Zapis rozmowy Jacka Bańki z dr Marcinem Kędzierskim z Centrum Polityk Publicznych Uniwersytetu Ekonomicznego i Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.
Spadająca liczba zakażeń, wciąż duża liczba zgonów i rosnący w siłę omikron. Co wynika z modelowania? Na jakim etapie rozwoju pandemii jesteśmy w ostatni dniu roku 2021?
- Według prognoz Instytutu Modelowania Matematycznego UW jesteśmy po szczycie czwartej fali spowodowanej wariantem delta. Czekamy na kolejną falę związaną z wariantem omikron. Szef tego instytutu nazywa falą 4B. To nie nowa, piąta fala. Ona przyjdzie za 2-3 tygodnie i nałoży się jeszcze na opadającą czwartą falę. Jakby nie było omikronu, można by było powiedzieć, że 90% społeczeństwa ma poziom odporności. Przy delcie dawałoby to poziom bezpieczeństwa, ale omikron jest wiele razy bardziej zaraźliwy. Musimy się liczyć z infekcjami osób, które jeszcze nie przeszły Covid, nie były zaszczepione, ale także z infekcjami u osób zaszczepionych. Omikron omija odporność. Pozytywna informacja jest taka, że przebieg tej choroby jest łagodniejszy. Nie wiemy jednak, jak będzie z powikłaniami. Po wcześniejszych wariantach, u części pacjentów są długoterminowe skutki.
Dosadniejszy w rozmowie z Rzeczpospolitą jest prof. Horban, który mówi, że nadciąga tsunami. Nie ulega wątpliwości, że Covid zostanie jedną z najważniejszych zmiennych, decydujących o życiu społecznym o gospodarczym w przyszłym roku?
- Problemem jest nałożenie się fal na siebie. W szpitalach jest wielu pacjentów. Codziennie średnio umiera ponad 400 osób. Nawet jak omikron powoduje mniej gwałtowne skutki, część pacjentów trafi do szpitali. Jak zachoruje bardzo dużo ludzi... W Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii są dobowe rekordy zachorowań. To nawet ponad 200 tysięcy osób dziennie. We Włoszech to 100 tysięcy. W Polsce może być podobnie. Pewnie nie wykażemy tylu osób, bo nie mamy takiego potencjału testowania. Nawet jeśli współczynnik osób wymagających hospitalizacji przy wariancie omikron jest mniejszy niż przy delcie, musimy spodziewać się większej liczby hospitalizacji. To może spowodować kataklizm w szpitalach. Lekarze i pielęgniarki są wykończeni. Ponad 10% z nich deklaruje, że po czwartej fali chce odejść z pracy. Spór, który widzieliśmy niedawno w Prokocimiu pokazuje, że emocje wśród lekarzy są gorące.
Jednak nie omikronu, ale czegoś innego Polacy najbardziej się boją w 2022 roku. Pokazują to badania. Boją się inflacji. Intuicje Polaków wyprzedziły ostatnią prognozę szefa NBP. W budżecie zapisana jest średnioroczna inflacja na poziomie 3,3%. Szef NBP ocenia, że będzie to 7,6%. Szczyt przed nami?
- Tak. Prognoza NBP sprzed kilku miesięcy mówiła o średniorocznej inflacji w roku 2022 na poziomie 5,8%. Niewątpliwie szokujące są informacje z rynków energii. Chodzi o ceny prądu i gazu. Z uwagi na politykę Rosji ceny gazu szybują w UE. Putin Europę chce wziąć głodem. Ceny gazu to nie tylko rachunki za ogrzewanie, ale to też cena za nawozy. Gaz jest niezbędny do produkcji nawozu. One podrożały ostatnio trzykrotnie. Przełoży się to na ceny. Wzrost cen żywności i energii pociągnie inflacje. Przeniesie się to na inne produkty. Szczyt inflacji ma być w czerwcu na poziomie 8,2%. Gdyby nie tarcza, gdyby nie obniżenie podatku na gaz, prąd w pierwszych miesiącach 2022 roku, inflację w styczniu byśmy widzieli na poziomie 10%. Inflacja to wskaźnik, który waży wzrost cen różnych bóbr w koszyku. Z perspektywy przeciętnego Kowalskiego ceny mogą urosnąć znaczne powyżej 8%. Wszyscy tego doświadczamy. Czekamy z niepokojem na rachunki, które otrzymamy w styczniu.
Już słyszymy, że wchodzący etapami pakiet antyinflacyjny trzeba będzie uzupełniać. Jeśli tak, to o jakie rozwiązania?
- Nie zapomnijmy, że ze względu na rosnącą inflację, rosną wpływy do budżetu. W 2021 roku dochody rządu są wyższe o ponad 50 miliardów. Wartość pakietu to ponad 10 miliardów. Jeśli w 2022 roku zapisano inflację 3,3%, a średniorocznie wyniesie ona ponad 7%, dochody budżetu będą większe z VAT. Rząd będzie musiał te pieniądze redystrybuować do najbardziej poszkodowanych i najuboższych. Pojawi się też pytanie o waloryzację świadczeń takich jak 500+. Jakby wziąć wartość nabywczą tego świadczenia, ono jest teraz warte 400 złotych. Do tego sfera budżetowa. Pracownicy budżetówki od 2 lat nie mieli podwyżek. Nie planuje się też ich na rok 2022. Dla wielu urzędników, nauczycieli na koniec roku się okaże, że 1/5 roku pracowali za darmo. Rząd ma trudny orzech do zgryzienia. Jeśli nie zrobi się nic w budżetówce, może być exodus ludzi z urzędów i szkół. Dzisiaj brakuje nauczycieli w wielu miastach. Za rok ten problem może mieć dramatyczną skalę.
Teraz polityka krajowa. Spodziewa się pan przedterminowych wyborów w 2022 roku?
- To trudne. Pamiętajmy, że skrócenie kadencji Sejmu jest możliwe przy trzech scenariuszach. Jednym z nich jest samorozwiązanie parlamentu. Do tego jednak potrzeba 307 posłów. Rząd i opozycja musieliby zgodnie zagłosować za skróceniem kadencji. Opozycja raczej nie będzie tym zainteresowana. Oni chcą, żeby PiS się wykrwawił. Drugi scenariusz to nieuchwalenie budżetu, ale wtedy takie rozwiązanie mogłoby nastąpić dopiero w styczniu 2023 roku. Trzecie rozwiązanie to wotum nieufności wobec premiera i niemożność powołania nowego premiera w trzech krokach. Żaden z tych scenariuszy nie jest prawdopodobny. Jednocześnie widać, że rząd wpada w coraz większe problemy. Te kryzysy i problemy się piętrzą. Wiele konfliktów rząd PiS przetrwał. Historycznie inflacja jest czynnikiem, który obalił rząd Gomułki i Gierka. Rząd nie jest impregnowany tutaj. Gniew społeczny będzie się przekładał na rządzących, nawet jak rząd jest mało odpowiedzialny za ten wzrost cen. To się przyłoży jednak na gospodarstwa domowe. W ostatnich 5-6 latach dochód rozporządzalny polskiego gospodarstwa wzrósł o 20%. Ludzie uwierzyli, że będzie lepiej, mają większe aspiracje. Klasa ludowa uwierzyła, że może doszlusować do klasy średniej. Teraz nagle ich polski sen jest weryfikowany. Spada siła nabywcza o kilkanaście procent. Marzenie będzie niemożliwe do zrealizowania. To może się przełożyć na gniew wobec rządzących.
Rosja-Ukraina. Jak realny wydaje się konflikt w 2022 roku?
- Tam konflikt jest bardzo realny. Mogą być jakieś naloty. Nie spodziewam się pełnej ofensywy. Dla Polski bardziej niepokojące jest waga oczekiwań rosyjskich rewizji systemu bezpieczeństwa w Europie. Ani zachodnia Europa, ani USA nie są gotowe na konflikt. Chcą kupić pokój za wysoką cenę. Może to oznaczać pogorszenie się sytuacji bezpieczeństwa nie tylko Ukrainy, ale wschodnich państw flanki NATO. To Polska, Rumunia, kraje bałtyckie. Z ich perspektywy ten rok jawi się jako najbardziej niebezpieczny.
Czego dzisiaj życzyć zatem obywatelom?
- Jakiejś formy nadziei wbrew nadziei. Ze świata polityki nie płyną dobre sygnały. Trzeba szukać tego w metafizyce. Tego państwu życzę.