Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Posłuchaj rozmowy Patryka Kubiaka z Angeliką Małek.
Transpłciowa filozofka Maria Jadwiga Minakowska bierze udział w krakowskim synodzie zwołanym przez kardynała Grzegorza Rysia. Rozpoczęła się więc dyskusja, czy w ogóle powinna być dopuszczona do debaty o Kościele w Polsce.
Kościół i antropologia binarna
Przed naszą rozmową na antenie powiedziała pani, że osoby transpłciowe żyją trochę w szarej strefie - jeśli chodzi o język, narrację w Kościele, we wspólnocie. Co to znaczy?
- Mam na myśli to, że jakkolwiek temat transpłciowości w ostatnich latach pojawia się w dokumentach kościelnych, zarówno na poziomie watykańskim, jak i lokalnym, to nadal brak ostatecznego rozstrzygnięcia kwestii transpłciowości. Wciąż jest to temat nowy dla Kościoła, dlatego osoby transpłciowe – choć istnieją i chcą uczestniczyć w jego życiu – funkcjonują w nie do końca uregulowanym sensie.
Czyli nawet jeśli nie zgadzamy się ze stanowiskiem Kościoła co do osób homoseksualnych, to jednak znamy to stanowisko, prawda? W przypadku osób transpłciowych nie mamy takiej jasności.
- Nie jest tak, że w ogóle nie ma żadnej wypowiedzi, ale ona nie jest ostateczna,. Pojawiają się wypowiedzi dotyczące samej tranzycji, czy to prawnej, czy medycznej (także zmiana imienia i płci wpisanej w dokumentach) i one są co do zasady krytyczne (myślę o wypowiedziach ze strony Kościoła właśnie). Poza tym są osadzone mocno w antropologii binarnej. Takiej, która widzi kobietę i mężczyznę zgodnie z opisem biblijnym, zgodnie z wieloletnią tradycją Kościoła i historią. I pojawiają się osoby, które są poza tym podziałem, nie wpisują się w niego.
Wspominana przez pana Maria Jadwiga Minakowska upomina się o swoją obecność, ale są też inne, bardziej lub mniej znane. Więc pytanie do Kościoła: co dalej? Wypowiedzi dotyczą, na przykład, kwestii chrztu, sakramentu małżeństwa, sakramentu święceń i są różne w różnych przypadkach. Brakuje jednak ostatecznej odpowiedzi. Owszem, ten temat pojawia się w dokumentach, ale w mniejszym stopniu niż kwestia homoseksualności, która była omawiana wcześniej bardziej szczegółowo i pojawia się w Katechizmie Kościoła Katolickiego.
Inne dynamiki
Czyli paradoksalnie brakuje tu stanowczości, ale chodzi o stanowczość w ustanowieniu jednej doktryny, tak? Bo kwestie prawne, dokumentów kościelnych, chrztu, bierzmowania, to są realne problemy dla osób wierzących, które dokonały tranzycji.
- Tak, jak najbardziej. Chciałabym zwrócić uwagę, że w ostatnich latach ten temat zyskuje na znaczeniu nie tylko w społeczeństwie, co dobrze widzimy, ale także w Kościele. Kościół odpowiada na to, co się dzieje w społeczeństwie – lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej – ale jednak odpowiada. Może nie uprzedza tych zmian, ale reaguje na zjawiska, które zdążyły się już w pewnym stopniu przyjąć w naszej cywilizacji europejskiej. Nie dzieje się to równolegle, widać tu pewne opóźnienie. Jest takie powiedzenie, że młyny kościelne mielą powoli i tak też jest w tym przypadku.
Jednocześnie wyraźnie widać, że dokumenty pojawiają się coraz częściej, podobnie jak wzmianki dotyczące już stricte transpłciowości – nie ogólnej płciowości czy homoseksualności, które były wcześniej omawiane w różnych wariantach i formach. Dziś, kiedy przegląda się informacje o tym, co Kościół mówi o transpłciowości i osobach transpłciowych, wyraźnie widać rosnące zainteresowanie tym tematem.
Kościelne młyny, jak pani powiedziała, wolno działają, a w Polsce jeszcze wolniej implementujemy zmiany, przynajmniej taki jest pogląd. Wydaje mi się, że istotne jest też to, że Kościół w ostatnich latach zrobił sporo, żeby oddać głos grupom wcześniej niewysłuchiwanym – osobom homoseksualnym, ale też świeckim czy kobietom – i być może to jest moment, kiedy trzeba pochylić się także nad osobami transpłciowymi.
- Myślę, że to naturalnie wynika z tej dynamiki. Jak pan słusznie zauważył, niektóre zmiany zostały zainicjowane już na Soborze Watykańskim II, czyli w latach sześćdziesiątych XX wieku. Mimo że upłynęło sporo czasu, trzeba pamiętać, że Kościół funkcjonuje w różnych dynamikach. Jest jeden Kościół powszechny, ale w różnych państwach, kulturach i kontekstach rozwija się w różnym tempie. Dlatego zmiany, które wtedy zapoczątkowano, wchodzą mniej lub bardziej stopniowo.
Widzimy też efekty działania ruchów społecznych. Większa rola kobiet wiąże się z ruchem feministycznym i teologią feministyczną, która rozwija się w Kościele rzymskokatolickim od lat posoborowych, choć w Polsce może to wciąż brzmieć jak coś nowego. Udział świeckich to również kluczowy aspekt Soboru. Natomiast w Polsce – ze względu na kwestie historyczne, takie jak żelazna kurtyna czy relacje Kościoła z władzą – pewne zmiany następują z opóźnieniem. Nie oznacza to jednak, że Sobór się nie przyjął, ale raczej pokazuje różnice tempa w porównaniu z Europą Zachodnią.
Duszpasterskie towarzyszenie
A pani jako teolożka jak wyobraża sobie rolę kapłana w takiej sytuacji, kiedy w parafii jest osoba transpłciowa, która chce dokonać tranzycji, jak powinien się zachować duszpasterz?
- Trudno mi postawić się w takiej roli, bo nie jestem księdzem i nie pracuję duszpastersko. Myślę jednak, że najważniejsze byłoby niewypychanie z Kościoła, niewyrzucanie takiej osoby – niezależnie od poziomu akceptacji dla tej decyzji i poziomu jej zrozumienia, bo to są dwie różne rzeczy. To, czy coś akceptujemy, i to, czy ktoś czuje się odrzucony albo przyjęty jako człowiek, to nie jest to samo. Chodzi o duszpasterskie towarzyszenie mimo wszystko, o rozmowę – co zresztą jest zalecane wobec osób w sytuacjach nieuregulowanych.
Tutaj mamy też różnice, jeśli chodzi o sakramenty. Sakrament małżeństwa i święceń są związane z płcią – Kościół nie uznaje małżeństw jednopłciowych, a święcenia są zarezerwowane dla mężczyzn biologicznych. Natomiast jeśli chodzi o chrzest, Kościół dopuszcza chrzest osób po tranzycji, ponieważ jest on traktowany jako sakrament konieczny. Trzeba też pamiętać, że prawo kanoniczne ma służyć zbawieniu człowieka i wszystko powinno być temu podporządkowane, a nie tylko zachowaniu porządku. Nauczanie Kościoła może się rozwijać, ale jednocześnie każda osoba – niezależnie od swojej sytuacji – pozostaje członkiem Kościoła.