Zdjęcie ilustracyjne/Fot. pexels
Bagatelizowanie bólu
Bóle kręgosłupa to choroba cywilizacyjna, tak się mówi, ale myślę, że jest to związane z trybem życia. W głowie mamy jakąś aktywność, sporty, ale robimy to doraźnie i nieprofesjonalnie. Sami sobie sprawiamy trochę bólu. Brak snu, stres, nasze oczekiwania względem otoczenia powodują, że ciągle pędzimy – mówią Tomasz Sorysz i Piotr Cholewka.
Kręgosłup nie zużywa się nagle. Niszczy się powoli, często bezobjawowo. Po czterdziestce spada masa i siła mięśniowa, pogarsza się elastyczność tkanek, a zdolności regeneracyjne są słabsze. Jeśli w tym momencie dokładamy gwałtowny wysiłek, organizm nie nadąża z adaptacją. Kluczowy, a często ignorowany element to sen. To właśnie nocą dochodzi do regeneracji krążków międzykręgowych, mięśni i układu nerwowego. Bez niej nawet najlepiej zaplanowany trening staje się czynnikiem destrukcyjnym.
Jedną z przyczyn jest doraźność i właściwie to, że przez wiele lat początkowej aktywności zawodowej nie mieliśmy czasu na sport. Po latach wpadamy na pomysł, że trzeba coś ze sobą zrobić, ruszamy za mocno i zaczynają się problemy.
Pierwszym sygnałem ostrzegawczym jest ból. I tutaj często zaczynamy bagatelizować go jako normalną rekcję organizmu. Zakwasy są przejściowe i mijają, ale ból, który się utrzymuje, to informacja, że przekraczamy możliwości adaptacyjne tkanek.
(cała rozmowa do posłuchania)
Piotr Cholewka i Tomasz Sorysz/fot. Sylwia Paszkowska
Bieganie to naturalny ruch?
Bieganie uchodzi za najbardziej podstawową formę aktywności. Paradoksalnie jest jedną z tych, które najczęściej prowadzą do kontuzji u osób dorosłych. Problemem nie jest sam beton, lecz tempo progresji i brak przygotowania układu ruchu. Kości, mięśnie i ścięgna potrzebują czasu, by przystosować się do obciążeń. Organizm potrafi to zrobić, ale nie w kilka tygodni.
Bieganie musi być systematyczne. Dobre buty mają znaczenie, ale tak naprawdę ono powinno być to zrobione z głową. Nasze ciało ma niesamowitą zdolność do adaptacji. Problemem nie jest nawierzchnia, ale tempo progresji. Nasze ciało potrafi się świetnie zaadoptować do betonu. Kości stają się troszeczkę bardziej elastyczne, tylko to wymaga czasu. Największym problemem nie jest właśnie ten beton, tylko częsta zmiana nawierzchni i częsta zmiana tego, że biegamy najpierw po miękkim, potem po twardym, nie zmieniając intensywności treningu.
Istotna jest także psychika. Osoby, które nie lubią biegać, bardzo często odczuwają większe napięcie mięśniowe, co przekłada się na bóle kręgosłupa i przeciążenia. Marszobiegi, intensywne marsze czy nordic walking bywają niesłusznie deprecjonowane. Tymczasem z punktu widzenia kardiologii i ortopedii często są bezpieczniejsze i bardziej efektywne niż bieganie na granicy możliwości.