Wydarzenie rozpocznie się o godz. 14.00 atrakcjami dla dzieci i rodzin. W programie są spacery, warsztaty i badanie sowich wypluwek. A wypluwka to nic innego jak zbite szczątki niestrawionych części ofiar, głównie gryzoni – sierść, kości, fragmenty pancerzyków. Dla dzieci to jednak nie odpad, a przyrodnicze "jajko niespodzianka". Nigdy nie wiadomo, co kryje się w środku. Uczestnicy rozkładają wypluwki na części pierwsze, korzystają z kluczy do oznaczania gatunków i z pasją identyfikują znalezione kostki.
Najczęściej są to kości, ale gdy zobaczy się reakcje dzieci, ich skupienie i radość z odkrywania, trudno mówić, że to mało atrakcyjne – mówią.
Wypluwki zbierane są zimą w miejscach, gdzie zimują uszatki. Uszatka zwyczajna ma zwyczaj gromadzić się o tej porze roku w grupach, a pod drzewami pozostają dziesiątki "dowodów" ich obecności. Zebrany materiał jest odpowiednio przygotowywany i dezynfekowany, by warsztaty były całkowicie bezpieczne. O godz. 17.00 zaplanowano wykład dla dorosłych poświęcony ochronie pójdźka. Ten niewielki gatunek był w okolicach Niepołomic notowany kilka lat temu na terenach rolniczych, dziś jednak należy do rzadkości. Zmiany w krajobrazie rolniczym i sposobie użytkowania gruntów sprawiają, że pójdźka traci dogodne siedliska.
W Polsce obecnie obserwuje się trzynaście gatunków sów, z czego jedenaście lęgowych. W samej Puszczy Niepołomickiej dominują gatunki leśne. Można tu spotkać m.in.:
Puszczyk uralski – jedną z największych sów w kraju,
Sóweczka – najmniejszą polską sowę,
Puszczyk zwyczajny – najpospolitszy gatunek, dobrze radzący sobie nawet w miastach,
Włochatka – skrytą, trudną do zaobserwowania,
Płomykówka – związaną raczej z terenami otwartymi.
Sowy fascynują nie tylko tajemniczością i nocnym trybem życia. Ich oczy skierowane są do przodu, co nadaje im "ludzkiego" wyrazu twarzy. Potrafią obrócić głowę nawet o 270 stopni, dzięki czternastu kręgom szyjnym (człowiek ma ich siedem). Do tego dochodzi niemal bezszelestny lot, możliwy dzięki specyficznej budowie piór.
W zupełnej ciszy sowa może siedzieć kilka metrów nad nami, a my nawet nie będziemy o tym wiedzieć – mówią.