Instrument z listy dziedzictwa
Dudy podhalańskie w 2014 roku zostały wpisane na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Jak podkreśla Dorota Majerczyk, etnomuzykolożka, to jeden z najbardziej archaicznych instrumentów w Polsce:
Mamy wiele odmian dud: wielkopolskie, żywieckie, gajdy śląskie, ale nasze podhalańskie, są czterogłosowe. Bardzo skomplikowane, ale i piękne.
Dorota nie tylko zna się doskonale na dudach, ale również na nich gra. A te skomplikowane instrumenty wykonuje własnoręcznie Piotr Majerczyk. Czterogłosowość to ewenement. W melodycznej piszczałce kryją się aż trzy stroiki, a do tego dochodzi burdon, czyli bąk. To właśnie tam bije „serce dud”. Jak przyznaje Piotr:
To jest najgorsze, że te wszystkie treści muszę robić sam i dostrajać. Tego się nie dokupi Każdy dźwięk rodzi się z cierpliwości.
Od skóry do dźwięku
Droga od surowej skóry do gotowego instrumentu jest długa i wymagająca. Skóra moczy się w żytniej fermentacji nawet kilkanaście dni, potem schnie, mięknie w dłoniach, nabiera elastyczności.
Jak się błonę spoli, to już po kozie. Ona nie trzyma ciśnienia
– tłumaczy Piotr z właściwą sobie precyzją.
Najwięcej emocji budzą jednak stroiki. Drewniane, tradycyjne, piękne lecz kapryśne. Reagują na wilgoć, temperaturę, najmniejszą zmianę ciśnienia. Dlatego dziś w instrumentach Piotra pojawiają się stroiki z włókna węglowego. Sprawdzają się w każdych warunkach, od chilijskich upałów po kanadyjskie mrozy.
Syn wyciągnął dudy po podróży i zagrały idealnie
– opowiada konstruktor dud.
Dla purystów to kompromis, dla młodych uczniów szansa.