Zapis rozmowy Sławomira Wrony z posłem PiS, Janem Dudą.
Rozmawiamy w dzień po wizycie premiera Morawieckiego w Małopolsce. W Nowym Sączu, w siedzibie Newagu, premier mówił, że w społeczeństwie tym lepiej się dzieje, im więcej jest miejsc pracy i ludzie lepiej zarabiają. Przywołał premier bardzo dobre dane z rynku pracy, gdzie zatrudnienie to 17 milionów osób. Niemal w tym samym czasie w Nowym Sączu słyszymy od jednego ze znanych restauratorów, że do końca maja ma za prąd zapłacić ponad 8000 złotych i zapowiada zamknięcie popularnego miejsca. Która informacja jest bliższa prawdy o kondycji polskiej gospodarki?
- Pewnie obie są bliskie prawdy. Wiemy, że ceny energii wystrzeliły w kosmos. Są jednak działania rządu, które mają ochronić małe firmy.
Chronią wystarczająco? Rachunki były opisane, że kwoty wyliczono z uwzględnieniem tarczy solidarnościowej.
- Czy wystarczająco? Ochrona nigdy nie będzie wystarczająca. Koszty muszą być podzielone między firmy, rząd i firmy energetyczne. Rząd ma pieniądze z tego, co zabierze. Nie można doprowadzić do tego, że większość wspólnych pieniędzy przekazujemy tylko przedsiębiorcom. Wtedy sytuacja na rynku się zaburzy. Już wspieranie tych, którzy mają problemy z cenami energii, też zaburza konkurencję. To poważne problemy.
Co można powiedzieć takim przedsiębiorcom? Spróbujcie wytrzymać, bo na horyzoncie jest moment, kiedy to się poprawi?
- Na pewno spróbujcie wytrzymać, bo sytuacja się zmieni. Dwa: spróbujcie w jakiś sposób minimalizować ilości zużywanej energii. Czasem się nie da. Ciastkarnie, piekarnie zużywają dużo energii. Zaraz lato, będą lody. Tej energii nie da się nie zużywać. W tej sprawie rząd się ciągle przygląda. Jakby było tragicznie, będzie dodatkowe wsparcie.
W Newagu premier zapowiedział wsparcie dla producenta taboru. Chodzi o lokomotywę Dragon i homologację międzynarodową. Chodzi o prawo, żeby te lokomotywy jeździły po innych krajach Unii. Prezes Newagu mówił, że chodzi o przejazd od Gdyni do Salonik w Grecji. Premier zapowiedział wsparcie o starania o homologację w trzech krajach Unii. To realna rzeczywistość, że produkowane w Polsce lokomotywy będą wozić towary i pasażerów od Bałtyku po Grecję?
- To jest realna rzeczywistość. To możliwe. Są problemy z uzyskaniem homologacji. Uczestniczyłem w programie firmy Orion, która zrobiła spalinowóz na gaz. Wiem, jakie były problemy z uzyskaniem homologacji na nasz kraj. Nie mówię nawet o UE. Procedura jest skomplikowana. Należy to uprościć. To sprawa rządu.
Sądeccy parlamentarzyści będą tego pilnować?
- Na pewno tak. Wszystkiego pilnujemy. Trzeba czekać czasem dłużej, czasem krócej, ale każdemu tematowi ważnemu dla Sądecczyzny poświęcamy czas.
Teraz rolnictwo. Minister Telus zapowiedział niedawno dopłaty do pszenicy. Mają one obowiązywać od 15 maja. Chodzi o dopłatę 25 złotych za hektar. Do tony pszenicy dopłata może sięgnąć 550 złotych. To rozwiąże problem, który pojawił się po sprowadzeniu dużej ilości zboża z Ukrainy?
- Na pewno złagodzi poważnie ten problem. On nie zostanie w 100% rozwiązany, ale złagodzony bardzo mocno. Rolnicy będą mieli rekompensatę. Mamy zgodę Unii. Na każde działanie interwencyjne w obszarze rolnictwa musi być zgoda UE. Jest wspólna polityka rolna dla całej UE. To naturalne, że jakakolwiek interwencja w danym kraju zaburza sytuację na całym rynku unijnym. Dwa tygodnie temu było spotkanie z komisarzem Wojciechowskim. Rozmawialiśmy o tym.
Jest tu mowa o pszenicy. Wiemy, że inne produkty, jak rzepak...
- Rzepak, kukurydza. Na pewno te straty, które ponieśli rolnicy, będą zrekompensowane w bardzo dużym stopniu.
Minister Telus wspomniał, że rząd podjął decyzję o pomocy rolnikom, którzy stracili dochody w związku z wojną. Wsparcie ma być udzielane wszystkim rolnikom do pierwszych 300 hektarów. O jakich rolników chodzi? Mamy producentów pszenicy, ale też mówimy o tych, którzy stracili. Kim są ci, którzy mogli stracić na wojnie?
- Mówimy o rolnikach. Dużo szerszy obszar jest tych, którzy stracili na wojnie.
To określenie, że ci, którzy dzisiaj cierpią, bo do Polski wjechało tanie zboże z Ukrainy, wyczerpuje tę grupę?
- Przede wszystkim chodzi o rolników, którzy prowadzą gospodarstwa w obszarze nadgranicznym. Oni pierwsi zostali dotknięci tym, że to zboże z Ukrainy się pojawiło. Czasem od nich nie kupowano w ogóle. Chcieli sprzedać, ale zboże ukraińskie było dużo tańsze. Pojawiły się takie postawy, że ono jest tańsze, ale mamy wojnę i zboże powinno zdrożeć. Nie wiem, co się wydarzyło na rynku światowym, że mimo tego kryzysu zboże zaczęło tanieć na rynkach światowych. Mogło to być działanie Rosji, która wrzuciła swoje duże rezerwy na rynek. On jest tak rozchwiany, że trzeba działań z dnia na dzień.
Rada Gminy Limanowa, jako kolejny sądecki samorząd, uchyliła Samorządową Kartę Praw Rodziny. Decyzja zapadła podczas wczorajszej sesji. To tylko uspokojenie emocji i kontrowersji, jakie wywołuje Karta, czy to sygnał, że zmienia się światopogląd mieszkańców południa Małopolski?
- Nie zakładam sytuacji, że nagle się zmienia światopogląd, że przestajemy być mniej konserwatywni w obszarze rodziny i wartości. Myślę, że to działanie na zasadzie: dobrze, obyśmy tych środków nie stracili. Ja tego nie pochwalam. Trzeba być konsekwentnym.
Nie pochwala pan uchylenia?
- Tak. Nie można być konserwatystą na pokaz. Liberałowie są liberalni do końca. Albo konserwatyści są konsekwentni, albo zmieniają zdanie, bo ktoś palcem pogrozi.
Czyli to obawa przed utratą dopłat i funduszy zdecydowała?
- Myślę, że tak. Trzeba jednak pytać radnych Limanowej, co nimi kierowało.
Środowisko sądeckich narodowców założyło zbiórkę pieniędzy na budowę w Nowym Sączu pomnika Rzezi Wołyńskiej. Apelują do sądeckich patriotów o wsparcie idei budowy takiego pomnika. Jak pan się odnosi do takiego apelu?
- Wywoływanie w taki sposób tego tematu, w tej chwili, uważam za nieroztropne. O tym, że Rzeź Wołyńska była, że ta fatalna sytuacja w relacjach polsko-ukraińskich miała miejsce, wiemy od lat. Pamiętam sytuację, gdy ja w domu rozmawiałem z kimś na tematy historyczne. Moja wtedy 17-letnia córka zaczęła mówić o Rzezi Wołyńskiej. Ludzie byli zaskoczeni, skąd dziecko o tym wie. Teraz jednoznaczne wyciąganie tego wielkiego problemu, który należy przepracować i robienie z tego wydarzenia? Nie ten czas. Nie w tym momencie. Ten problem jest do przepracowania między Polską i Ukrainą.