Autorstwa Jerzy Opioła - Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=40615609
Miasteczko pogranicza
Saga Grybów to dziś stowarzyszenie zajmujące się ochroną lokalnej pamięci. Nazwa jest skrótem od Społecznego Archiwum Grybowa, inicjatywy, która powstała z potrzeby gromadzenia dawnych fotografii, wspomnień i rodzinnych pamiątek. Nawiązuje także do samego znaczenia słowa "saga", czyli wielopokoleniowej opowieści o ludziach.
Łączymy ludzi z miejscem pochodzenia, często takim, które opuścili dobrowolnie albo pod przymusem. Łączymy pokolenia i przyjaciół rozdzielonych przez historię – mówi Kamil Kmak.
Inicjatywa zaczęła się od prywatnych poszukiwań. Początkowo była to po prostu próba odnalezienia informacji o rodzinnych stronach i dzielenia się nimi z innymi. Dopiero później twórca projektu odkrył, że podobne działania w Polsce określa się mianem archiwistyki społecznej. Nazwę Społeczne Archiwum Grybowa przyjęto w 2016 roku. Cztery lata później grupa formalnie przekształciła się w stowarzyszenie.
(cała rozmowa do posłuchania)
Kamil Kmak/fot. Sylwia Paszkowska
Grybów leży w szczególnym miejscu, na styku Beskidu Sądeckiego i Beskidu Niskiego, niedaleko historycznej granicy węgierskiej, dziś słowackiej. Właśnie to położenie sprawiło, że przez wieki spotykały się tu różne kultury. Na południe od miasta zaczyna się Łemkowszczyzna. Jeszcze w pierwszej połowie XX wieku wiele wsi w dolinie rzeki Białej zamieszkiwali Łemkowie. Ich historia została jednak dramatycznie przerwana. W 1947 roku, podczas akcji wysiedleńczej, zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów. Dziś pamięć o tej społeczności jest jednym z ważnych elementów działań Społecznego Archiwum Grybowa.
Szczególnym miejscem jest pobliska Florynka. To tam w 1918 roku odbył się wiec delegatów z około pięciuset łemkowskich wsi, podczas którego ogłoszono powstanie Republiki Łemków. W historii regionu wydarzenie to miało ogromne znaczenie, choć współcześnie rzadko jest eksponowane. Jednym z najbardziej widocznych projektów archiwum jest "Cichy Memoriał – Grybowska Saga". W jego ramach w różnych miejscach powstają murale, które przedstawiają dawnych mieszkańców regionu. Jedno z takich dzieł powstało właśnie we Florynce. Na ścianie dawnej stodoły pojawił się wizerunek rodziny Romaniaków, Łemków wysiedlonych w 1947 roku. Inspiracją była stara fotografia.
Obecni mieszkańcy, czyli rodzina Steców serdecznie przyjęła ten pomysł. Było dla nas wielką niewiadomą, z jakim odzewem spotka się ten pomysł. I powstał mural, a właściwie deskal. Jest to nazwa, którą wymyślił Arkadiusz Andrejkow, a my ją promujemy. Przedstawia on Łemków, Romaniaków, Gojdyczów i Łuczkowców. Jest to symboliczny powrót po tych wielu latach do miejsca, z którego pochodzili i z którego zostali wyrwani – mówi Kamil Kmak.
Takich murali jest w Grybowie już kilkanaście. Każdy opowiada inną historię.
Historia odnaleziona na drugim końcu świata
Jedno z najbardziej niezwykłych odkryć zaczęło się od przewróconego drzewa. Podczas prac porządkowych na żydowskim cmentarzu drzewo spadło na macewę Abrahama Einhorna. To skłoniło Kamila Kmaka do poszukiwania potomków tej rodziny. Ślad zaprowadził aż do Nowej Zelandii. – "Zacząłem szukać konkretnie w potomkach Abrahama Einhorna i odkryłem, że w Nowej Zelandii żyje pani profesor Barbara Einhorn, która jest jego prawnuczką" - dodaje. Barbara Einhorn z kolei przez lata pracowała na uniwersytecie w Brighton i angażowała się w działalność pokojową. W czasach zimnej wojny wspierała kobiety w krajach Europy Wschodniej, za co trafiła nawet do więzienia.
Działania Społecznego Archiwum Grybowa mają wiele form. Powstała interaktywna mapa pamięci, na której zaznaczane są miejsca związane z dawnymi mieszkańcami. Do każdej pinezki przypisane są fotografie, nagrania i fragmenty wspomnień. W rynku pojawiły się także tzw. kamienie pamięci. Saga Grybów nie jest jedynie projektem historycznym. Jej twórcy widzą w niej także sposób na budowanie dialogu. W murach jednego niewielkiego miasta spotykają się historie Polaków, Żydów, Łemków, ludzi różnych klas społecznych i zawodów.
Ten projekt jest dla nas próbą przeciwdziałania polaryzacji. Pokazujemy, że polskość ma wiele wymiarów i że bez pamięci o tej wielokulturowości jesteśmy ubożsi – mówi Kalim Kmak.