Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pixabay
Czego dowiesz się z tej rozmowy?
- Emerytury mundurowe funkcjonują poza systemem powszechnym i są finansowane przez resorty siłowe.
-
Możliwość przechodzenia na świadczenie po 15 latach służby generuje wieloletnie zobowiązania budżetowe.
-
Świadczenia mundurowe są wyraźnie wyższe niż przeciętne emerytury z ZUS.
-
Państwo inwestuje w kosztowne szkolenia, a następnie traci wyszkolonych specjalistów.
-
Reforma z 2013 roku ograniczyła przywileje tylko dla nowych roczników; problem wcześniejszych zasad pozostaje.
Posłuchaj rozmowy Piotra Łęgowskiego z Joanną Solską.
Emerytury mundurowe poza systemem powszechnym
System emerytalny w Polsce jest podzielony. Większość pracujących podlega ZUS-owi, gdzie wysokość przyszłego świadczenia zależy od zgromadzonych składek i stażu pracy. Emerytury mundurowe funkcjonują poza tym systemem – są finansowane i obsługiwane przez resorty siłowe. Zdaniem Joanny Solskiej to jedna z przyczyn, dla których temat rzadko przebija się do debaty publicznej:
Emerytury mundurowe są poza systemem powszechnym. Zajmuje się nimi albo MON, jeśli to dotyczy wojskowych, albo MSWiA, jeśli to dotyczy policji czy innych pracowników podległych temu resortowi, albo Ministerstwo Sprawiedliwości. A poza tym nikt tego nie nagłaśnia, a to bardzo bulwersujące, ponieważ nas zwyczajnie na to nie stać.
Rozmówczyni wskazuje, że przy możliwości przechodzenia na emeryturę po 15 latach służby, często przed 45. rokiem życia, system generuje zobowiązania na kolejne cztery dekady wypłat. Solska dodaje, że rosnąca liczba świadczeniobiorców - przy malejącej liczbie osób aktywnych zawodowo - staje się poważnym wyzwaniem finansowym.
Przywilej składkowy i konsekwencje reformy
W 1999 roku wprowadzono reformę, która miała ujednolicić system i powiązać wysokość emerytury z wysokością wpłat. Mundurowi początkowo znaleźli się w systemie powszechnym, ale później zostali z niego wyłączeni. Zdaniem Solskiej oznacza to uprzywilejowanie w zakresie składek.
Wszyscy dostajemy pensję brutto i to brutto, nawet jak się wydaje duże, po odtrąceniu składek emerytalno-rentowych chudnie, a mundurowi tego obowiązku nie mają. To jest zwyczajnie niesprawiedliwe. System miał być powszechny, a tej grupy ludzi to w ogóle nie dotyczy
- mówi redaktor Solska i podkreśla, że świadczenia mundurowe są wyraźnie wyższe niż przeciętne emerytury z ZUS, wydajemy na nie ponad 30 miliardów złotych rocznie. Jej zdaniem obciążenie to w praktyce ponoszą wszyscy podatnicy.
Niewykorzystany potencjał wyszkolonych kadr
Solska nie kwestionuje potrzeby odpowiedniego wynagradzania służb, zwraca jednak uwagę na problem utraty doświadczonych specjalistów - państwo inwestuje ogromne środki w szkolenia, a potem pozwala, by kompetencje te były wykorzystywane poza systemem obronnym czy bezpieczeństwa publicznego:
Na pilotów czekają linie lotnicze z otwartymi ramionami, bo co mają szkolić, jak dostają wyszkolonego człowieka. A jeszcze bardziej oczekiwani są specjaliści od cyberbezpieczeństwa. To naprawdę nie wymaga fizycznej sprawności, ale wymaga wielkich kompetencji. Państwo jest hojne i wypuszcza ludzi na emerytury. To jest nieracjonalne.
W jej ocenie szczególnie w obszarach takich jak cyberbezpieczeństwo czy specjalistyczne lotnictwo możliwe byłoby dłuższe wykorzystanie kompetencji bez konieczności pełnienia najbardziej wymagających fizycznie zadań.
Reforma częściowa i ograniczona
Zmiany wprowadzone po 2013 roku wydłużyły minimalny okres służby do 25 lat dla nowych funkcjonariuszy. To – jak ocenia Solska – krok w dobrą stronę, ale dotyczący jedynie przyszłych roczników. Obowiązujących wcześniej zasad nie da się cofnąć:
Już się nic nie da zrobić do tyłu. Trzeba myśleć, co będzie dalej i te przywileje ograniczać. System, który finansują wszyscy, jest bardzo niesprawiedliwy i grozi nam tym, że emerytury zusowskie będą coraz niższe.
Rozmówczyni łączy ten problem z kwestią uprzywilejowanych grup zawodowych funkcjonujących poza zasadą pełnej składkowości, wskazując, że system traci przez to przejrzystość i stabilność.
Presja kolejnych grup zawodowych
Zdaniem Solskiej przywileje emerytalne mają silny wymiar polityczny. Kolejne środowiska zawodowe zabiegają o podobne regulacje. Ostateczny kształt systemu zależy – jak podkreśla – od odpowiedzialności decydentów:
Politycy coraz częściej nie myślą o tym, jak ta Polska będzie wyglądała w przyszłości, jak będą wyglądały nasze pensje i wzrost gospodarczy. Myślą o wyborach. Przywilejami, zwłaszcza emerytalnymi, bardzo łatwo przekupuje się pewne grupy.