Kiedyś powiedział pan, że polskie wybory z 1989 roku były niefotogeniczne. Dlaczego?
W ogóle uważam, że dla fotografa jakiekolwiek wybory są niespecjalnie fotogeniczne. Zazwyczaj to jest tylko coś, że ktoś tam wsadza do jakiegoś pudełka czy do skrzynki, czy do urny wsadza karteczkę, więc to nie rzuca na kolana, jeśli chodzi o fotogeniczność. To nie jest specjalnie ciekawe. 4 czerwca 1989 roku najpierw byłem w Warszawie i fotografowałam chyba akurat generała Jaruzelskiego z żoną, jak głosowali. Jednak pomyślałem, że tam nic ciekawego się nie dzieje i pojechałem po prostu przed siebie, gdzieś na wieś i się zatrzymałem tam, gdzie po prostu widziałem, że coś się dzieje.
Mnie się kojarzy takie zdjęcie właśnie z podwarszawskiej wsi. Sfotografował pan starszego mężczyznę, którego obcina kobieta. Okazało się, że ten człowiek pierwszy raz idzie na wybory i chciał podkreślić tę uroczystość właśnie dobrą fryzurą.
Pierwszy raz nie to, że w ogóle na wybory, tylko pierwszy raz na wolne wybory, albo prawie że wolne wybory. To dla niego był właśnie ten moment, kiedy zdecydował, że musi się ostrzyc i wyglądać porządnie, zanim pójdzie, żeby wrzucić coś do urny. To dla mnie jest najważniejsze zdjęcie, bo zdjęcie Jaruzelskiego, jak głosuje jest niezbyt ciekawe, tym bardziej że w Warszawie on głosował za kotarą.
Co pan słyszał wśród Polaków na tej wsi pod Warszawą? Jakie były tam nastroje wtedy 4 czerwca?
Ja nic nie słyszałem, bo fotograf jest głuchy, myśli tylko od strony wizualnej, ale ja myślę, że wszędzie była, no nie powiem, że euforia, ale był ten ciąg, żeby nareszcie skończyć te 40 kilka lat komunizmu w Polsce. To na pewno było bardzo pozytywne i to było widać, tym bardziej na wsi.
Czyli już czwartego czerwca dało się wyczuć, że to będzie wielkie zwycięstwo w tych częściowo wolnych wyborach, bo przypomnijmy, że te wybory nie były całkowicie wolne.
Tak, ale dla tego pana, który był strzyżony, to dzięki temu, że były częściowo wolne, to już były wolne właściwie. Natomiast w Warszawie ja tego nie czułem niestety aż tak, ale też długo tam nie byłem. Po prostu pojechałem od razu na wieś i szukałem czegoś fajniejszego i bardziej kolorowego.
Pan mówi, że wielka euforia panowała wśród mieszkańców, a starsze pokolenie mi zawsze mówiło, że była też obawa: co jak wygramy, Ruscy wejdą.
Ja tego nie wyczuwałem, ale faktycznie mogło być takie myślenie, bo rzeczywiście Związek Radziecki tak łatwo nie wypuszczał swoich owieczek. To samo było w czasie strajku w Gdańsku w 1980 roku. Wtedy dopiero ludzie myśleli, że jeżeli Wałęsa i komitet strajkowy wygrają ten strajk, że tak powiem, to od razu tutaj oni wejdą. Zawsze w Polsce jest ten strach właśnie przed tym, że wejdą Ruscy, właściwie co by się nie działo tutaj, ale na szczęście Polska jednak pokazała światu, że można przeprowadzić transformację metodą pokojową. Teraz 15 października też się tak samo zdarzyło i to są podobne wybory, ale właściwie jedne były ważne i drugie były ważne.
Pan obserwował nie tylko wybory w Polsce w tamtym czasie, ale także i między innymi przemiany w Niemczech już wtedy jednoczących się, również był pan na wschodzie w innych krajach bloku wschodniego. Czy te wybory, czy te przemiany w Polsce miały jakąś wyjątkową cechę w porównaniu z innymi krajami?
Myślę, że dzięki Polsce, ludzie zrozumieli w tych wszystkich innych krajach, że można przeprowadzić coś pokojowo, a nie silną ręką. Tylko w Rumunii to się nie udało. Polakom się udało i to jakoś zaraziło resztę tej zniewolonej Europy.
Mimo że pochodzi pan z Wielkiej Brytanii, to już na stałe, od kilkudziesięciu lat jest pan związany z Polską i przygląda się pan Polsce i Polakom przez te ostatnie co najmniej 35 lat. Zostało coś z tej Polski i Polaków? To jest już inny świat, inni ludzie, czy mamy jeszcze jakieś cechy wspólne?
Jest to jednak podzielony kraj i to jest ta niefortunność. Wtedy też Polska była podzielona, natomiast to było czarno-białe, a dzisiaj jest podzielona w sposób bardziej taki szaro-szary albo szaro-biały.
„Czarno-biały” to znaczy, że byli tylko ci źli komuniści i świat demokratyczny?
Wtedy było jasne, że był byli komuniści, było ich trochę, ale ich się właściwie nienawidziło i to właściwie wszyscy nienawidzili tego systemu i tych komunistów. Teraz jest trochę inaczej, dlatego teraz jest to groźniejsze w pewnym sensie.
Patrząc na inne kraje, które również zaczynały z podobnego poziomu jak my w '89 roku, jak w 2024 roku wyglądamy na ich tle? Zmarnowaliśmy, czy wykorzystaliśmy te 35 lat?
Ja myślę, że wykorzystaliśmy absolutnie i to dzięki też te temu, że weszliśmy do Unii Europejskiej, więc dużo się zmieniło. Tylko że takie rzeczy się nie dzieją tak łatwo. To wszystko trwa, tak jak dzisiaj wszystko to, co od października trwa. To i tak jest cud, że tyle się zrobiło, ile się zrobiło, a ludzie już narzekają, że to za wolno idzie. Natomiast w 1989 roku to nikt nie miał pojęcia, co go czeka i jak wybrnąć z tego, że tyle lat rządzili komuniści z nakazu Związku Radzieckiego. Myślę, że po tych trzydziestu kilku latach Polska to jest niebo a ziemia w porównaniu do tego, co ja pamiętam jeszcze z lat siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych, więc chapeau bas.