Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z posłanką PO, Lidią Gądek.
Pani się zgadza z opinią, że polską polityką zaczyna rządzić opinia ulicy?
- Takie mamy czasy, że niestety nie słucha się w parlamencie nawet własnych przedstawicieli. Nie słucha się dyskusji społecznej, nie prowadzi się tej dyskusji, która w kampanii PiS była zapowiadana jako element demokratyczny. Oni mówili, że będą konsultacje, projekty społeczne będą procedowane. Oświatę rozwalili w nocy, o TK nie chcę nawet mówić. Jest cała masa problemów społecznych. To nie jest wysłuchiwane.
2 tygodnie temu projekty obywatelskie były po raz pierwszy w Sejmie. Ten liberalizujący prawo aborcyjne został od razu odrzucony, zaostrzający przeszedł do komisji. Potem były protesty. Wczoraj projekt przepadł.
- Chwała Bogu. Ta sytuacja z ustawami aborcyjnymi obnaża hipokryzję PiS, części Kukiz'15 a nawet PSL. Jak chcemy walczyć o życie od poczęcia do narodzin to jest dużo mechanizmów do uregulowania w taki sposób, żeby kobiety były świadome macierzyństwa. Jak podejmą heroiczną decyzję o urodzeniu dziecka niepełnosprawnego lub z gwałtu to powinny mieć takie zabezpieczenia prawne, żeby mogły przyjąć to dziecko w dużym komforcie. Niestety tego nie mamy. Chcieliśmy wpuścić nasz naród w stan straszny, w którym będziemy wszystkich straszyć karami. Teraz będzie karanie za otwarcie sklepu w niedzielę. Najpierw edukujmy. Dopiero jak nie ma możliwości edukacyjnych to przejdźmy do egzekwowania prawa.
Projekt dotyczący zakazu handlu w niedziele przeszedł do komisji. Teraz będzie musiał odczekać aż skala społecznych emocji opadnie?
- Czy ja wiem? Skala emocji społecznych przy projekcie zaostrzającym aborcję była i nadal jest dużo wyższa. Emocje jeszcze nie opadły. Ten projekt nie jest tego rzędu, ale z drugiej strony to kolejny projekt ingerujący w wolności Polaka. Wiem, że wiele osób nie chce pracować w niedzielę. Jestem lekarzem, też wiele razy pracowałam w niedzielę. Taki wybrałam zawód. Ja nie robię zakupów w niedzielę, ale to nie znaczy, że ja mam narzekać na tych, którzy są do tego zmuszeni. Nie ma również jednolitego stanowiska pracowników, których się na siłę uszczęśliwia.
Co pani sądzi o kompromisowym pomyśle PSL? Można wprowadzić na 2-3 lata handel w niedzielę do godziny 12.00. Ci, którzy będą chcieli zrobić zakupy, zrobią je. Ci, którzy by chcieli odpocząć, będą mieli chociaż pół dnia.
- Jest to pomysł do dyskusji. Może co druga niedziela? Jest kwestia wypośrodkowania interesów. Ja rozumiem, że jak ktoś jest zmuszany do pracy... Jednak ich nie ma wielu. Dlaczego odbieramy pracę studentom, którzy chcą sobie dorobić? Są też matki, które na co dzień zajmują się dzieckiem a w weekend chcą sobie dorobić.
Wróćmy do protestów. Podobnie trudny los może spotkać planowaną reformę oświaty? W poniedziałek nauczyciele wyjdą protestować.
- Mam nadzieję, że faktycznie rodzice i nauczyciele wyjdą na ulicę, żeby pani minister Zalewska się opamiętała. To co ona wyrabia to się nie mieści w głowie. Ona ma nawet złą opinię w swoim klubie. Były dyskusje w kuluarach. Ona obiecała nam, że tak ważne rzeczy będą szeroko dyskutowane. Gdzie pan widział konsultacje? Z kim? Tak nie może być. Wróćmy do protestu pracowników systemu ochrony zdrowia. Niestety prowadzone są prace nad zmianami ustawowymi, które nie są konsultowane. Jak nawet są konsultacje to ustawy są przyjmowane z negatywną opinią. Tak było przy ostatniej zmianie narzucającej wielkie obciążenia na samorządy terytorialne, gdzie samorządy miały krótki czas na wypowiedzenie się, dały negatywną opinię a ustawa i tak została przegłosowana.
Coś z tego protestu rezydentów wynikło, poza medialnym wydźwiękiem?
- To nie był protest rezydentów, ale przedstawicieli zawodów medycznych. Pielęgniarki też były na proteście, chociaż się dystansowały.
Najsilniej zaistnieli jednak rezydenci.
- Bo oni najdłużej pracują nad swoją pozycją. Coś z tego będzie. Trzeba wyjść na ulice, żeby minister zaprosił ich na rozmowy.
Pani z kolegami lekarzami rozmawia jak działa program darmowych leków dla seniorów?
- Ja wypisuję te leki. Program w założeniach jest świetny i chwytliwy politycznie. On działa, ale ten zakres jest ograniczony. Pacjenci przychodzą zdziwieni, bo byli przekonani, że jako seniorzy dostaną większość za darmo a czasem są takie 2, czasem 1. My dostaliśmy wytyczne, żeby nie przestawiać pacjentów na bezpłatne leki jak są dobrze ustawieni na płatnych. Były informacje o intensywnych kontrolach. Operujemy tym w sposób wyważony. Na liście jest około 1000 leków, ale specyfików jest około 80.
Dobrze rozumiem, że z wytycznych wynika, że lekarz nie powinien przepisać leku bezpłatnego z tą samą substancją aktywną, jeśli pacjent używa leku płatnego?
- Takie były sugestie pierwotne. Po buncie sprawa została wyciszona. Ta instrukcja nadal wisi, ale jest na dalszym planie.
Porozmawiajmy jeszcze o obyczajowej warstwie życia sejmowego. Stała się pani wczoraj bohaterką medialną. W skrócie: fotoreporter jednej z gazet otrzymał roczny zakaz wejścia do Sejmu, została mu zabrana akredytacja, bo na sali sejmowej zrobił pani kilka tygodni temu zdjęcie nagiej stopy podczas odpoczynku w ławach sejmowych.
- Nie odpoczywałam. Pracowałam w łamach sejmowych. Miałam wtedy 6 wystąpień.
Ale w tym momencie pani nie występowała.
- Wtedy pisałam kolejne wystąpienie. Siedziałam w tylnej ławie. Jakbym była z przodu to on by tego nie zobaczył. Miesiąc temu się to pojawiło, nie odbiło się to echem.
Nie miała pani żalu do reportera?
- Takie rzeczy się zdarzają. To ja zdjęłam buta. Oczywiście oni powinni zajmować się innymi sprawami, bo tam nie było nic o mojej pracy. Pani redaktor napisała, że mam problemy z krążeniem, ale ja zapomniałam o sprawie. Wczoraj jest wielka afera. Przeze mnie fotoreporter stracił akredytację. To kolejny krok tej niedobrej zmiany. Posła, który pokazuje środkowy palec się nie karze. Marszałka, który nazywa nas wściekłymi małpami się nie karze. Fotoreportera się karze, żeby pokazać, że to ja lub PO mamy takie podejście. Nie. Nie mam do niego żalu. Wstawię się za nim. Zdjęcie mi się nie podobało, ale nie tak ma wyglądać wolność mediów w Polsce.
Nie jest tak, że jak państwo siedzą wiele godzin na sali to w pewnym momencie zapominacie o obiektywach?
- Tak. Jak człowiek coś pisze i jest skupiony to przyjmuje różne pozycje. Siedzimy tam wiele godzin. To jest ludzkie. Nie mówię, że to jest eleganckie, ale bez przesady. Nie ma tam wielkiej nieobyczajowości. Złamanie standardów jest ze strony Kancelarii Sejmu.