Gdyby te nagrania były prawdziwe, mieszkańcy Kamczatki musieliby chyba wykształcić jakieś skrzela do oddychania śniegiem. Prawda jest taka, że padliśmy ofiarą śnieżnej fantazji. To jest robota procesorów, które ktoś ewidentnie podkręcił na tryb totalnego odklejenia.
Rosyjscy influencerzy zrobili nam klasyczny miks. Wzięli odrobinę realu i dodali do tego wiadro cyfrowego lukru z generatorów AI. Dlaczego to jest fejk? Po pierwsze, te filmy są zbyt idealne. Obraz jest czysty jak sumienie po spowiedzi. Żadnych detali, żadnego brudu. Po prostu sterylna, biała pustynia.
Najlepsze jest to, że na jednym z nagrań AI tak się rozpędziło, że narysowało słup latarni, który lewituje nad śniegiem. No chyba że na Kamczatce opanowali już antygrawitację, o której my w Krakowie możemy tylko pomarzyć, stojąc na przykład w korku na Alejach.
Po drugie, na tych filmach widzimy wieżowce znikające pod śniegiem. Problem w tym, że Kamczatka to teren sejsmiczny. Tam się nie buduje drapaczy chmur, bo przy pierwszym wstrząsie złożyłyby się jak domki z kart. Większość bloków ma tam maksymalnie pięć pięter. Więc jeśli widzimy faceta śmigającego z siódmego piętra na nartach, to on nie jest na Kamczatce. On jest w krzemowym śnie algorytmu.
Sceny z epoki lodowcowej na Kamczatce. Budynki pokryte śniegiem
— MindVoyager (@Karol1669024) January 17, 2026
Patrz @mar_luniewski @kot_b0t pic.twitter.com/OY8bcKhXMW
Co z prawdziwym śniegiem? Jasne, że jest. Ma ponad dwa metry, co i tak jest solidnym wynikiem. Ale umówmy się, dwa metry nie sprzedają się tak dobrze jak dwadzieścia.
Następnym razem, gdy zobaczymy coś, co wygląda zbyt filmowo, weźmy głęboki oddech, policzmy piętra w bloku. Fizyki nie oszukamy tak łatwo jak ludzkiego oka spragnionego sensacji. Pytanie tylko, czy wolimy prawdę, która wymaga solidnego odśnieżania, czy piękne kłamstwo, w którym wystarczy wcisnąć "udostępnij".