40 godzin i wykonywać jedynie zadania opisane w prawie oświatowym. Nie będą jeździć na wycieczki, konkursy w dni wolne od pracy.
- Obecny rząd chciał upokorzyć środowisko nauczycielskie. To element takiego postępowania. My mamy rozwiązania w zakresie naprawy szkoły. Chcemy się skupić na rozwijaniu zdolności dzieci, zmniejszyć klasy, poprawić podstawę programową. Ona jest rozbujała. To wprowadzimy. Z postulatami płacowymi się zgodziliśmy. To dla nas nie jest problem.
Dzisiaj Trybunał Sprawiedliwości UE ma ogłosić wyrok, który może zachwiać systemem bankowym. To ma być rozstrzygnięcie dotyczące państwa Dziubaków, którzy do sądu okręgowego w Warszawie zwrócili się ws. swojego kredytu we frankach. Sąd poprosił TSUE o wykładnię, jak należy przepisy dotyczące nielegalnych klauzul interpretować. Sądy wyręczą polityków, którzy przez kilkanaście lat z tym problemem sobie nie poradzili?
- Jesteśmy częścią europejskiego systemu. Wyroki TSUE są obowiązujące dla nas. To dobrze. To element, do którego się zobowiązaliśmy.
Politycy mają coś za uszami w tej sprawie?
- Na pewno mają obecni politycy rządzący.
Politycy PO-PSL nie? Wtedy się już problem pojawił.
- Temat nie został rozwiązany w roku 2017.
W 2010, 2012 roku był problem.
- Główny problem jest w tym, że w latach 2006-2008 były udzielone w takiej masie kredyty frankowe. Wtedy tak było. Wielu Polaków nie mogło dostać kredytu w złotówkach, ale mogli dostać wielkie kredyty frankowe. Jeśli się okaże, że to było nielegalne, będą spłacać po przewalutowaniu, w oparciu o oprocentowanie zawarte w umowie frankowej, czyli będzie to kredyt złotówkowy. Dobrze, że TSUE rozwiąże ten program za polski rząd, który sobie z tym nie poradził.