Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z małopolskim inspektorem sanitarnym, Jarosławem Foremnym.
Jak pan, jako osoba zaszczepiona w ramach obowiązujących procedur, odbiera medialną burzę, którą widzimy wokół sprawy szczepienia poza kolejnością grupy znanych osób w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym?
- Odbieram to jednoznacznie z niesmakiem. Niemniej jestem osobą, która w każdym negatywnym zdarzeniu szuka pozytywów. Pozytywne jest to, że w ten sposób rozreklamowaliśmy akcję szczepień. Celebryci, osoby popularne były chętne do szczepienia. To dowodzi, że warto się szczepić.
Wpłynie to na sondażowe notowania sprzed kilku tygodni, które wskazywały na duży sceptycyzm Polaków jeśli chodzi o szczepienie się? To samo widzimy w innych krajach. We Francji prawie 60% obywateli nie chce się szczepić.
- Dokładnie. Te wskaźniki w krajach Europy są podobne. Tam, gdzie świadomość higieniczna jest większa, więcej jest chętnych. To na przykład Niemcy. U nas nie jest tak, że jesteśmy w ogonie. Jeśli chodzi o chęć zaszczepienia się przeciwko grypie, było to u nas 4-6%. Tutaj mamy już kilkudziesięcioprocentowy odsetek osób chętnych na szczepienie przeciwko Covid.
Rozpoczęły się wczoraj ferie zimowe, wyjątkowo w całym kraju w jednym terminie. Z pana perspektywy wydaje się, że to będzie okres decydujący dla dalszych decyzji ws. luzowania obostrzeń i dla rozwoju sytuacji epidemicznej?
- Prawdopodobnie tak. Nie znajduję nic niezwykłego w tym, że ferie są w tym samym czasie. Jak ja chodziłem do szkoły, przerwa była też jedna dla wszystkich. W zależności od tego, jakie uzyskamy wskaźniki po tym okresie, będzie to mogło mieć wpływ na decyzję rządu. Chodzi o ewentualną odwilż.
Też pamiętam ferie w jednym terminie, ale od lat one już są rozłożone, żeby osoby zainteresowane ofertą turystyczną mogły z niej lepiej skorzystać. Jeśli ferie są w jednym terminie i Małopolska wciąż pozostaje atrakcyjna turystycznie, nie powinniśmy się obawiać o sytuację epidemiczną w Małopolsce?
- Ferie w wielu terminach miały rozładować tłok i popyt na kwatery, stoki i atrakcje. Mam nadzieję, że wszyscy pamiętają o obostrzeniach, że nie ma usług hoteli, restauracji. Wczoraj była zgoda na wychodzenie młodzieży w okresie ferii. To właściwe. Jeśli będziemy pamiętali o obostrzeniach i skorzystamy z możliwości wychodzenia w obszarze własnych miejscowości, nie sądzę, żeby to wpłynęło na sytuację epidemiologiczną. Sytuacja w Małopolsce na tle kraju jest bardzo dobra. Wczoraj średnia zapadalność na 10 tysięcy mieszkańców wynosiła w Polsce 1,16. W Małopolsce 0,57. To więcej niż dwa razy mniej. Chcę podkreślić, że od 15 listopada każdego dnia spada w Małopolsce najbardziej obiektywny wskaźnik, czyli liczba zakażeń w ciągu ostatnich 14 dni na 10 tysięcy mieszkańców. To rokuje bardzo pomyślnie. Musimy dołożyć starań do dyscypliny, żeby tworzyć jak najlepszy poziom epidemiologiczny. Ferie nie są momentem, żebyśmy odetchnęli, ale mam nadzieję, że wakacje będą momentem, kiedy wiele osób będzie się mogła tymczasem cieszyć.
Powiedział pan, że w myśl obostrzeń usług hotelarskich nie ma. Fakt, w myśl obostrzeń ich nie ma. Praktyka jest taka, że można znaleźć ogłoszenia o płatnym parkingu w zamian za darmowe łóżko. Niektóre pensjonaty szukają pracowników do odśnieżania w zamian za nocleg i wyżywienie. Część przepisów nie jest fikcją? Państwo w tym okresie kontrolują atrakcyjne turystycznie miejsca?
- W dużej mierze to, co pan mówi opiera się na fake newsach. Gdy dotyczyły takie informacje obiektów w Małopolsce, kontrolowaliśmy to. Chcę powiedzieć, że na terenie Małopolski to się okazało nieprawdą. To, co pan mówi o pracownikach do odśnieżania… Były informacje o wypożyczeniu miejsc na przechowywanie nart. To nie ma miejsca. Jednak nie wszędzie w kraju tak jest. Ostatnio słyszeliśmy o lodowisku, które było kwiaciarnią. Te naganne działania są natychmiast korygowane przez właściwe służby.
Wiele osób czas ferii wykorzysta na wyjazd zagraniczny. Jeśli nie skorzystają oni z transportu zorganizowanego, na przykład lotniczego i pojadą samochodem, po powrocie do kraju nie będą objęci kwarantanną. Można liczyć tylko na ich poczucie odpowiedzialności?
- Tak. Takie są przepisy. Mamy nadzieję, że tak będzie. Tych wyjazdów tak wiele jednak nie będzie. Z reguły to są wyloty. One się liczą jako transport zbiorowy i te osoby od 28 grudnia będą poddane 10-dniowej kwarantannie.
Ma pan wrażenie, że niektórzy wychodzą z założenia, że jak jest szczepionka, to jest po pandemii? Słychać tymczasem niepokojące wieści z Europy Zachodniej. W Wielkiej Brytanii szybciej rozprzestrzeniający się wariant wirusa powoduje, że statystyki wystrzeliły. Nie jest najlepiej w Czechach, na Słowacji, na Litwie. W Niemczech lockdown przedłużono do końca stycznia. Tam jest daleko do zakończenia pandemii.
- Ja myślę, że te społeczeństwa państw zachodnich i naszego południowego sąsiada spijają gorzką pianę z piwa, które sobie wcześniej nawarzyli. Mówię o końcu lata, początku jesieni. To konsekwencja. My byliśmy bardziej wstrzemięźliwi w luzowaniu. Efekt mamy lepszy. Małopolska jest jednym z najistotniejszych demograficznie województw w kraju. Po trudnym okresie z października, listopada, Małopolska otrząsnęła się. Teraz jesteśmy pozycjonowani z województwami, które pod względem demografii nie mogą się z nami porównywać. Wskaźniki, które mamy, są podobne. Wysiłek, który ponieśliśmy jako Małopolska, procentuje. Wysiłek Polski też procentuje na tle społeczeństw zachodnich. Teraz może jeszcze nie, ale obawiam się, że szczepienia mogą spowodować pewne poluzowanie. Będziemy przed tym przestrzegać. Mówi się, że 60% wyszczepialności da nam bezpieczeństwo. Tak naprawdę pełne bezpieczeństwo w odniesieniu do choroby zakaźnej daje 90% wyszczepialności. Szacowaliśmy to do innych chorób zakaźnych. Te 60% to dopiero pierwszy krok, żeby pełną populacyjną odporność uzyskać. Odporność uzyskujemy zarówno na drodze szczepień, jak i w konsekwencji przejścia zakażenia. To się sumuje. Pula osób odpornych na wirusa będzie cały czas rosła.
Od poniedziałku 11 stycznia ma ruszyć w Małopolsce badanie przesiewowe nauczycieli na obecność koronawirusa. To będzie sytuacja jednorazowa, czy badania będą powtarzane?
- Nie jesteśmy w stanie permanentnie prowadzić takich akcji. Znowu specyfika Małopolski. Liczba nauczycieli, którą będziemy badać, jest 2,5 raza większa niż średnia krajowa. Łącznie osób przewidzianych do badania jest blisko 28 tysięcy. To nauczyciele klas I-III, nauczyciele szkół specjalnych, personel niepedagogiczny. To duża liczba. Fakt, że spośród tych 28 tysięcy nie będziemy badać osób chorych i tych, które zakażenie przeszły. To jednak dalej duża liczba. To badanie dobrowolne. Kto się zgłosi, będzie zbadany. Na dzisiaj mamy ponad 12 tysięcy chętnych. To 45% ogólnej puli, którym takie badanie przysługuje. Nie jesteśmy w stanie robić takich akcji permanentnie. Robimy ją teraz w kraju, żeby ocenić poziom zdrowotności w tej grupie zawodowej, w sytuacji spodziewanego otwarcia się szkół na nauczanie.