Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z wicemarszałkiem Senatu, kandydatem Zjednoczonej Prawicy w wyborach do Senatu, Markiem Pękiem.
Wczoraj podjęli państwo decyzję o przerwaniu posiedzenia Senatu. Obrady będą kontynuowane 17 i 18 października, czyli już po wyborach. Znowu są pytania jak w kontekście Sejmu. Jakie są motywacje Senatu?
- Motywacje są oczywiste. Jako izba wyższa jesteśmy uzależnieni od procedowania Sejmu. Mamy obowiązek rozpatrzenia ustaw, które uchwali Sejm. Wyczerpaliśmy nasz porządek obrad. Teraz trzeba zaczekać na to dokończenie przez Sejm przerwanego posiedzenia i zrobić swoje. Nie ma tu żadnego specjalnego kruczka prawnego. Uchwalimy, co mamy do uchwalenia. Kadencja trwa pełne 4 lata. Wszystko jest zgodnie z prawem.
Formalnie wszystko jest zgodne z prawem, ale słyszeliśmy wiele razy głosy z opozycji, że to niebezpieczny precedens. Senator PO Bogdan Klich mówi wręcz, że Senat po wyborach nie będzie miał politycznego mandatu, żeby obradować i nie powinien przyjmować żadnych ustaw.
- To jest wypowiedź sprzeczna z obowiązującym prawem. Mandat obecnego parlamentu trwa do zaprzysiężenia nowego, czyli do pierwszego posiedzenia zwołanego przez pana prezydenta. Dopóki nie zbierze się nowy parlament, trwa kadencja dziewiąta Senatu i ósma Sejmu.
Dzisiaj rozpoczął bezpłatny urlop prezes NIK Marian Banaś. Wczoraj były burzliwe obrady sejmowej komisji ds. kontroli państwowej. W ich wyniku Marszałek Sejmu Elżbieta Witek wręczyła Małgorzacie Motylow akt powołania na stanowisko wiceprezesa NIK. Jednocześnie odwołano trzech poprzednich wiceprezesów. Dobrze się stało, że takie decyzje są podejmowane dzień przed urlopem Mariana Banasia?
- Muszą zapaść decyzje, które zapewnią ciągłość działania NIK. Dobrze, że pan prezes z własnej inicjatywy idzie na ten urlop, chce sprawę wyjaśnić. Pozycja konstytucyjna prezesa NIK jest bardzo silna. Jego nikt nie był w stanie do takich działań zmusić. To wyraz jego dobrej woli. Trudno sobie wyobrazić, że po wyborze przez Sejm nowego prezesa NIK, będzie w czasie jego urlopu zarządzała Izbą grupa poprzednich prezesów. Chodzi o uszanowanie wyboru Sejmu i Senatu. Mam nadzieję, że te sprawy zostaną szybko wyjaśnione. To sprawy techniczne. Sedno problemu jest w tym, żeby pan prezes oczyścił się z medialnych doniesień. Prezes NIK musi być jak żona cezara.
Nie ma pan wrażenia, że prezes Marian Banaś dodaje znaki zapytania? W wywiadzie dla TVP mówił, że zaniżał kwotę wynajmu kamienicy, którą posiadał. Zresztą do prokuratury okręgowej w Warszawie wpłynęło doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa karno-skarbowego przez Mariana Banasia. Politycy Koalicji Obywatelskiej złożyli to doniesienie.
- To jest wszystko zagmatwane. To materia prawa podatkowego. Ona jest skomplikowana. Pewne rzeczy mogą wyglądać dziwnie, ale są zgodne z prawem. Jesteśmy w kluczowym momencie kampanii. Ta cała afera ma posmak walki politycznej. Musimy zachować umiar i spokój. Póki co prezes Marian Banaś jest przedmiotem śledztwa dziennikarskiego. Nie ma zarzutów, nie ma sprawy w sądzie. Na tym etapie on ma prawo do wyjaśnień i obrony. Pewnie jest tak, że artykuły były przygotowywane od dłuższego czasu. Pan Marian Banaś czasu nie miał. Tu są nerwy, napięcie. Niech teraz spokojnie na urlopie przygotuje swoją linię obrony.
Wczoraj przyjęli państwo bez poprawek ustawę, która zakłada ujawnienie majątków rodzin najważniejszych urzędników. Pewnie prezydent podpisze te nowe regulacje. Będzie to służyło przejrzystości życia publicznego?
- Mówiłem poprzednio w rozmowie z Radiem Kraków, że trzeba na te regulacje patrzeć jako na podwyższenie standardów. Jest wiele oczekiwań społecznych, wątpliwości jak wygląda życie majątkowe polityków. W wielu przypadkach politycy, którzy są w opinii społecznej ludźmi zamożnymi, oficjalnie nie mają prawie majątku. To bulwersuje. Podwyższamy standardy. Opinia publiczna na tym skorzysta.
Na ciekawą sprawę uwagę zwrócił Dziennik Gazeta Prawna. W ustawie o jawności majątkowej poszerzono katalog osób, które muszą ujawnić zarobki o te, które pozostają we wspólnym pożyciu z politykiem. Jak pisze gazeta, politycy znajdujący się w związkach nieformalnych, także tych homoseksualnych, będą się musieli liczyć z koniecznością ujawnienia partnerów.
- Byłby zarzut, że ta ustawa może dyskryminować? Oczywiście trzeba pod tym względem ustawę rozważyć. Są do tego procedury. Jest TK. Można takie zarzuty przedłożyć i rozstrzygnąć. Sejm i Senat takiej argumentacji nie podzielił.
Myśli pan, że porządek wznowionego posiedzenia Sejmu i Senatu może być poszerzony o nowelizację budżetu? Pytam w kontekście wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego, który na konwencji PiS w Płocku zapewniał, że w przyszłym roku będzie trzynasta emerytura. W projekcie ustawy budżetowej nie ma na razie tego wydatku.
- Nie chcę gdybać. Jest mi niezręcznie się wypowiadać hipotetycznie. Jestem wicemarszałkiem Senatu. Wolę mówić o pracach Senatu. Komunikaty marszałka Terleckiego, marszałek Elżbiety Witek były takie, że nie będziemy zaskoczeni niczym specjalnym. Powinniśmy się spodziewać dokończenia projektów, które od miesięcy były procedowane. Nie oczekujmy na tym posiedzeniu powyborczym spektakularnych ustaw. Chodzi o dokończenie prac Sejmu, uniknięcie zasady dyskontynuacji.
Na dwa tygodnie przed ciszą wyborczą i najgorętszym momentem kampanii, Grzegorz Schetyna w wywiadzie dla Rzeczpospolitej mówi, że ma pomysł na pokonanie PiS. Gdy dziennikarz pyta go jaki, odpowiada, że wynik wyborów zależy od mobilizacji Polaków przy urnach. Wysoka frekwencja będzie służyć opozycji czy koalicji rządzącej?
- To zależy, kto zmobilizuje więcej swojego elektoratu. Ostatnio PO znowu robi wiele, żeby zmobilizować elektorat PiS. Zwracam uwagę na osobę pani Jachiry. Ona znowu pokazuje, że pod dobroduszną, skłonną do zgody twarzą pani Kidawy-Błońskiej jest druga strona medalu. To internetowy hejt, pogarda dla najświętszych polskich wartości. Ja mam wątpliwości, czy PO jest skłonna zmobilizować dodatkowy elektorat. Grzegorz Schetyna się skupia jednak na tym, żeby zapanować nad opozycją i doprowadzić do sytuacji, że jego konkurenci na opozycji nie będą mieli zbyt wysokich wyników. On wie, że wybory przegra, ale chce utrzymać status lidera opozycji.
Niby temat kampanijny nie jest, ale dzisiaj wszystko jest kampanią. Wybiera się pan jutro w okolice Skomielnej i Rabki, żeby sprawdzić jak wygląda nowy odcinek Zakopianki, który ma być już udostępniony dla ruchu?
- Zrobię wszystko, żeby zdążyć. Jestem w Warszawie, mam obowiązki w Senacie. Chociaż nie jest to inwestycja w moim okręgu, wszyscy wiemy, że dla całej Małopolski i całego kraju to inwestycja kluczowa. Mam rodzinę w Rabce. Jeżdżę Zakopianką często. Widzę, że to już droga, która wyczerpuje swoje możliwości. To będzie wielki krok naprzód w komunikacji między Podhalem i Krakowem. Minister Adamczyk wbijał łopatę niedawno w powiecie miechowskim. Liczę, że pod rządami PiS dokończymy S7 w Małopolsce. To będzie ciąg, który połączy północ i południe Polski.