Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z posłem KO, Bogusławem Sonikiem.
Był pan zdumiony tym, co można było późnym wieczorem obserwować w telewizyjnych relacjach z USA? Zwolennicy Donalda Trumpa wtargnęli do siedziby Kongresu, przerywając posiedzenia połączonych Izb, które zostały potem wznowione. Są ofiary śmiertelne, kilkadziesiąt osób rannych. Te wydarzenia pokazują, że duża część amerykańskiego społeczeństwa nie pogodziła się i nie pogodzi ze zmianą, która za dwa tygodnie ma dojść w Białym Domu?
- Analitycy mówią, że rzeczywiście tłum tak łatwo się nie rozejdzie. Nadchodzi weekend. Można spodziewać się wystąpień w różnych miastach USA. Natomiast to nie jest kwestia niepogodzenia się, ale też podważania wyników wyborów przez prezydenta Trumpa i rozbudzania wielkich emocji. To populizm, który prowadzi do zdarzeń, które znaliśmy z republik mało przywiązanych do demokracji. Stany dla nas zawsze były ostoją demokracji. Al Gore, który przegrał z Georgem Bushem niewielką liczbą głosów, przyjął swoją porażkę. Tu mamy egoistycznego, odchodzącego prezydenta, który nie liczy się ze skutkami swoich słów.
Nowa kadencja prezydenta Joe Bidena to będą kolejne lata głębokiego pęknięcia w amerykańskim społeczeństwie? Jak to wpłynie na postrzeganie USA przez świat i relacje tego państwa z resztą krajów, w tym z Polską?
- Relacje to co innego. Będzie to rozmowa o interesach między poszczególnymi krajami i USA. Na pewno wiarygodność jest zachwiana. Stany Zjednoczone zawsze stawały po stronie demokracji, wolności. W tym imieniu czasem były podejmowane złe decyzje o interwencjach wojskowych. Stany jednak były strażnikiem wartości, na których zbudowana została idea USA. Teraz ta wiarygodność będzie podważalna.
Z polskiej perspektywy to, co się dzieje, jest o tyle trudne, że mijająca kadencja Donalda Trumpa to, wydaje się, był dobry czas dla Polski. Wzmocniona została obecność amerykańskiej armii na naszym terytorium, zniesione zostały wizy. To potwierdziło trwałość polsko-amerykańskiego sojuszu.
- Nie spodziewałbym się, że mogą być zasadnicze zmiany. Oczywiście prezydent Duda aż za mocno zaangażował się w politykę i popieranie prezydenta Trumpa. Był tam w czasie kampanii wyborczej. Niemniej myślę, że administracja amerykańska będzie patrzeć na praworządność w Polsce. To może mieć wpływ na relacje z Waszyngtonem, nie relacje osobiste wynikające ze zbytniego zbliżenia polskich władz z poprzednim prezydentem. To nauczka dla Polski płynąca z tych zamieszek. Nie można rozbudzać niechęci wobec niektórych grup społecznych, żeby nie zbierać takiego żniwa.
Teraz Europa i szczepienie przeciwko koronawirusowi. W Polsce liczba osób zaszczepionych szybko rośnie, wczoraj przekroczyła 140 tysięcy osób. W skali UE jest ze szczepionkami problem. Tempo szczepień i dostarczania szczepionek jest wolniejsze niż w Wielkiej Brytanii, Izraelu czy USA. Co pan sądzi o informacjach Adama Bielana? Europoseł PiS przed dwoma dniami mówił o tym, że w Brukseli głośno mówi się o skandalu, jakiego miała się dopuścić Komisja Europejska, zwlekając z zamówieniem amerykańskiej szczepionki, działając pod wpływem lobby francuskiego, które chciało zrobić miejsce dla własnej szczepionki.
- To dotyczy raczej Francji, która zamówiła mniej szczepionek, bo spodziewali się swojej. Jest tam ostra debata na temat wolnego zaszczepiania. Tylko kilka tysięcy osób zostało zaszczepionych. Poczekałbym. Nie można się gorączkować, jeśli chodzi o ocenę zakupu przez instytucje europejskie. Poczekajmy kilka tygodni, żeby mieć ocenę tej sytuacji. Problemem na razie jest wykorzystanie tych szczepionek, które mamy. Na tym trzeba się skupić.
Wydaje się, że jak takie tempo szczepienia będzie utrzymane w Polsce, szczepionek szybko zabraknie. Sprawa dotyczy tylko Francji? Nie wiem. Kanclerz Niemiec Angela Merkel rozmawia z Władimirem Putinem o wspólnych działaniach przy produkcji rosyjskiej szczepionki. Nie jest tak, że mimo iż dostawa szczepionek miała być skoordynowaną akcją europejską, teraz poszczególne kraje zaczynają szukać innych dróg zaopatrzenia się w to potrzebne teraz lekarstwo?
- Tak jak powiedziałem. Nie gorączkujmy się z ocenami. Sytuacja jest trudna. Ilość zakażeń wzrasta. Kraje podejmują inicjatywy tego typu, żeby zakupić na własną rękę gdzieś więcej szczepionek. Na pewno powinna paść odpowiedź. Ona padła. Czekajmy na kolejne głosy z Brukseli, które wyjaśnią tę sytuację.
Na początku września zakończyła się kadencja Adama Bodnara na stanowisku Rzecznika Praw Obywatelskich. Pełni on tę funkcję wciąż, bo nie udało się wyłonić jego następcy. Impas trwa. Są w Sejmie i Senacie trzy kandydatury. Pojawiła się jednak czwarta propozycja. Prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla Interii zaproponował, by Jan Maria Rokita był kandydatem. To jest kandydatura, która by miała szansę przełamać ten impas?
- To propozycja medialna prezydenta. On powinien to skonsultować ze swoim obozem. On sam w wywiadzie mówił, że to jego autorski pomysł. PiS ma większość w parlamencie, może przeprowadzić swojego kandydata. PO wystawiła po raz wtóry kandydatkę, która jest popierana przez organizacje społeczne. Na tym stajemy. Osobiście przyjaźnię się z Janem Marią Rokitą. Jego powrót do życia publicznego byłby interesujący, ale niech prezydent to skonsultuje ze swoim obozem politycznym. Nie wiem też, czy Jan Maria Rokita ma ochotę na powrót do życia publicznego.
Nie miał pan okazji z nim jeszcze o tym rozmawiać?
- Nie. Padła ta propozycja, Jan Maria Rokita nie zajął stanowiska. Potraktował to pewnie jak ja. Jakby miał ochotę, poczekałby na propozycję z obozu władzy, która by była realna.
Większość rządowa może swojego kandydata wybrać w Sejmie, ale rozbija się wszystko o większość senacką. Taki kandydat miałby większe szanse niż inni na jednoczesne poparcie Sejmu i Senatu?
- Trudno powiedzieć. Mamy zakończony proces zgłaszania. Jest troje kandydatów. PiS miał czas, żeby się zastanawiać nad kandydaturami, które będą miały szansę przejść przez Senat. Na pewno obecny kandydat PiS nie ma takich szans.
Zbliża się okrągła rocznica. 24 stycznia minie 20 lat od założenia PO. Jakie emocje panu towarzyszą w związku z tą okrągłą rocznicą?
- Sytuacja na świecie jest taka, że w pandemii wszystko schodzi na dalszy plan. Także takie wydarzenia. Generalnie wszystko się przeżywa w internecie. Te 20 lat pokazują trwałość polskiej polityki. Potrafiliśmy zbudować ugrupowanie, które odpowiadało w dużej mierze na oczekiwania Polaków, przyczyniło się do przebudowania, unowocześnienia Polski, wprowadzenia jej na tory wielkiej polityki europejskiej. Wykorzystaliśmy szansę, jaką dawały środki z UE, żeby Polska stała się dużym graczem w Europie.
Jak pan się ustosunkowuje do dyskusji, która według medialnych doniesień toczy się wewnątrz PO? Chodzi o kształt nowej deklaracji ideowej. Tam, jak czytamy w mediach, spór dotyczy kwestii rozdziału Kościoła od państwa. Pan jest przedstawicielem konserwatywnego skrzydła PO. Jak się panu taki pomysł podoba?
- PO jest partią centrową. Tak się sytuuje w polityce międzynarodowej, będąc częścią Europejskiej Partii Ludowej. Podchodzimy z szacunkiem do religii i Kościoła. W Polsce istnieje rozdział państwa od Kościoła. Nie ma specjalnie nowych rozwiązań, które można zaproponować. Raczej praktyka może być zmieniona w prowadzeniu polityki tak, żeby podkreślać, że Kościół jest niezależną instytucją, która ma swoje spojrzenie, ale my prowadzimy politykę, która bierze to pod uwagę, ale jest niezależna od instytucji kościelnych.