Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z wicemarszałkiem Senatu z PiS, Markiem Pękiem.
Spotykamy się pierwszy raz w Radiu Kraków w pana nowej roli. Za panem też prowadzenie obrad Senatu po raz pierwszy. Dotychczas był pan sekretarzem Senatu. Jaka to różnica?
- Różnica wydaje się taka, że przesiadłem się z jednego fotela na drugi. Co do prestiżu funkcji, zadań i wyzwań jest nowa jakość. Nie wiem, czy był taki przypadek, że z fotela sekretarza ktoś przesiadł się na fotel wicemarszałka. Jestem szczęśliwy i dumny. W polityce jest jak w Ewangelii. „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie”. Ta nominacja to pokazanie, że jestem wśród tych polityków, którzy są perspektywiczni. Traktuję to jako docenienie, wyróżnienie i zobowiązanie. To też docenienie ziemi krakowskiej, olkuskiej i miechowskiej. To pokazanie, że w Małopolsce jest ogromny potencjał polityczny dla PiS.
Obok Ryszarda Terleckiego, wicemarszałka Sejmu, jest pan drugim reprezentantem prezydiów Sejmu i Senatu z Krakowa i Małopolski. Te nowe obowiązki nie będą kolidować z gorącą kampanią polityczną, która już trwa?
- Mam nadzieję, że nie. Oczywiście moim podstawowym obowiązkiem jest pomaganie marszałkowi Senatu w jego funkcji trzeciej osoby w państwie. Jesteśmy jednak politykami. Trzeba łączyć role. Podołamy. To wszystko można dobrze poukładać, żeby nie było uszczerbku dla pracy w Senacie i w terenie.
Jak pan z nowej perspektywy widzi miejsce Senatu? To wciąż jest izba refleksji? Zawsze się tak mówiło o Senacie. Jednak jak sobie przypomnimy gorące momenty podczas procedowania ustaw reformujących sądownictwo, wtedy Senat z izbą refleksji wiele wspólnego nie miał.
- Faktycznie ta kulminacja lipcowa reformy sądownictwa w Senacie też wywołała niespotykaną atmosferę. Senat jednak cały czas utrzymuje charakter izby refleksji, zdystansowanej od sporu politycznego. Jest kultura debaty. Nasz regulamin jest inny niż w Sejmie. Możliwe są dłuższe wypowiedzi, rundy pytań do przedstawicieli rządu, posłów-wnioskodawców. Tam jest pogłębiona dyskusja. Życzę sobie tego na przyszłość, żeby Senatem bardziej interesowały się media i ludzie. Tam można się wiele dowiedzieć. Chcę też obalić stereotyp, że Senat wszystko szybko przyjmuje. Są takie newsy. Masa ważnych poprawek do ważnych ustaw przeszła przez Senat.
Myśli pan, że media będą się bardziej interesować pracami Senatu, jak po jesiennych wyborach być może trafią tam samorządowcy-celebryci? Wielu z nich zapowiada, że chcą wystartować do Senatu.
- Takie jest założenie opozycji, żeby Senat wygrać i uczynić narzędziem walki politycznej z większością sejmową. Pojawiło się życzenie, że może dojść do takiej sytuacji, że będą inne większości w Sejmie i Senacie. Wybory do Parlamentu Europejskiego jednak pokazały, że przewaga PiS jest ogromna. Mamy sondaże na okręgi. W moim okręgu przewaga jest ponad 50%. W Krakowie jest pół na pół. Będziemy się mobilizować. Marszałek Karczewski jest zaangażowany w wykreowanie dobrych kandydatów w mieście Krakowie. Będą niespodzianki.
Mówi pan o personaliach?
- Tak. Również wydaje mi się, że pogłoska, iż do wyborów senackich staną wybitni samorządowcy, to mit. Wybitni samorządowcy są na początku swojej kadencji teraz. Ona jest wydłużona o rok. Nie będą oni zostawiać swoich funkcji na rzecz Senatu. Historia pokazuje, że wielu wybitnych samorządowców zginęło w rywalizacji parlamentarnej. To inne wybory, predyspozycje. Często obywatele dobrego samorządowca nie chcą puścić na Wiejską czy do Brukseli.
Jak pan się odnosi do pomysłu opozycji, żeby kwestia samorządności była jednym z głównych wątków tej kampanii? Słyszymy głosy, które mówią, że opozycja chce zaproponować daleko idącą decentralizację państwa, zwiększenie roli województw, w szczególności marszałków i osłabienie lub zlikwidowanie urzędów wojewodów.
- Jestem zwolennikiem silnego państwa. Jestem obrońcą Senatu. Senat, który miałby się zmienić w izbę samorządową to nieporozumienie. Senat ma wielkie zasługi w historii. Jak ktoś się próbował zamachnąć na polską suwerenność, zaczynał majstrować przy Senacie. Komuniści zlikwidowali Senat, zaborcy likwidowali Senat. Mnie się to bardzo źle kojarzy. Samorząd musi zostać lepiej dofinansowany. To problem. Oni mają wiele obowiązków, pieniędzy nie ma wiele.
Samorządowcy twierdzą, że obowiązków państwo dokłada, pieniędzy niekoniecznie.
- Tak, ale rozwój polskiej gospodarki jest coraz lepszy. Są lepsze parametry budżetu państwa. To wskazuje, że samorząd będzie miał więcej pieniędzy.
Jak pan ocenia ostatnie ruchu w szeregach opozycji? Nowy sztab zaprezentował Grzegorz Schetyna. Poza politykami PO i Barbarą Nowacką, nie ma tam przedstawicieli innych ugrupowań. Szef PSL wciąż mówi, żeby do jego koalicji dołączyła PO. Lewica jest w rozkroku. Dzisiaj w Polskim Radiu Robert Biedroń mówił, że na stole są dwa scenariusze – albo Wiosna ruszy samodzielnie, albo w koalicji z siłami lewicowymi.
- Widać, że po wyborach europejskich, które miały być wygraną Koalicji Europejskiej, jest popłoch na opozycji. Ten projekt się nie sprawdził, było przytłaczające zwycięstwo PiS. Są nerwowe ruchy, zaklinanie rzeczywistości. Formuła zjednoczenia opozycji wisi na włosku. Bez tego te poszczególne stronnictwa pewnie przepadną. PSL się tak zakręciło, że samodzielnie nie ma racji bytu. My się przyglądamy temu. Mamy w weekend wielką konwencję programową. To trzy dni burzy mózgów w Katowicach. Przed nami perspektywa najważniejszych wyborów. Te wybory jesienne są kluczowe. Jest perspektywa opracowania programu dla Polski na wiele lat. To będzie kontynuacja.
Wczoraj przed komisją śledczą ds. VAT był przesłuchiwany były szef MSWiA Bartłomiej Sienkiewicz. Powiedział między innymi, że nie luka VAT była dla niego problemem i jej zwalczanie, ale zwalczanie przestępczości zorganizowanej. Jak pan to skomentuje?
- To aberracja. Widać, że wokół VAT działała zorganizowana przestępczość. To wskazuje, że to państwo teoretyczne było prawdą. To się odnosi do resortu ministra Sienkiewicza. Kolejne obrady i przesłuchania w tej komisji wskazują, że żaden minister nie panował nad swoim resortem. To był fikcyjny rząd, jeśli chodzi o walkę z przestępcami, troskę o finanse publiczne. To była nieudolność, czy coś więcej? To pokaże raport komisji.
Jeszcze Igrzyska Europejskie 2023, których gospodarzem ma być Kraków i Małopolska. Jest pan miłośnikiem koszykówki. Trzy dni temu na trwającej edycji Igrzysk w Mińsku reprezentacja Polski w koszykówce zajęła czwarte miejsce. Dla koszykówki pewnie będzie też miejsce na Igrzyskach za 4 lata. Czy będzie w Krakowie? Te wątpliwości są podnoszone choćby przez prezydenta Majchrowskiego.
- Zacznę od koszykówki. Jestem fanem koszykówki. Chciałbym, żeby dokonał się renesans koszykówki polskiej. Mamy wielkie tradycje w Krakowie. Ta impreza jest wielką szansą dla Krakowa i regionu. Chodzi o to, żebyśmy się wszyscy na poziomie centralnym, wojewódzkim i miasta zmobilizowali i zrobili jak najwięcej, żeby ta impreza się odbyła na wysokim poziomie. Nie przyjmuje sceptycznych stanowisk. Jak ktoś się boi wyzwań, nie powinien kierować tak wielkim miastem. To szansa. Prezydent musi się zmobilizować i pokazać, że jest ambitny i kreatywny.
Czyli można pana słowa interpretować jako wsparcie wicemarszałka Senatu dla tej idei i zapowiedź działań, które miałyby pomóc tej imprezie na szczeblu centralnym?
- Oczywiście. Taka impreza nie może się odbyć bez wsparcia szczebla centralnego. Będziemy lobbować za Krakowem i Małopolską.