Zapis rozmowy Jacka Bańki z Jerzym Bukowskim z Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych.
To bieżąca polityka spycha w niepamięć to symboliczne wydarzenie sprzed 25 lat?
- Bieżąca polityka nigdy nie służy polityce historycznej. Trochę się dziwie, bo nowa ekipa rządowa i prezydent powinni pamiętać, że dziś mija równe 25 lat od dziejowego momentu. To było przekazanie przez ostatniego prezydenta II RP na uchodźstwie, pana Ryszarda Kaczorowskiego, insygniów prawowitej, konstytucyjnej władzy do Polski, która odzyskała niepodległość. Za ten moment uznano w Londynie nie wybory parlamentarne z 4 i 11 czerwca 1989 roku. To był częściowo suwerenny Sejm, ale wybór Lecha Wałęsy. Wtedy polski Londyn, czyli ludzie, którzy od 17 września 1939 roku, kiedy prawowite władze RP udały się na obczyznę, cały czas przechowywali tę władzę. Dlatego się ucieszyliśmy jak z początkiem grudnia 1990 roku dostaliśmy sygnał z siedziby władz RP na uchodźstwie, że jest zgoda stronnictw politycznych i prezydenta Kaczorowskiego na to, żeby Lechowi Wałęsie władzę przekazać.
Jakie znaczenie to wydarzenie powinno mieć dla nas?
- Każdy Polak, który poważnie myśli o ojczyźnie, powinien tę datę – 22 grudnia 1990 roku - uznać za jeden z przełomowych momentów historii. Rzadko się zdarza, że państwo, które formalnie nigdy nie przestało istnieć, ale było zajęte przez okupantów, żeby takie państwo przechowywało depozyt niepodległości, także w postaci istnienia rządu RP, prezydenta i stronnictw politycznych. To było wyśmiewane w PRL. Propaganda uważała, że to niepoważne zabawy. Starano się rozbijać te władze i wprowadzić agentów. Wprowadzono też pseudoprezydenta we Francji. To się nie udało. Lech Wałęsa bardzo mądrze postąpił w grudniu 1990 roku uznając, że jak mamy budować niepodległą RP to musimy symbolicznie nawiązać do tego, co istniało na ziemiach polskich do końca Kampanii Wrześniowej a symbolicznie także na uchodźstwie.
Wczoraj w Sejmie była dyskusja, żeby oprócz 10-lecia zaprzysiężenia Lecha Kaczyńskiego nawiązać także do 25-lecia zaprzysiężenia Lecha Wałęsy. Dużo było o Lechu Wałęsie, Lechu Kaczyńskim a mało o Ryszardzie Kaczorowskim.
- Mnie to martwi. Oddając należny szacunek Lechowi Kaczyńskiemu, którego część opinii publicznej uważa za męża stanu, jednak 25-lecie przekazania insygniów do Warszawy to moment dziejowy. Dziwię się opozycji, która nie podniosła tego argumentu. Ona chciała doraźnie sprawę załatwić. PiS chce uczcić Kaczyńskiego to my wam dołożymy Wałęsę. Nie chodzi o nich, ale o podległą RP, którą 22 grudnia 1990 roku symbolizowały insygnia, które przekazywał ówczesny prezydent Kaczorowski Lechowi Wałęsie. Gospodarzem tej uroczystości był ówczesny marszałek senatu, profesor Andrzej Stelmachowski. To mnie smuci. Jak Sejm podejmuje uchwały to powinny one dotyczyć spraw o wybitnym znaczeniu dla całej Polski a nie, żeby się partie sejmowe spierały, który prezydent był ważniejszy. Trzeba sięgnąć do źródeł. Od czego zaczęła się III RP? Zaczęła się od tego, że Ryszard Kaczorowski zdecydował się przyjechać do Warszawy i przekazać formalną władzę pierwszemu prezydentowi III RP, Lechowi Wałęsie. Tego żadne doraźne spory nie powinny odsuwać w cień.
Musimy się z tym pogodzić, że polityka historyczna zawsze pozostanie zakładniczką takiej lub innej ekipy rządzącej?
- Jest to trudna sprawa, żeby ją wyzwolić. Jednak ja przywiązuję do tego wagę. Nowy prezydent także. On powołał specjalne zespoły. Jestem zdania, że Andrzej Duda, który w czasie działalności harcerskiej był niepodległościowcem, powinien właściwie docenić to co jest ważne w najnowszej historii Polski. Ja rozumiem, że on się czuje uczniem Lecha Kaczyńskiego i chce podkreślać wielkość swojego mistrza, ale to nie przeszkadza, żeby ta doraźna sprawa nie mogła być prowadzona razem z wielka sprawą. Wielkie daty w historii Polski to daty, kiedy działo się coś przełomowego. Momentem przełomowym było odzyskanie niepodległości i ten symbol. Historycznym momentem było bardziej niestety nie przejęcie władzy od Aleksandra Kwaśniewskiego przez Lecha Kaczyńskiego, ale jego tragiczna śmierć w Smoleńsku. Mam nadzieję, że prezydent Duda będzie bardziej ogólnie patrzył a nie tylko rozgrywał doraźne interesy swojej macierzystej partii.
Na razie oprócz deklaracji mamy przede wszystkim nawiązywanie do tradycji Lecha Kaczyńskiego i spoglądanie na swój obóz polityczny.
- Każdy prezydent, łącznie z Aleksandrem Kwaśniewskim, który wywodził się z komuny, powinien być prezydentem wszystkim Polaków. Muszę ze smutkiem powiedzieć, że to nie Lech Wałęsa, nasz solidarnościowy prezydent, ale Aleksander Kwaśniewski, prezydent z lewicy, doprowadził do jednej z najważniejszych symbolicznych spraw najnowszej historii Polski, czyli do rehabilitacji pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, prezentującego odmienne poglądy. To był przeciwnik SLD. Kwaśniewski wzniósł się ponad podziały. Lech Kaczyński też potrafił się wznosić ponad podziały, chociaż tez był kojarzony z określoną partią. Andrzej Duda też jest kojarzony z PiS, ale to nie znaczy, że w momencie jak staje się prezydentem, nie powinien być ojcem całego narodu. O ile mogę zrozumieć jego pewne postępowania polityczne dotyczące bieżących kwestii, gdzie realizuje wolę swojej partii, o tyle w polityce historycznej, powinien być całkiem niezależny. Tu myślimy o Polsce, bez znaczenia na barwy. Nie jest ważne co PO czy co PSL. Wszystkie ówczesne środowiska z uznaniem przyjęły wizytę prezydenta Kaczorowskiego. Dodam, że dzień po świętach tamtego roku, kiedy prezydent Kaczorowski przekazał insygnia, miałem okazję odbyć z nim długa rozmowę. Szliśmy od Wawelu do Skałki w otoczeniu jego harcerskich przyjaciół. Jak już mówimy o Ryszardzie Kaczorowskim to ja go poznałem jako członek Niezależnego Ruchu Harcerskiego RP, jako przewodniczącego ZHP poza granicami kraju i jednocześnie ministra spraw krajowych w rządzie RP na uchodźstwie w roku 1987. Kiedy tak spacerowaliśmy to ja mówiłem: ”Druhu Ryszardzie, jeszcze 3 lata temu traktowaliśmy podczas moich wizyt u pana w Londynie wizję pana przyjazdu do Polski z insygniami jako coś, co się wydarzy za mojego pokolenia”. Minęły trzy lata i insygnia były w Polsce. Teraz jak się o nim wspomina to w aspekcie katastrofy smoleńskiej. Prezydent Kaczorowski do historii powinien przejść jako ten, który zakończył misję władz RP na uchodźstwie. Chwała mu za to. On dobrze zasłużył się niepodległej Polsce.