Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem PO, Ireneuszem Rasiem.
Podczas pierwszej sesji Rady Miasta Krakowa nie udało się wybrać przewodniczącego Rady. O to stanowisko kłócą się radni PO i Przyjaznego Krakowa. Co się dzieje między koalicjantami?
- Po co takie dramatyczne słowa? Oni rozmawiają. Takie są koalicje. Są różne pomysły. Jest dużo nowych radnych. Jednym słowem, muszą się podocierać. To docieranie skończy się dziś lub wkrótce.
Radni Przyjaznego Krakowa głosowali razem z radnymi PiS przeciwko Dominikowi Jaśkowcowi. Tak to będzie wyglądało w tej kadencji? Będzie nieformalna koalicja klubu prezydenta z PiS w wybranych sprawach?
- Nie głosowali przeciwko Dominikowi Jaśkowcowi. Oni głosowali przeciwko wprowadzeniu druku. To różne sprawy. Pojawiło się takie zjawisko, że większość radnych prezydenta nie chciała głosować, ale jeszcze rozmawiać wewnątrz koalicji. Nie podważa to kandydatury Dominika Jaśkowca. PiS za tym zagłosował. To normalne. Oni są w opozycji. Im gorzej, tym dla nich lepiej.
Radni prezydenta mówią, że jeśli nie Rafał Komarewicz to Sławomir Pietrzyk, ale PO musi zrezygnować z Dominika Jaśkowca. Zrezygnuje?
- To nie jest kwestia rezygnacji Dominika Jaśkowca, ale ustalenia wewnątrz koalicji, kto będzie desygnował przewodniczącego. Rozmowy trwają. O poranku będą nowe negocjacje. Mam nadzieję, że dobre dla Rady Miasta i mieszkańców Krakowa. Ta koalicja szła wspólnie do wyborów, żeby dobrze działać dla krakowian. Nie wyobrażam sobie falstartu.
Minął miesiąc od wyborów. Nadal trwają negocjacje...
- Tak jest. Pan jest doświadczonym dziennikarzem. Widział pan wiele sytuacji, zwrotów akcji. Taka jest polityka. Widać to w całym kraju. Lepiej się spierać na początku, żeby potem maszyna działała dobrze dla krakowian. Byłem stronnikiem tej koalicji, bo w tym jest wartość. Radni o tym pamiętają.
Kto z PO będzie wiceprezydentem Krakowa?
- Zostawię to prezydentowi Majchrowskiemu. Wczesnym popołudniem ma to ogłosić. Byłoby nieładnie, żebym ja to powiedział. Prezydent się nie obrazi, jak powiem, że to osoba bliska mojemu sercu.
Bogusław Kośmider? Wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazują.
- W pierwszej części wypowiedzi powiedziałem, że nie chcę tego mówić. Powinna być elegancja. Powiedziałem też jedno zdanie, żeby pan miał bliższy typ. Nie mogę powiedzieć tak. Nie mogę też powiedzieć nie.
Mówi pan, że PO w wyborach do Sejmiku popełniła wiele błędów – eliminowanie ludzi z potencjałem, niechęć do pracy w kampanii. Lokalni politycy PO mówią, że powodem jest zaangażowanie marszałka i pana w pierwsze prace nad tworzeniem Wspólnej Małopolski. Ich zdaniem to zaważyło na wymiarach przegranej w Małopolsce.
- Różne są opinie, które wygłaszają osoby, które nie podają informacji, która jest podpisana imieniem i nazwiskiem. Ja powiedziałem pod nazwiskiem to, co uważam. Taki komunikat dla wyborców się należał. Ja nie byłem twórcą Wspólnej Małopolski. Napisałem, że Wspólna Małopolska była tworzona jako ruch sprzeciwu wobec zmian PiS w ordynacji. Dziś była inna sytuacja. Przez pół roku rozmawialiśmy z liderami Wspólnej Małopolski, żeby startowali z naszych list. Został z tym projektem pan Latusek. Najważniejsze osoby poparły nas lub desygnowały na nasze listy swoich kandydatów. To nie był powód. Powody zostały wymienione przeze mnie. Zaangażowałem się w kampanię. Zobaczyłem, jak te struktury wyglądają. Stąd moja spowiedź.
Ci sami lokalni politycy PO mówią, że jakby nie Wspólna Małopolska, to PO by przegrała mniejszą różnicą. Co więcej, gdyby Koalicja wygrała wybory parlamentarne, to może w przyszłym roku udałoby się wśród konkurentów znaleźć małopolskiego radnego Kałużę. Teraz jest to przesądzone. Rożnica jest wielka. Najbliższa okazja do zmiany to 5 lat.
- Kto to powiedział?
Jeden z czołowych przedstawicieli PO w Krakowie.
- Nie będę z ludźmi bez nazwisk dyskutował. Jest takie gremium jak rada regionalna. Ona będzie niedługo. Będzie raport marszałka Krupy. Będzie szczera rozmowa. Zachęcam tych, którzy tak suflują krakowskich dziennikarzy, żeby się przygotowali do rozmowy. Z niej można wyciągnąć wnioski. Było nas stać - przy pracy od 2 lat – na 14 mandatów. Zdobyliśmy 11. To różnica. Wyciągniemy wnioski. Płynnie wchodzimy w kampanię europejską i potem krajową. Jest szansa na wzmocnienia personalne. Te wybory pokazały bezpartyjnych, niezależnych i sprawnych kandydatów, którzy zyskali świetne rezultaty. Trzeba ich zachęcać. Nie ma dużo czasu. Trzeba brać tych, którzy się sprawdzili na niższych szczeblach. Nie bójmy się konkurencji. To moja diagnoza. Prawdziwa i jedyna. Krakowem nie możemy wygrywać. Trzeba iść w teren. On nie jest dla PO wspaniały w sensie wynikowym, ale z ludźmi trzeba rozmawiać. Taką strategię małopolska PO przyjmie.
Mówi pan o przyszłorocznych wyborach. Jest możliwe to, żeby wybory do naszego Parlamentu odbyły się razem z wyborami do Parlamentu Europejskiego? Czyli przedterminowe wybory wynikające z bieżących przyczyn?
- Słyszymy takie rzeczy, że pan Brudziński powiedział, że nie jest to wykluczone. Muszą być dwa zjawiska. Pierwsze to słabnący PiS. To obserwujemy. Oni wiedzą, że aby rządzić za rok, muszą samodzielnie wygrać. Druga przyczyna to afera KNF, która nie ma na razie dna. Oni się boją kolejnych odsłon. Jest kłopot komunikacyjny. Było to widać wczoraj w Sejmie. Wnioski formalne padały, żeby o tym rozmawiać. Nie ma tam pomysłu. Jest oblężona twierdza. W strachu jest oczekiwanie na nowe fakty, co trzeba będzie przykryć. Jest paru sprawnych ministrów w tym obozie, ale są granice. Wolne media, o które upominała się wczoraj ambasador USA, jeszcze w Polsce są.
Chyba nie liczy pan na to, że uda się powołać komisję śledczą ws. KNF? Arytmetyka jest bezwzględna.
- Nie liczę na to. Niewątpliwie taka komisja powinna jednak powstać, żeby ostrzec urzędników państwowych przed takim skandalicznym zjawiskiem. To nie były rozmowy ludzi z 3-4 szeregu. To rozmowa człowieka z mocną pozycją, który jest praktycznie nieodwołalny. On mówi, że ma tu parę lat, on ten biznes komuś zamknie, jeśli ta osoba nie okaże się łaskawa. Trzeba odpowiedzieć dla kogo miał być łaskawy za takie pieniądze. Mówi się o 40 milionach. Takiej propozycji korupcyjnej po 1989 roku nikt nie śmiał złożyć.