Warto pamiętać, że droga tego twórcy wiodła często przez Kraków. To tu rozpoczął swoje artystyczne życie podejmując studia na wydziale malarstwa krakowskiej ASP, tu w Teatrze Starym realizował swoje największe przedstawienia, i wreszcie tu miał swoje mieszkanie, choć nigdy nie rozstał się z domem w Warszawie. W Krakowie, doprowadził do wybudowania Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej ”Manggha” przekazując na ten cel swoją Nagrodę Kyoto i jednocząc wokół tego projektu wielu darczyńców. Tu zakończył swoją ziemską podróż i spoczął na Cmentarzu Salwatorskim.
Choć w tym roku, w październiku minie dziesięć lat od śmierci reżysera, jest on ciągle obecny w życiu kulturalnym. Jego filmy nadal fascynują, intrygują i wzruszają. Większość z nich znakomicie przechodzi próbę czasu będąc ciągle aktualnymi i chętnie oglądanymi.
Andrzej Wajda był czujnym kronikarzem. I to kronikarzem specyficznym, bo nie tyle rejestrującym wydarzenia, ile raczej zbiorową świadomość, poczucie wspólnoty, naszą obecność w historii i w sztuce
- mówi Maria Malatyńska, krytyk filmowy, autorka wielu tekstów o Andrzeju Wajdzie a także książek, która od blisko 60 lat często wraca do twórczości tego reżysera.
Życie filmowe Andrzej Wajda zaczął w latach 50. od rachunku sumienia pokolenia, które przeżyło II wojnę światową i zastanawiało się jak żyć.
Gdy tworzył swoje pierwsze ważne filmy, te, które zbudowały pojęcie polskiej szkoły filmowej i były wielkim rozrachunkiem z niedawną wówczas, II wojną światową („Pokolenie”, „Kanał”, „Popiół i diament”, „Lotna”) w Europie zaczynało się gwałtowne poszukiwanie recept na nowoczesne kino. Już rodziła się „nowa fala francuska”, nowe kina w różnych krajach zwracały uwagę na wątki, koloryt i bohatera współczesnego. Wajda też wtedy zrobił sobie „próbkę” takiego filmu. Tym przecież byli jego „Niewinni czarodzieje”(1960) – do dziś bardzo współczesny, świetnie zrobiony film, wtedy niedoceniony, teraz zapomniany. Bo z Wajdą kojarzyły się jednak od pierwszej chwili, tylko wielkie rozrachunki historyczne. I choć rozpoczynała się nowa fala, to jednak i w Europie tylko Wajdowskie tematy historyczne stały się naszą pierwszą wizytówką, czego dowodem jest Srebrna Palma w Cannes dla „Kanału”, a także ogromna ilość nagród, na różnych festiwalach, dla „Popiołu i diamentu”
– pisała Maria Malatyńska.
Andrzej Wajda sięgał też po literaturę. Ekranizował znane tytuły, wykorzystując w nich swój plastyczny talent, dramaturgiczną odwagę i ostrość widzenia politycznego. Uczynił z wielu tych adaptacji genialne filmy, doceniane w Polsce i na świecie. Choćby takie „Wesele”, które premierę miało w styczniu 53 lata temu. Obraz ten, zachwycił dynamizmem, szybkim tempem, wręcz obsesyjną i narastającą narracją, dynamicznym sposobem filmowania, uporczywą muzyką wprowadzającą w trans. Aż ciężko złapać oddech, po wyjściu z kina. Gdzie Pan znalazł takiego genialnego scenarzystę? Zapytano Wajdę w Stanach Zjednoczonych. Zabawne. Doceniono Stanisława Wyspiańskiego, naszego czwartego wieszcza, ale zapewne nie do końca go zrozumiano. Bo przecież kto zagranicą wie, kto to Wernyhora, Stańczyk i właściwie o co chodzi z tym chocholim tańcem. Lecz nas ten film zachwyca i jednocześnie… boli, do dziś. Przez Wyspiańskiego, przez Wajdę, przez to, że jest tak genialny i ciągle aktualny.
Ale były też inne doskonałe ekranizacje naszej literatury. Pamiętamy m.in. „Ziemię obiecaną”, „Smugę cienia”, „Popioły”, „Panny z Wilka”, „Kronikę wypadków miłosnych”, „Pana Tadeusza” czy „Zemstę”. Każdy z tych filmów inny i każdy na swój sposób wybitny. Wszystkie te obrazy sprawiły, że Wajda dołączył do największych twórców kina, obok Bergmana, Felliniego, Viscontiego, Antonioniego, Bunuela czy Kurosawy.
Reżyser ten miał też w sobie niezwykłe wyczucie czasu i miejsca. Nie bał się niczym reporter reagować na sprawy bieżące, polityczne. Zdecydował się na zrobienie dwóch niezwykłych filmów, pokazujących co się w Polsce dzieje: „Człowiek z marmuru” (1976, Nagroda FIPRESCI w Cannes) i „Człowiek z żelaza” (1981, Złota Palma z Cannes). Po ponad 30 latach dopełnił tę opowieść trzecim obrazem „Wałęsa. Człowiek z nadziei”.
Inspiracją dla Wajdy stały się też postawy konkretnych ludzi, stąd w jego twórczości można odnaleźć różne portrety, jak m.in. „Danton”, „Korczak” czy „Powidoki”, ostatni film, który premierę miał kilka tygodni przed śmiercią naszego reżysera . „Powidoki” stały się testamentem artystycznym; to hołd oddany przez 90-letniego twórcę teoretykowi sztuki i malarzowi Władysławowi Strzemińskiemu, człowiekowi, który całe życie potrafił chronić sztukę przed polityką .
Od pierwszych filmów Andrzej Wajda miał niezwykłą umiejętność wsłuchiwania się w to czym żyje nasz kraj, w problemy które nas otaczają, w spory historyczne, polityczne, światopoglądowe. On wiedział o czym mówią i myślą Polacy. Był ich głosem, często i sumieniem. Odbierając w 2000 roku honorowego Oscara za całokształt działalności filmowej stwierdził:
Będę mówił po polsku, bo chcę powiedzieć to, co myślę, a myślę zawsze po polsku. Przyjmuję tę zaszczytną nagrodę jako wyraz uznania, nie tylko dla mnie, ale dla całego polskiego kina. Tematem wielu naszych filmów były okrucieństwa nazizmu, nieszczęścia, jakie niesie komunizm. Dlatego teraz chcę podziękować amerykańskim przyjaciołom Polski i moim rodakom, którym kraj nasz zawdzięcza powrót do rodziny demokratycznych narodów, do zachodniej cywilizacji i instytucji i struktur bezpieczeństwa. Gorąco pragnę, aby jedynym ogniem, którego doświadcza człowiek, był ogień wielkich uczuć
– miłości, wdzięczności i solidarności.
Andrzej Wajda, to nie tylko film, to także teatr i niezapomniane jego spektakle takie jak m.in. „Biesy”, „Noc listopadowa”, „Zbrodnia i kara”, „Antygona”, „Makbet”, „Hamlet”. Ten ostatni tytuł zrealizował kilkukrotnie, ale najsłynniejszą inscenizacją, niezwykle intymną, częściowo rozgrywającą się w garderobie aktorskiej, była ta ze Starego Teatru w Krakowie z roku 1989, w której rolę Hamleta powierzył kobiecie – Teresie Budzisz-Krzyżanowskiej.
Andrzej Wajda swoim dorobkiem twórczym przekonuje, że sztuka ma obowiązek zadawać trudne pytania i brać odpowiedzialność za postawy społeczne. Siłą jego dzieł jest wiara w wolność twórcy i odwaga mówienia prawdy mimo nacisków politycznych. To właśnie filmy i spektakle, które po nim pozostały pokazują, że historia nie jest zamknięta, lecz wciąż domaga się pamięci, refleksji i dialogu. Po Andrzeju Wajdzie pozostała pamięć artysty zaangażowanego, który łączył piękno sztuki i jej formy z niepokojem i troską o kondycję współczesnego człowieka.
***
Już w najbliższy poniedziałek, 26 stycznia, o godz. 21.05, Radio Kraków, wyemituje pierwszy odcinek „Lekcji Andrzeja Wajdy”. Będzie to inauguracja cyklu audycji zaplanowanych na rok 2026. W każdy ostatni poniedziałek miesiąca prowadzące program: Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz i Maria Malatyńska rozmawiać będą o Andrzeju Wajdzie, przypominając jego działalność i jego artystyczne fascynacje.