Zapis rozmowy Jacka Bańki z burmistrzem Zakopanego, Leszkiem Dorulą.
W święta Krupówki znowu były pełne gości. Jakie są pierwsze podsumowania hotelarzy i branży gastronomicznej?
- Tak piękna jest zima, że dawno takiej nie było. To prezent świąteczny dla tych, którzy przyjechali do Zakopanego. Masa gości była. Nie było jednak tyle, ile w poprzednich latach bez epidemii. Ograniczenia spowodowały, że gości mogliśmy przyjąć mniej. Każdy, kto się kieruje zdrowym rozsądkiem, starał się zachować ostrożność. Chciał spędzić święta bezpiecznie i w gronie rodzinnym.
Jak to jest z restauracjami, gdzie dopuszczalny limit to 30%? Ktoś weryfikuje certyfikaty covidowe gości, którzy limit przekraczają?
- Tak. W pensjonatach i hotelach właściciele pytali. To do mnie docierało. W zdecydowanej większości wcześniej przy rezerwacji klienci sami mówili, że są po szczepieniach. Na pewno wszyscy się starali, żeby święta były bezpieczne. Mam nadzieję, że tak było wszędzie. Trudno też za każdą restaurację czy każdą działalność gwarantować teraz. Na pewno byli zarówno mieszkańcy, jak i przedsiębiorcy do tego przygotowani. Robili to też dla własnego bezpieczeństwa.
Czyli w pana ocenie ten mechanizm się sprawdza? Nadal nie ma jednak podstawy prawnej do weryfikacji szczepień.
- Nie powiedziałem, że to się sprawdza w 100%. Na pewno podejście do tego jest teraz zupełnie inne. Ludzie się starają tego przestrzegać. Na pewno teraz są takie przypadki, gdzie tego nie przestrzegają. Tak samo było wcześniej. Pan pamięta, jak były mocniejsze obostrzenia. Wtedy też były przypadki w całym kraju, kiedy one nie były przestrzegane. W zdecydowanej większości pensjonatów, hoteli to było przestrzegane.
W pana ocenie potrzebna by była taka podstawa prawna, żeby weryfikować tych, którzy przekraczają limit sanitarny?
- Najbardziej trzeba się zapytać przedsiębiorców, którzy mają styczność z klientem. Mnie się trudniej wypowiedzieć. Jestem przekonany, że jak ktoś podejmuje decyzje, bierze różne czynniki pod uwagę. Są przepisy. One dają możliwości. Nie są tak restrykcyjne, jakby niektórzy oczekiwali.
Możliwość weryfikacji szczepień lub testów pracowników przez pracodawcę pomogłaby branży turystycznej w Zakopanem?
- Jakby to stosowali, to pewnie tak. Były ostre lockdowny i nie wszyscy tego przestrzegali. To nie jest kwestia ustalania przepisów, ale ich przestrzegania. Do tego egzekwowanie tego. To jest trudniejszy temat.
Sylwester w Zakopanem został zgłoszony jako impreza na 30 tysięcy osób. Ile osób w rzeczywistości weźmie udział?
- Tak zgłosiła TVP, czyli organizator. Oni zgłosili wszystko, co powinno być w ramach organizowania imprezy. Wiem i jestem przekonany, że zawsze jest to zgodne z przepisami, ale z podejściem bezpieczeństwa i dobrej współpracy. Z TVP bardzo dobrze się współpracuje. Oni rozumieją problemy samorządu. Teraz też tak jest. Teraz zgłoszenie jest takie. Ono musiało być wcześniej. Wszystko to, co będzie zmienione, będzie dostosowane przez organizatora. Jestem spokojny. Odbędzie się to zgodnie z przepisami. Kwestia jest taka, że to nie jest sylwester obowiązkowy, że każdy musi iść. Tu jest zdrowy rozsądek i podejście każdego, kto tam się wybiera. Można to zobaczyć w telewizji, albo z bezpiecznej odległości. Rówień Krupowa jest bardzo duża. Wszystkie przepisy będą przestrzegane.
Pamiętamy obrazki z ubiegłego sezonu. Turyści bawili się i nie przestrzegali zasad. Jak będzie wyglądało pilnowanie reżimu sanitarnego?
- Sylwester niczym nie będzie się różnił od innych organizowanych w Polsce zgromadzeń i imprez. Za kilkanaście dni będzie Puchar Świata. Też to będzie organizowane. Teraz są organizowane różne wydarzenia. Na Podhalu też są dwa inne sylwestry – w Szczawnicy i Rabce. Na podobnych zasadach to będzie. Miasto i TVP stworzą takie warunki, które zagwarantują bezpieczeństwo na obszarze imprezy. Już teraz apeluję do wszystkich, którzy tam przyjdą, żeby sami przestrzegali dystansu. Każdy, kto chce się czuć bardziej bezpiecznie, może założyć maseczkę, może być w odległości. Jesteśmy istotami rozumnymi. Skorzystajmy z rozumu i przestrzegajmy przepisów.
Święta otwierają wysoki sezon na Podhalu, ale powiedział pan, że do Zakopanego nie przyjechało tak wiele osób, jak przed pandemią. Nie zapowiada się rekordowy sezon na Podhalu?
- Przepisy wymagały tego, żeby ich przestrzegać. Na pewno to ogranicza możliwości. Każdy jednak, kto się kieruje bezpieczeństwem i czuje, że nie powinien być tam, gdzie mu coś zagraża, ma do tego prawo. W tym momencie rekordu nie było, bo znaczna część naszych rodaków postanowiła spędzić święta w domu. Takie były też apele władz, mediów. Tak się starali ludzie spędzić święta, żeby było bezpiecznie.