Zapis rozmowy Jacka Bańki z senatorem PiS, Markiem Pękiem.
Prokuratura informuje, że zatrzymano szefa ochrony imprezy WOŚP w Gdańsku. Wprowadził on śledczych w błąd mówiąc, że Stefan W. miał identyfikator „media”. Jakie wnioski dotyczące zabezpieczania imprez masowych powinniśmy wyciągnąć po tej tragedii?
- To czas pokaże. Sprawa jest rozwojowa. Toczy się postępowanie służb. Na pewno tę sprawę, na poziomie bezpośrednich przyczyn, trzeba wyjaśnić dogłębnie. Do tej pory głównie zajmujemy się polityczną płaszczyzną tego wydarzenia, ale to śmierć człowieka w czasie imprezy masowej. To była osoba publiczna. Od tej strony zachowania bezpieczeństwa, dochowania obowiązków, trzeba to sprawdzić.
Zwraca pan uwagę na wymiar polityczny. W Wierzchosławicach premier Mateusz Morawiecki apelował o poprawę jakości debaty publicznej i pojednanie. Podobnie wypowiada się prezydent Andrzej Duda. Jak długo potrwa ta refleksja?
- Ja bym chciał, żeby był to prawdziwa, głęboka refleksja ze wszystkich stron. Wszyscy jesteśmy ofiarami hejtu, agresji. Każdy musi się uderzyć w pierś. Takie przerzucanie się, kto zaczął, kto więcej, nie doprowadzi nas donikąd. Ta dyskusja i temperatura sporu politycznego od trzech lat jest na krańcowym poziomie. To jednak trwało długie lata. Zanim ukuto pojęcie „mowa nienawiści”, mieliśmy przemysł pogardy stosowany wobec PiS i Lecha Kaczyńskiego. Wtedy PiS było w opozycji, nie miało swoich mediów. To trwało lata. Korzenie są głębokie. Ta tragiczna śmierć prezydenta Adamowicza powinna być przełomem. Ten człowiek nie był z mojej bajki politycznej, ale boleję nad tą śmiercią.
Być może w kuluarach politycy śmieją się z tego gadania o pojednaniu. Oni doskonale wiedzą, że najlepszym spoiwem politycznym jest nienawiść do tych drugich i wyostrzanie emocji.
- Tak. To się sprawdza od 100 lat. W polityce emocje grają kluczową rolę. Pojedyncze wydarzenia, nie mówię tutaj o tej tragicznej śmierci, czasem tworzą wielkie narracje. Jeśli chodzi o wyciszanie emocji, PiS i nasi przedstawiciele pokazują, że próbujemy tonować emocje. Piłeczka jest po stronie opozycji. Jeśli ktoś może wykorzystać te emocje to jest to opozycja. Im brakuje takiego paliwa. Cała ich narracja to narracja anty PiS, anty rząd. Zobaczymy, czy oni wytrzymają.
Jak pan przyjął słowa ojca Wiśniewskiego o truciźnie nienawiści na ulicach, w internecie? Słowa te zostały przyjęte oklaskami.
- Ojciec Wiśniewski to kontrowersyjny kapłan, który często mówi rzeczy dziwne. Na tej uroczystości powinien się powstrzymać. Było to przyjęte jako wypowiedź o charakterze manifestu politycznego. Wszelkie wypowiedzi ewangeliczne mają uspokajać. One powinny być spokojne i obiektywne.
Widział pan wiadro pomyj, jakie w internecie wylewa się na ojca Wiśniewskiego?
- Tak niestety to działa. Ja nieraz pytam siebie, jak to zatrzymać i zmienić. Internet rządzi się takimi prawami, że wiele osób się upaja przestrzenią anonimowości. My musimy to przemyśleć od strony prawnej. Nie może być tak, że rzeczy powiedziane w realu spełniają znamiona zniewagi czy przestępstwa, tymczasem w internecie to hula. Zachowajmy pewne proporcje. Dzisiaj portal Sok z Buraka, sztandarowy, antypisowski fanpage wzywa do walki z nienawiścią. „Miej proporcje, Mocium Panie”.
Policja zatrzymała kilkanaście osób, które w internecie groziły śmiercią osobom publicznym. Co się dzieje? Jest więcej takich zjawisk w sieci, czy śledczy w końcu wzięli się do roboty?
- Jeśli zaczniemy na te rzeczy patrzeć poważniej, zobaczymy skalę zjawiska. Jak przymykamy oczy, nie widzimy tej skali. Dobrze, że śledczy wzięli się do roboty. Czyny, które spełniają znamiona przestępstw, trzeba ścigać. Nie chciałbym jednak, żebyśmy się zatrzymali na tym zideologizowanym podjęciu mowy nienawiści. Jest problem cyberprzemocy wśród dzieci. To nie ma nic wspólnego z polityką. Te niebezpieczne instrumenty trafiają w relacje młodych. To niebezpieczne.
Oby tylko te działania nie były rodzajem „akcji znicz” i po tej całej refleksji liczba zatrzymań będzie topnieć. Nie będzie to oznaczało, że nienawiść znika z sieci.
- Tak. Jeśli mamy o tym poważnie mówić, muszą być rozwiązania systemowe. Trzeba przemyśleć może nowe przepisy, nowe instrumenty prawne, żeby te rzeczy kontrolować.
Polskie szkoły potrzebują lekcji o języku agresji?
- Polskie szkoły mają wiele instrumentów w podstawie programowej, przedmiotach. Nauczyciele mają wiedzę, żeby na pewne sprawy reagować. Jest potrzebne takie nowe otwarcie, ale nie chodzi o polityczną walkę z nienawiścią, że nagle w szkołach będzie kolejne przedłużenie walki politycznej. To ma być dogłębne działanie, które dotrze szeroko.
Takie inicjatywy zapowiadają krakowscy urzędnicy. Może lekcje religii też powinny być poświęcone temu zjawisku?
- Oczywiście. Ja działam w mediach społecznościowych. Na Twitterze obserwuję wielu kapłanów. Tu też następuje nowe otwarcie. Religia to ten system wartości, który powinien też docierać do internetu. Nie widzę ograniczeń.
Nauczyciele domagają się podwyżek. Solidarność chce 15% podwyżki, ZNP 1000 złotych. Słusznie czy nie?
- Każdy by chciał zarabiać więcej. Można znaleźć wielkie grupy społeczne, które zarabiają za mało. Od kilku dni jestem bombardowany mailem od setek ludzi. Chodzi o poprawkę do budżetu w wysokości 15 miliardów, żeby były podwyżki 1000 złotych. Taka rozmowa jest irracjonalna. Tak się nie da negocjować. Minister Zalewska podchodzi do tego poważnie. Jak widzę pana Broniarza, przypomina mi się scena z filmu „Psy”.Franz Maurer mówi, że ustroje się zmieniają, pan pułkownik ciągle w komisjach. To z krwi i kości polityk. Solidarność ma racjonalne postulaty, bliżej ziemi.
Tylko 15%.
- Tu jest potrzebny kompromis. Ze strony pana Broniarza nie widzę skłonności do kompromisu. To zaporowe warunki.
Dostrzega pan wyśmiewanie się w sieci i obrażanie nauczycieli, którzy domagają się podwyżek?
- Ja tego jakoś nie widziałem, ale dzisiaj jest coś takiego, że szanowane są te zawody, za którymi idzie wysoka płaca. Jest jednak wielu lekarzy, którzy nie są milionerami. Mamy ich nie szanować? Szacunek dla nauczyciela wynika z jego dobrego przygotowania merytorycznego, poziomu moralnego, charyzmy. Tego z pieniędzy się nie zbuduje, ale szkoła wymaga dofinansowania. To wieloletnie zaniedbania. Jest potrzebny program. My to systematycznie robimy. Jeśli finanse publiczne będą w dobrym stanie, będzie pole do zwiększenia zarobków.
Jakie są priorytety państwa, jeśli nie jakość edukacji i wychowywanie następnych pokoleń?
- Oczywiście. Tutaj nie można oszczędzać. Jednak nie jest tak, że dysponujemy budżetem z gumy i każdemu można dać 15 miliardów. Traktujemy to jednak bardzo poważnie.
Jest jeszcze pole manewru w rozmowach między Solidarnością, ZNP i MEN?
- Nie chcę wchodzić w buty pani minister. Rozmowy nie są zakończone. Są trudne. Nie ma ostatecznego stanowiska, ale rozmowa trwa. Jest więc szansa na dobre rozwiązanie.
Politycznie dobrze się to nie zapowiada. Mamy rok podwójnych wyborów, tymczasem już mamy zapowiadane protesty i strajki.
- Tak, ale jeśli miałoby dojść do takich dramatycznych strajków w czasie matur, nie byłoby to dobrze postrzegane przez rodziców i uczniów.
Na razie mamy L4. To ta forma… Nie chcę mówić protestu, bo to jednak L4...
- Tak. Polacy jednak widzą, że nagle w danej grupie zawodowej jest plaga chorób. Jest tu gdzieś jakaś ściema. To nie są dobre przykłady dla młodzieży.