Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z posłem Koalicji Obywatelskiej, Bogusławem Sonikiem.
Mimo wieczoru w Sejmie znalazł pan czas na śledzenie sportowych emocji na Euro?
- Tylko za pomocą portali. Sprawdzałem wynik co jakiś czas. Niestety.
Jak pan ocenia wynik pięknego spektaklu sportowego, ale z niekorzystnym wynikiem dla naszej reprezentacji?
- Sam Lewandowski nie wystarczy do wygrania turnieju. On musi mieć drużynę. Była dziurawa obrona, która ponosi winę za bramki. Brakowało też takich, którzy mogli dogrywać Lewandowskiemu.
Komentarz ministra Marcina Horały po wieczornych głosowaniach w Sejmie był krótki. „PiS – Opozycja 4:0. Gole zdobyli: Terlecki, Kamiński, Sasin i Dworczyk”. Chodzi oczywiście o 4 wnioski opozycji o odwołanie wicemarszałka Ryszarda Terleckiego i trzech ministrów. PO raz kolejny Zjednoczona Prawica potwierdziła, że ma większość. Chęci opozycji, żeby kogoś odwołać to jednak za mało.
- Chęci za mało, ale liczy się debata i słowa prawdy o poszczególnych ministrach i ich błędach. To musi wybrzmieć. Od tego jest Sejm. Arytmetyka poselska jest jasna. Za każdym razem jest powód do radości dla Zjednoczonej Prawicy, że jeszcze istnieje i mogą razem głosować. Patrzymy na ten spektakl wewnętrznych sporów.
Z punktu widzenia politycznej pragmatyki to dobry pomysł, żeby jednocześnie kilka takich wniosków się pojawiało? Z tej debaty niewiele zostaje poza emocjami.
- Od tego jest Sejm, żeby wyrazić swoją opinię o błędach ministrów. Wnioski się zblokowały. To inna sprawa, częściowo przypadek. Wniosek o odwołanie Ryszarda Terleckiego był spowodowany czymś innym niż inne. Tam chodziło o wybory kopertowe i wycieki. Pani marszałek to razem poddała pod debatę. Jej wybór. Wybrzmiały zarzuty opozycji. Warto było tego posłuchać.
Dzisiaj państwo kontynuują obrady. Będzie pierwsze czytanie projektu ustawy antykorupcyjnej, autorstwa Kukiz’15. Podpisali się pod tym projektem także posłowie PiS. Zaostrzenie regulacji ws. chociażby ograniczenia prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne, może liczyć na poparcie większości opozycji, także KO?
- Pewnie tak. Zobaczymy jeszcze. Będzie pierwsze czytanie, potem komisje. Dokładnie się temu trzeba przyjrzeć. Kluczowa jest sprawa obsadzania spółek skarbu państwa przez całe familie. To ma teraz miejsce. Muszą być jakieś granice. To będzie pewnie wspólne przedsięwzięcie, poparte przez wszystkie siły polityczne.
Dzisiaj rozpoczyna się szczyt unijny. Premier Morawiecki będzie w Brukseli. Unijni liderzy mają rozmawiać o koordynacji działań związanych z walką z pandemią. Jak pan ten bilans ocenia? Udał się wspólny certyfikat covidowy, który ma ułatwić przemieszczanie się po Europie mimo pandemii. Jest też Fundusz Odbudowy. Na ile ta inicjatywa się sprawdzi?
- To zasadnicze. Chodzi o wyjście gospodarek danych krajów z kryzysu. Unia uczy się na błędach. Tak było z kryzysem bankowym. Kryzys z 2008 roku pokazał słabości. Zostały podjęte radykalne kroki. Tu tak samo z błędów będą wyciągane wnioski. Kwestia wspólnych zakupów, żeby to sprawniej szło, umowy takie, żeby firmy nie żonglowały ilościami. Do tego wspólny dokument ułatwiający podróżowanie. Zostaną wyciągnięte wnioski, żeby umocnić współpracę ws. zdrowia publicznego.
Na unijnym szczycie premier ma przedstawić informację polskiego rządu ws. cyberataków na polskich polityków. Co Unia może w tej sprawie zrobić? Może cokolwiek?
- Raczej służby NATO są bardziej wyspecjalizowane w proponowaniu zabezpieczeń. Na poziomie unijnym i instytucji jest współpraca mająca charakter wyprzedzający. Oni proponują systemy zabezpieczeń. Nie ma możliwość działania operacyjnego. Ważne jest, żeby ten głos wybrzmiał w UE. Trzeba pokazać realny poziom ataku. W kraju są na ten temat wątpliwości. Polski głos zostanie oceniony i będzie to miało wpływ na politykę zagraniczną. Jak jest atak z Rosji, Unia musi wyciągnąć wnioski.
Pytałem o instrumenty polityczne lub gospodarcze Unii. Mamy wrażenie, że politycy unijni konstatują kolejne nadużycia prawa przez Rosję czy Białoruś. Przyjmują to do wiadomości, potępiają i nic z tego nie wynika.
- Tak, ale jak weźmiemy pod uwagę sankcje na Rosję czy Białoruś, które są dotkliwe… Na tym poziomie decyzje są zatem podejmowane. Ważne jest, żeby dołączyć do tej polityki ocenę wynikającą z ataków cybernetycznych. To może sparaliżować funkcjonowanie gospodarek krajów członkowskich. Nie od dziś Rosja jest łagodniej traktowana przez potęgi tego świata.
Od początku czerwca politycy i komentatorzy dyskutują nad możliwością powrotu byłego premiera i szefa PO Donalda Tuska do krajowej polityki. Pan czeka i tęskni zza Donaldem Tuskiem na krajowej scenie politycznej?
- Donald Tusk na pewno byłby wartością dodaną dla PO. Jednak to przedłużające się oczekiwanie zaczyna nam szkodzić. Do końca miesiąca musi być jakaś decyzja Donalda Tuska. Oczekiwanie demobilizuje. To tworzy wrażenie, że zjawi się Donald Tusk i będzie jak dawniej, wszystko się zmieni na korzyść. To nie zwalnia PO z tworzenia programu i budowania siły własnej partii. Najwyższy czas, żeby zapadły decyzje w tej materii.
Jak ten powrót miałby wyglądać? Donald Tusk powinien przejąć stery w PO? Co wtedy z rolą młodych liderów – Borysa Budki, Rafała Trzaskowskiego?
- To doświadczeni ludzie w polityce, około 50. Młodość polityczna wymaga też dojrzałości. Ja bym się przychylał do zdania Aleksandra Kwaśniewskiego, że jak powrót do polityki to z wzięciem odpowiedzialności. Chodzi o ułożenie stosunków z obecnymi liderami PO, żeby wspólnie zjednoczyć siły dla politycznej rozgrywki, czyli wyborów za dwa lata.
Donald Tusk będzie czynnikiem jednoczącym? On ma spory elektorat negatywny. Przypnijmy sobie wypowiedzi Adriana Zandberga na temat roli Donalda Tuska w polskiej polityce. Trudno sobie wyobrazić szerokie porozumienie z tymi dwoma politykami w jednym miejscu.
- Ja nie jestem zwolennikiem szerokiego porozumienia, wspólnej listy jak przy wyborach europejskich. To było dość sztucznie zrobione z byłymi liderami Lewicy. W najbliższych wyborach raczej będzie blok Lewicy, PSL i KO. Być może z Szymonem Hołownią. W tym kierunku polska polityka raczej będzie zmierzać.