Miniona noc była pełna napięcia. Po ostrych groźbach Donalda Trumpa pojawiła się jednak informacja o przełomie – dwutygodniowym zawieszeniu broni. Czy to zapowiedź pokoju?
To bardzo dobre pytanie. Przede wszystkim widać, że w wcześniejszych wypowiedziach Donalda Trumpa puściły nerwy. W pewnym sensie zobaczyliśmy jego prawdziwe oblicze.
Trump mówił nawet o możliwej „śmierci cywilizacji”. Jak takie słowa są odbierane w Iranie?
Cywilizacja irańska trwa od blisko dwóch i pół tysiąca lat. Tego typu groźby są w Teheranie przyjmowane raczej z pewną dozą dystansu, a nawet rozbawienia. Iran przetrwał znacznie poważniejsze kataklizmy – choćby najazd Mongołów – i nadal istnieje. To dość wymowne.
Na ile realne są rozmowy prowadzone – jak wynika z doniesień – przy udziale Pakistanu?
W dyplomacji wielu rzeczy po prostu nie ogłasza się publicznie. Nawet jeśli trwają jakieś rozmowy, Irańczycy nie będą ich ujawniać. Z ich perspektywy to korzystna sytuacja – mogą pokazywać, że to oni rozdają karty i są stroną, z którą trzeba się liczyć.
Co musiałoby się wydarzyć, aby te dwa tygodnie przerodziły się w coś trwalszego?
Oczekiwania obu stron muszą się w pewnym momencie spotkać. Problem w tym, że dotąd się nie spotykały. Propozycje amerykańskie i irańskie rozmijały się całkowicie. Te dwa tygodnie miną bardzo szybko i prawdopodobnie niewiele zmienią, bo żadna ze stron nie chce rezygnować ze swoich kluczowych postulatów.
Z czego Iran na pewno nie ustąpi?
Przede wszystkim z prawa do samostanowienia. Kluczowe jest też utrzymanie systemu politycznego, czyli Republiki Islamskiej. Iran będzie również naciskał na wycofanie obecności amerykańskiej z regionu Zatoki Perskiej.
To jest trochę jak negocjacje na bazarze – zaczyna się od wysokich oczekiwań, żeby mieć z czego schodzić. Irańczycy są w tym bardzo doświadczeni i mają sprawnych dyplomatów.
Co więcej, działania USA i Izraela w pewnym sensie wzmocniły system w Iranie. Pojawił się argument, że kraj potrzebuje silnych środków odstraszania, nawet w postaci broni nuklearnej.
Nie sprawdziły się wezwania Donalda Trumpa, by Irańczycy wyszli na ulice. Dlaczego?
Przede wszystkim trwa wojna, a władze jasno zapowiedziały, że wszelkie protesty będą tłumione, a uczestnicy uznani za zdrajców. Społeczeństwo doskonale pamięta brutalnie stłumione protesty z poprzednich lat.
To nie jest moment na walkę o postulaty demokratyczne. Takie nawoływania należałoby uznać za bardzo nieodpowiedzialne – w praktyce mogłyby narazić ludzi na śmierć.
Poza tym zagrożenie zewnętrzne działa jednocząco. Część społeczeństwa konsoliduje się wokół państwa. Wspiera to także propaganda, pokazująca Iran jako ofiarę narzuconej wojny.
Trump ogłosił „całkowite zwycięstwo” Stanów Zjednoczonych. Jak to interpretować?
Donald Trump wielokrotnie ogłaszał zwycięstwo, by chwilę później mówić, że działania muszą być kontynuowane. Trudno traktować takie deklaracje jako spójne.
Czy Iran odda kontrolę nad cieśniną Ormuz?
Nie. To będzie kluczowa karta przetargowa w rozmowach z Amerykanami. Iran nie zrezygnuje z tak istotnego elementu swojej pozycji.