Czy fiskus nas obroni przed słynnymi „fakturami-widmami”?
Koniec z papierem, koniec z PDF-ami w mailu. KSeF jest trochę jak z nowoczesnym domofonem z kamerą, no niby nikt niepowołany nie powinien wejść na klatkę, ale jak ktoś zadzwoni pod dziewiątkę i krzyknie, że ma pizzę, której nie zamawiałeś, to i tak możesz odruchowo wcisnąć przycisk, a potem płacisz za zimną hawajską, której nikt nie chciał. System jest szczelny technicznie, ale nieodporny na ludzką nieuwagę. Wyjaśnijmy to sobie.
KSeF to taka gigantyczna rządowa skrzynka odbiorcza. Każda faktura w Polsce musi tam trafić. Oszust nie wysyła Ci już maila, który wpadnie do spamu. On wysyła fakturę w systemie, a ona pojawia się bezpośrednio w Twoim panelu podatnika. Niestety jest to realny mechanizm. Przy setkach faktur miesięcznie łatwo odruchowo kliknąć zapłać za coś, czego nigdy nie kupiliście.
Jak nie dać się oszukać?
Po pierwsze stop pośpiechowi. Oszuści kochają terminy na wczoraj. Jeśli widzisz ponaglenie do zapłaty w ciągu godziny, to śmierdzi fejkiem.
Po drugie test kawowy. Dostajesz rachunek od firmy, z którą nigdy nie piłeś kawy, ani nie podpisałeś żadnej umowy. Faktura za analizę rynku optymalizacji spinaczy.Do kosza.
I w końcu po trzecie - zachowaj czujność. Błędy językowe to wciąż znak rozpoznawczy naciągaczy.
Wielu może myśleć, że skoro jest to rządowy system, to chyba Fiskus widzi, że to oszustwo. To niestety nie jest prawda. Fiskus widzi dokument, ale nie wie, co masz w magazynie.
Samo to, że faktura wisi w systemie, nie jest jeszcze tragedią. Prawdziwe schody zaczynają się, gdy księgowy ją zaksięguje, a Ty zrobisz przelew. Wtedy dla Państwa transakcja się odbyła.
W nowym KSeF-ie ma być podobno przycisk "zgłoś na dłużycie". Ale bądźmy realistami. KSeF to nie jest tarcza ochronna.
To jest tylko cyfrowy segregator. Porządek w papierach i chłodną głowę musimy trzymać sami.