Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłanką Lewicy Razem, Darią Gosek-Popiołek.

To ostatni dzwonek na ewentualną wspólną listę opozycji. Są rosnące notowania Zjednoczonej Prawicy i Konfederacji. Liderzy partii opozycyjnych zatrzasnęli drzwi, czy są one jeszcze otwarte?

- Uważnie czytamy sondaże, przyglądamy się temu, jaki start będzie najlepszy. W mojej ocenie dużym problemem przy jednej liście byłaby demobilizacja części elektoratu. Widzimy wielkie różnice programowe między partiami. W czasach kryzysu dyskusja programowa jest najważniejsza. Ludzie muszą widzieć alternatywę programową dla PiS. Na jednej wielkiej liście te programowe propozycje mogą zanikać. Bylibyśmy nieprzewidywalną masą. Ludzie by czuli, że oddając głos na jedną osobę, głosują na osobę o zupełnie innych poglądach.

Czyli sprawa jest przesądzona?

- W polskiej polityce nic nie jest przesądzone. Dynamicznie się zmienia sytuacja, do debaty wchodzą nowe tematy. One mobilizują lub demobilizują obywateli. Trzeba ciężko pracować, rozmawiać, liczyć je. To jest teraz najważniejsze.

Są już przymiarki do krakowskiej listy Lewicy? Na ile prawdopodobne jest to, że tej listy nie otworzy nikt z obecnych posłów? Jest pani i poseł Gdula. Listę mógłby otworzyć były szef krakowskiego SLD Ryszard Śmiałek?

- Myślę, że w naszym przypadku jest za wcześnie na rozmowę o listach. To wypadkowa ciężkiej pracy, wysiłku. My na Lewicy koncentrujemy się na pracach programowych. Zajmujemy się mieszkalnictwem. Wyzwań jest wiele. To pochłania naszą uwagę. Trwa objazd Lewicy po Polsce. Byliśmy wczoraj w województwie świętokrzyskim, dziś nasi posłowie i posłanki są w województwie łódzkim. Pod koniec kwietnia objazd będzie w Małopolsce. Wychodzimy do ludzi. Te miesiące są czasem ciężkiej pracy, nie rozmową o ambicjach danych osób.

Zbierają państwo podpisy pod projektem ustawy o rencie wdowiej. To już trwa od jakiegoś czasu. Kiedy projekt trafi do Sejmu?

- Trwa zbiórka. Mamy ramy wyznaczone ustawowo. Zachęcam do podpisywania się. Liczymy na debatę w Sejmie i poparcie. Godne życie dla emerytów, którzy zostali sami i muszą wykupić leki... Starość w Polsce nie może być biedą.

Wspomniała pani program mieszkaniowy. W tym tygodniu rząd przyjął projekt ustawy ws. programu Pierwsze Mieszkanie. Jest tam stałe oprocentowanie raty kredytu na poziomie 2%. Propozycja Lewicy to mieszkania na wynajem. Dlaczego? W Polsce generalnie chcemy mieć własność, nie chcemy wynajmować cudzego.

- To się zmienia. Ostatnio było badanie, w którym pytano ludzi, jak rząd powinien rozwiązywać programy mieszkaniowe. Wsparcie kredytobiorców i budowanie przez państwo mieszkań na wieloletni wynajem miały podobną liczbę głosów. Są dwie mocne nogi, na których powinien stać program mieszkaniowy. My mówimy tak dla kredytów ze stałą stopą. Gdy na początku WIBOR szalał, zaproponowaliśmy, żeby stopy nie były opcjonalnym dodatkiem, ale żeby były podstawą. We Francji ponad 90% kredytów hipotecznych ma stałe stopy procentowe. Wracając do kredytów hipotecznych 2%, proponowanych przez rząd. Kluczowe jest to, co powiedział minister Buda. To wsparcie dla osób posiadających zdolność kredytową. To prawda. O tym dalej będzie decydował bank. W 2023 roku nawet 70% gospodarstw domowych nie ma zdolności kredytowej.

Dla nich jest to konto mieszkaniowe...

- Tak. Konto mieszkaniowe daje możliwość oszczędzania. Kto z tego skorzysta. 40% Polaków nie ma żadnych oszczędności. Minimalną płacę zarabia ponad 2 miliony osób. Te rozwiązania powinny być obok budowy mieszkań. Wydatki budżetu państwa na sferę budżetową to nawet nie jest pół procenta. Mocno potrzebujemy tego fundamentu.

Czyli komplementarne propozycje? Z jednej strony budowa mieszkań na wynajem, z drugiej raty o stałym oprocentowaniu. Na jakiej wysokości? Tu jest licytacja od 0 do 2%.

- Będziemy nad tym się pochylać. Jest też jeden aspekt tych dopłat do kredytów. To problematyczne. Jest efekt dla kredytobiorców na początku, ale potem ceny się podwyższają o to, co udało się zaoszczędzić. To było przy Rodzinie na Swoim, Mieszkaniu dla Młodych. Rynek wyrównywał i ceny mieszkań rosły. To może być problem tego programu. Jakby samorządy miały wsparcie centralne i byłoby budownictwo komunalne, byłoby uspokojenie rynku. Byłaby konkurencja dla deweloperów i banków.

Wiemy, że sporo mieszkań w Polsce stoi pustych. Portugalia testuje takie rozwiązanie, że skoro kupiłeś mieszkanie w celach inwestycyjnych, musisz je wynająć.

- Są takie rozwiązania proponowane. Z problemem mieszkaniowym boryka się wiele państw. My to analizujemy, patrzymy. Są potrzebne regulacje. Dużym problemem są fundusze, które skupiają wiele mieszkań na osiedlach. One zaburzają rynek. Jest działalność flipperów, którzy ingerują w rynek i podwyższają ceny mieszkań. Potrzeba regulacji centralnych. Rząd to zapowiada, ale się boi i wycofuje.

Co z ustawą o najmie krótkoterminowym? To propozycja Lewicy. Tam był element, który część mieszkań wpuszczał na rynek najmu długoterminowego.

- Tak. Jest taka propozycja. Pracujemy nad tym. Czekamy na odpowiedź rządu. Problem wynajmu krótkoterminowego widać w dużych miastach. Mieszkania stoją często puste. Ponad 40% mieszkań w wynajmie krótkoterminowym to są mieszkania należące do jednej osoby. Jeden podmiot ma kilka mieszkań. To trzeba uregulować.

Przedsiębiorcy z Klastra Rybitwy apelują o okrągły stół ws. przyszłości Rybitw. Co po odrzuceniu planu Nowe Miasto?

- Z tym planem dla Rybitw było wiele problemów. Jest zła jakość planu. On był nieadekwatny w stosunku do tego terenu. To teren podmokły. Dla radnych duże znaczenie miało to, że nie było szacunków, ile ten projekt mógłby kosztować. Nie było też pułapu czasowego, kiedy to by można realizować. Brakowało alternatyw dla biznesu. Nowa Huta Przyszłości to projekt niedokończony. Nie ma tam takiej infrastruktury, żeby przenieść tam biznes. Trzeba na rozwój patrzeć perspektywicznie. Trzeba dać właścicielom firm pewność, że będą się tam mogli rozwijać. Na Rybitwach po 10 latach zmieniono zasady gry.

Najpierw część przedsiębiorców chce rozmawiać…

- Jeśli chodzi o konsultacje, okrągłe stoły, jestem za. Demokracja w miastach musi się na tym opierać.