Schron to nie piwnica. Nowe przepisy już obowiązują, a samorządy dopiero uczą się, co z nich wynika
Od początku 2026 roku nowe obiekty użyteczności publicznej i nowe inwestycje deweloperskie muszą uwzględniać miejsca doraźnego schronienia. Problem w tym, że przepisy są nowe, rozproszone i nie zawsze łatwe w interpretacji.
W programie „O tym się mówi” w Radiu Kraków o budownictwie ochronnym rozmawiali prof. Lucyna Domagała, dziekan Wydziału Inżynierii Lądowej Politechniki Krakowskiej, oraz dr Michał Kołaczkowski, koordynator i specjalista ds. budownictwa obronnego. Z ich wypowiedzi wyłania się obraz systemu, który dopiero się organizuje: są przepisy, są obowiązki, są pierwsze projekty, ale jest też sporo niejasności, pytań i kosztów, które mogą wpłynąć na tempo inwestycji.
Nie wszystko, co pod ziemią, jest schronem
Ważne jest uporządkowanie pojęć. Bo choć w języku potocznym często używa się wymiennie słów „schron”, „ukrycie” czy „miejsce schronienia”, w świetle nowych przepisów nie są to synonimy.
Prof. Lucyna Domagała tłumaczyła, że chodzi o obiekty zbiorowej ochrony ludności, czyli „schrony, ukrycia i tzw. miejsca doraźnego schronienia”, a każda z tych kategorii ma przypisane konkretne wymagania. Różnice nie są kosmetyczne. Dotyczą tego, przed czym dany obiekt ma chronić i jakie parametry techniczne musi spełnić.
Są zdefiniowane kategorie i dla każdej z tych kategorii przypisane są konkretne wymagania
- mówiła dziekan Wydziału Inżynierii Lądowej PK.
To oznacza, że przy projektowaniu takich obiektów bierze się pod uwagę nie tylko standardowe wymagania konstrukcyjne, ale też ochronę przed skutkami klęsk żywiołowych, zagruzowaniem czy odłamkami amunicji. W wyższych kategoriach dochodzą jeszcze odporność na promieniowanie, skażenia chemiczne i biologiczne, pożary zewnętrzne, a nawet obciążenia dynamiczne.
Szereg parametrów, których się nie bierze pod uwagę przy projektowaniu normalnych konstrukcji
- podkreślała prof. Domagała.
Schron musi zostać uznany, a nie tylko zbudowany
Dr Michał Kołaczkowski zwracał uwagę, że po wejściu w życie nowych regulacji nie wystarczy zbudować mocne podziemne pomieszczenie i nazwać go schronem. Dziś liczy się nie tylko technika, ale też formalne uznanie obiektu.
Jeżeli chcemy wykonać taką budowlę, no to właśnie musi ona spełniać określone wymagania techniczne. Natomiast żeby nazywać ją schronem czy ukryciem, musi ona zostać uznana przez organ ochrony ludności
- wyjaśniał.
To istotna zmiana. Jak zaznaczał ekspert, pojęcia schronu i ukrycia zostały zdefiniowane na poziomie ustawy. W praktyce oznacza to, że dany obiekt nie tylko ma odpowiadać normom technicznym, ale też zostać formalnie zakwalifikowany przez właściwy organ.
Kołaczkowski doprecyzował, że choć rozwiązania są uzgadniane z wojskiem, to sam proces odbywa się w obszarze działań cywilnych.
Organy ochrony ludności, na przykład prezydent miasta wydaje decyzje (...) Natomiast parametry są określone w rozporządzeniach. Oczywiście te rozporządzenia są ustalone w porozumieniu z wojskiem, natomiast robimy to w obrębie cywilnych działań
- powiedział.
Ukrycie chroni inaczej niż schron
Budowle ochronne to ukrycia i schrony, a każde z nich dzieli się jeszcze na kolejne poziomy odporności.
Najprostsze ukrycie ma zapewniać ochronę przed skutkami klęsk żywiołowych, odłamkami amunicji, ostrzałem czy zagruzowaniem. W kolejnych kategoriach dochodzą następne zagrożenia: promieniowanie przenikliwe, a potem także fala uderzeniowa.
To są ukrycia i to są konstrukcje niehermetyczne, natomiast zapewniające ochronę przed tymi czynnikami. Natomiast schron jest to budowla, która jest budowlą hermetyczną, która musi mieć zapewnioną filtrację
- mówił dr Kołaczkowski.
Prof. Domagała dopowiadała, że miejsce doraźnego schronienia jest rozwiązaniem bardziej tymczasowym. Pod względem wymagań zbliża się do ukrycia, ale może być konstrukcją doraźnie dostosowywaną do celów ochronnych.
Miejsce doraźnego schronienia tak naprawdę wymagania są dokładnie tak jak w przypadku ukrycia, z tym, że może to być konstrukcja tymczasowa, która na potrzeby ochronne jest doraźnie dostosowywana
- zaznaczyła.
Najwyższy poziom ochrony dają schrony. To właśnie one muszą sprostać najbardziej wymagającym kryteriom.
Schrony to są już te największej odpowiedzialności, odporności, obiekty, które (...) muszą wykazywać dużą odporność na promieniowanie, falę uderzeniową, wstrząsy
- mówiła dziekan PK.
Nowa Huta? Metro? To nie takie proste
Padło też pytanie, które zapewne zadaje sobie wielu mieszkańców: skoro w Polsce istnieje sporo obiektów z przeszłości, zwłaszcza z czasów PRL, to może wystarczy je po prostu odnowić?
Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Jeśli chodzi o miejsca doraźnego schronienia, część istniejącej infrastruktury rzeczywiście może się do tego nadawać. Prof. Domagała mówiła, że w samym Krakowie jest około 400 punktów schronienia, które prawdopodobnie da się w dość prosty sposób dostosować.
Ale w przypadku schronów sytuacja wygląda już inaczej.
Jeżeli chodzi o schrony, te obiekty, które mamy, w większości przypadków nie spełniają tych kryteriów
- podkreśliła.
I właśnie tu pada ważne zastrzeżenie wobec popularnych miejskich mitów. Bo choć często mówi się o Nowej Hucie jako o ogromnym kompleksie schronowym, a w podobnym tonie wspomina się metro w Warszawie czy obiekty pod Dworcem Centralnym, to z perspektywy obecnych przepisów nie oznacza to automatycznie, że są to schrony w sensie formalnym i technicznym.
Na obecnym etapie takie miejsca określa się raczej jako punkty schronienia.
Na razie nazywamy to punktami schronienia, czyli takimi miejscami, w których po prostu ludność może się schronić w przypadku braku budowli ochronnych pełnowartościowych
- wyjaśniał dr Kołaczkowski.
Bez pieniędzy się nie obejdzie
Nowe obowiązki oznaczają też konkretne koszty. I to niemałe. Prof. Domagała zaznaczała, że dziś można mówić jedynie o szacunkach, bo doświadczenia w tym zakresie dopiero się budują. Jej zdaniem uwzględnienie ukryć czy schronów jako części nowych obiektów może oznaczać wzrost kosztów inwestycji rzędu 10–30 proc. Jeszcze drożej robi się wtedy, gdy mówimy o specjalnie projektowanych, odrębnych obiektach ochronnych.
Gdyby to była adaptacja i projektowanie odrębnych obiektów typu tunel dwufunkcyjny, na przykład tunel na autostradzie, to jest kwestia nawet trzydziestu, pięćdziesięciu procent wyższe koszty realizacji
- dodała.
To właśnie koszty mogą stać się jednym z najpoważniejszych testów dla samorządów i inwestorów.
Przepisy już działają, ale wszystko jest jeszcze na etapie uczenia się systemu
Choć temat budzi duże zainteresowanie, gotowych i oficjalnie uznanych nowych realizacji na razie jeszcze nie widać. Jak tłumaczył dr Kołaczkowski, ustawa obowiązuje od końca 2024 roku, ale praktyczne wymagania odnoszące się do nowych budynków wielorodzinnych i użyteczności publicznej zaczęły obowiązywać od stycznia 2026 roku.
Jeszcze nie jest mi znana realizacja, która by została właśnie wykonana i uznana
- powiedział.
To jednak nie znaczy, że nic się nie dzieje. Projekty już powstają, są konsultowane, a środowisko projektowe mierzy się z interpretacją nowych regulacji. To ważny moment przejściowy: przepisy już obowiązują, ale praktyka ich stosowania dopiero się kształtuje.
Samorządy mają obowiązek, ale potrzebują tłumaczy tych przepisów
Samorządy bez wsparcia ekspertów mogą mieć duży problem z wdrażaniem nowych wymogów. Prof. Domagała mówiła wprost, że skoro trudności z interpretacją mają nawet środowiska akademickie i zawodowe, to urzędnikom będzie jeszcze trudniej. Dlatego, jak podkreślała, potrzebna jest współpraca między uczelniami, praktykami i samorządami.
Dr Kołaczkowski dodał, że z punktu widzenia samorządów kluczowa jest orientacja w podstawowych różnicach między typami obiektów oraz świadomość technicznych detali, które mogą przesądzić o sensie całej inwestycji.
Staramy się doradzać pod względem technicznym przy zlecaniu. (...) Na jakie problemy zwracać uwagę, żeby ta inwestycja faktycznie miała sens, a nie było słabych punktów, które to wszystko niweczą
- mówił.
Politechnika Krakowska chce uporządkować chaos
Właśnie w odpowiedzi na te problemy Politechnika Krakowska jeszcze w marcu uruchamia szkolenia dla samorządów. Nie chodzi o to, by urzędnicy stali się projektantami schronów, ale by rozumieli zakres obowiązków, podstawowe pojęcia i logikę nowych regulacji.
Przede wszystkim mamy na celu przybliżenie ogólnych wymagań. Nie będziemy wdrażać samorządowców w szczegóły dotyczące wymagań i projektowania tego typu obiektów, ale żeby wiedzieli, jakim obowiązkom muszą sprostać
- mówiła prof. Domagała.
Celem jest też wypracowanie wspólnego języka pomiędzy tymi, którzy zamawiają inwestycje, a tymi, którzy je projektują i wykonują.
Dr Kołaczkowski zwracał uwagę, że przepisy są rozrzucone po wielu dokumentach i rozporządzeniach, więc trzeba je najpierw uporządkować, a potem przełożyć na zrozumiały język praktyki.
Jak dodał, ważne są też kwestie bardzo konkretne: dostępność odpowiednich drzwi, zaworów przeciwwybuchowych czy systemów filtracji, czyli wszystkiego tego, co dla osoby spoza branży może brzmieć abstrakcyjnie, a w praktyce będzie mieć zasadnicze znaczenie.
Nowe przepisy mogą spowolnić inwestycje
Na pytanie, czy nowe obowiązki mogą opóźniać samorządowe inwestycje, prof. Domagała odpowiedziała wprost: takie ryzyko istnieje.
Jest takie ryzyko, jeżeli wchodzą nowe przepisy, które wymagają uwzględnienia dodatkowych kryteriów, a przede wszystkim, które wiążą się z dużym nakładem środków dodatkowych
- zaznaczyła.
Jednocześnie wskazywała, że właśnie dlatego uczelnia stawia nie tylko na szkolenia dla samorządów, ale też na dokształcanie środowisk zawodowych i kształcenie inżynierów, którzy będą potrafili poruszać się w nowym systemie wymagań.
Prywatne schrony? Tak, ale to wciąż nisza
Prywatne schrony dla indywidualnych inwestorów to temat, który budzi ciekawość, ale też pokazuje, że rynek już od pewnego czasu reaguje na rosnące poczucie zagrożenia.
Dr Kołaczkowski przyznał, że sam uczestniczy w projektowaniu takich obiektów. Na pytanie, kto decyduje się na takie inwestycje, odpowiedział krótko: - Inwestorzy, którzy mają taką potrzebę.
Prof. Domagała uzupełniła tę wypowiedź bez złudzeń: - Których stać na to.
Kołaczkowski zwrócił przy tym uwagę, że prywatne schrony mogą w pewnym sensie odciążać system publiczny.
Ile to kosztuje? Ekspert przestrzega przed uproszczeniami
Padło też pytanie o cenę prywatnego schronu dla jednej rodziny. I tu ekspert był ostrożny. Nie chciał podawać jednej kwoty za całość, bo każda inwestycja zależy od wielu czynników: wielkości obiektu, rodzaju gruntu, poziomu wód gruntowych czy kosztów hydroizolacji.
Podał jednak orientacyjny koszt elementów, które odróżniają schron od zwykłego podziemnego pomieszczenia.
Sam dodatek, który charakteryzuje schrony, czyli powiedzmy system filtracji, odpowiednie wyposażenie czy drzwi, no to może być wydatek poniżej stu tysięcy złotych
- powiedział.
To ważne doprecyzowanie: nie chodzi o koszt całej budowy, ale o koszt „dodatku”, czyli specjalistycznego wyposażenia. Innymi słowy, zwykła piwnica nie staje się schronem sama z siebie, ale po dołożeniu odpowiednich rozwiązań technicznych.
W rozmowie pojawiła się też jedna praktyczna informacja, która może mieć znaczenie dla prywatnych inwestorów. Jak zauważyła prof. Domagała:
Małe schrony do powierzchni trzydziestu pięciu metrów kwadratowych nie wymagają pozwoleń na budowę, tylko zgłoszenia. Także to jest duże ułatwienie.