Radio Kraków
  • A
  • A
  • A
share

Poczta Polska w Gdańsku

Nasza dzisiejsza historia rozegrała się tylko 5 kilometrów na południe od miejsca, które wszyscy znają - czyli od Westerplatte. Kiedy pancernik Schleswig-Holstein rozpoczął ostrzał Składnicy Tranzytowej - w innej części Gdańska oddziały SS i gdańskiej Schutzpolizei zaatakowały placówkę Poczty Polskiej - czyli urząd Pocztowy Gdańsk 1.

Fot. By Artur Andrzej - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=9729502

Zdając sobie sprawę z pogarszającej się sytuacji wokół Polaków i polskich spraw w Wolnym Mieście Gdańsku, wiosną 1939 roku, tamtejszą placówkę Poczty Polskiej uzbrojono, a obsadę wzmocniono pocztowcami mającymi doświadczenie wojskowe. Takimi jak dyrektor Jan Michoń, który niedługo po przeprowadzce z Krynicy do Krakowa, otrzymał nowy przydział służbowy - Gdańsk.  Zadanie przygotowania budynku poczty do obrony otrzymał ppor. rez. Konrad Guderski. Oficjalnie cywil, nieoficjalnie specjalista w dziedzinie działań dywersyjnych. Do maja, samochodami pocztowymi, przemycono do budynku 3 karabiny maszynowe, broń ręczną i granaty.

Atak rozpoczął się o 4.45, początkowo uczestniczyły w nim oddziały policji i SS Heimwehr Danzig, wsparte trzema samochodami pancernymi. Natarcie zostało odparte. W czasie drugiego ataku zginął dowodzący obroną Konrad Guderski, zastąpił go Alfons Flisykowski. Wobec zdecydowanego oporu pocztowców, siły napastników wzmocniono działami polowymi. Trzeci atak rozpoczął się po południu i zmusił obrońców do wycofania się do piwnic. Około 18.00 napastnicy za pomocą motopomp zalali piwnice benzyną i podpalili. Pięciu obrońców spłonęło żywcem. Godzinę później placówka skapitulowała. W czasie walki zginęło 14 pocztowców, ale los tych, którzy się poddali wcale nie był lepszy.
 
Z budynku, jako pierwsi wyszli: dyrektor Jan Michoń i naczelnik poczty - Józef Wąsik. Obaj zostali zabici mimo, że Michoń trzymał w ręku białą flagę. Pozostałych wzięto do niewoli, jednak ich także potraktowano po bandycku i rozstrzelano w październiku po pokazowym procesie, który urągał nawet nazistowskiemu prawu. Sędziowie, którzy skazali na śmierć polskich pocztowców - Hans Werner Giesecke i Kurt Bode, po wojnie pracowali w Niemczech spokojnie, sprawując wysokie stanowiska sądownicze w Bremie i Frankfurcie nad Menem. Dopiero w 1998 r. Sąd Krajowy w Lubece uchylił hitlerowski wyrok - stwierdził naruszenie reguł, pogwałcenie obowiązków przez sąd i uniewinnił polskich obrońców. To oni wszyscy, bez wyjątku stanowili bohatera zbiorowego dzisiejszego odcinka.  

 

 

Andrzej Kukuczka

Tematy:
Źródło: Radio Kraków
Wyślij opinię na temat artykułu

Kontakt

Sekretariat Zarządu

12 630 61 01

Wyślij wiadomość

Dodaj pliki

Wyślij opinię