Jeśli oferta wygląda tak dobrze, że nasz wewnętrzny koks zaczyna robić salta z radości, w głowie powinna nam się zapalić czerwona lampka wielkości nowohuckich neonów. Zasada jest prosta. Oszuści doskonale wiedzą, że po długiej przerwie świąteczno-noworocznej mamy dwa cele. Zrzucić serniczek i nie zbankrutować.
Dlatego teraz w sieci trwa prawdziwe polowanie na tych, którzy w noworocznych postanowieniach zapisali sobie poprawę kondycji w 2026 roku. Przestępcy podszywają się pod sklepy internetowe z działu zdrowie, uroda i sport i wykupują reklamy, które wyglądają profesjonalnie. Są logotypy, są uśmiechnięci kulturyści, no i ceny, które urywają głowę.
Klikasz i lądujesz w matrixie. Strona wygląda identycznie jak oryginał, ale diabeł tkwi w adresie internetowym. Jeśli zamiast oficjalnej domeny widzisz tam jakiś dziwny ciąg znaków w stylu np.taniebiałko24.okazja.pl, uciekaj szybciej niż na bieżni w pierwszym tygodniu stycznia.
Pod postami są setki zachwyconych klientów. Szybka dostawa, najlepsza cena. Te komentarze piszą albo boty, albo sami oszuści, siedząc w kapciach przed laptopem. Nie dajmy się zwieść.
Jak nie dać się skroić? Oczy na pasek adresu. To jest taka pierwsza linia obrony. Po drugie, sprawdzajcie regulaminy. Fejkowe sklepy zazwyczaj ich nie mają albo są napisane taką łamaną polszczyzną, jakby ktoś przepuścił je przez kuchenny mikser. Po trzecie, jeśli coś śmierdzi fejkiem na kilometr, nie bądźmy obojętni. Kopiujemy link, wysyłamy go do ekipy z incydent.cert.pl. To jest taki nasz cyfrowy GROM, który zdejmuje te strony z sieci, zanim ktoś inny straci oszczędności życia w niby promocji.
Pamiętajmy, formę robi się na siłowni, a nie na podejrzanych linkach. Zdrowy rozsądek to najlepszy suplement, jaki możemy dziś przyjąć.