Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z posłanką PiS, Barbarą Bubulą.
„To zamach na samorządy” - tak kontrole CBA w urzędach marszałkowskich komentuje Jacek Krupa, marszałek Małopolski. Według niego PiS szuka sposobu na przejęcie władzy na szczeblu wojewódzkim. Jak pani skomentuje te słowa?
- To są słowa, których należało się spodziewać. W samorządach pozostaje przy władzy koalicja PO-PSL. Te wszystkie działania są podejmowane w granicach prawa. Z punktu widzenia społecznego powinno być zrozumiałe, że jest dokonywana kontrola wydatków pieniędzy z UE. Nie ma tu podtekstu politycznego, jest spełnienie oczekiwań ludzi. Obywatele wybierając PiS, oczekiwali nie tylko nowych pomysłów, ale także kontroli tego, jak wydawane są publiczne pieniądze. Z tym mieliśmy do czynienia w trakcie audytu. Jednym z elementów audytu jest badanie, jak były i są wydawane ciężkie miliardy ze środków unijnych. To pozytywny objaw, nie powód do poczucia zagrożenia.
Agenci sprawdzają, jak wydawane były fundusze unijne w ramach poprzedniej perspektywy. Kontrole wydatkowania tych funduszy są jednak precyzyjnie rozpisywane. Jak CBA zaczyna kontrolę, to wysyłany jest sygnał, że nie wszystko było w porządku.
- O tym dowiemy się po wynikach. Ten, kto uczciwie wydawał pieniądze, nie ma powodów do obaw. Dochodziły do nas jednak sygnały, jak te pieniądze były wydawane. Pewne wnioski będą. Pamiętamy z poprzednich rządów PiS, że nie było taryfy dla swoich. Ludzie związani z ówczesnym rządem też byli kontrolowani. Kontrola tak, ale także surowe warunki wobec własnych urzędników. Taka jest zasada.
Zrobiło się zamieszanie z reformą mediów publicznych. Miała być składka audiowizualna i media narodowe. Nagle prawie wszystko zostało wstrzymane. Co dalej? Wprowadzenie składki audiowizualnej oddala się?
- Tak. Niestety jesteśmy w okowach prawa UE, które nakazuje każdą nową pomoc publiczną, w tym przypadku dla mediów publicznych, konsultować z Komisją Europejską. Wszystkie nasze projekty muszą przejść przez to. To trwa od 8 do 18 miesięcy. Stąd konieczność wyjęcia z naszej reformy ważnej zmiany, czyli powołania Rady Mediów Narodowych i wyłączenia tego spod władzy KRRiTV. To mała ustawa medialna, która będzie miała jutro drugie czytanie.
Czyli abonament zostaje na razie w obecnej formule?
- Tak jest. Będą jeszcze potrzebne decyzje dotyczące takiego ułożenia ustawy, na co pozwala prawo unijne, żeby ta składka była lepiej zbierana. To oznacza, że ciężar będzie rozłożony na wszystkich obywateli. Co do tego wypowiemy się, jak zostanie złożony projekt nowelizacji ustawy abonamentowej. Na razie jest po staremu.
Czyli powstanie Rada Mediów Narodowych, ale KRRiTV dalej będzie funkcjonować, bo to jest ciało konstytucyjne. W ubiegłym tygodniu sejmowa komisja kultury i środków przekazu zarekomendowała odrzucenie sprawozdania Rady za poprzedni rok. Jak zrobi to też Senat i prezydent to Rada przestanie funkcjonować. Mają państwo swoje typy do nowej KRRiTV?
- W tej chwili trwają rozmowy. Procedura jest długa.
Pani kiedyś zasiadała w Radzie.
- Tak. Byłam między 2007 a 2010 roku tam. Do tej nowej się nie wybieram. Kończy się tak czy siak kadencja obecnej rady. W sierpniu 2010 roku byli powołani przez prezydenta Komorowskiego i przez Sejm. Teraz jak zostanie odrzucone sprawozdanie, to będzie to symboliczny brak skwitowania. Dopiero w lipcu procedura się zakończy. Kadencja będzie skrócona o niecały miesiąc.
Prezydent Duda podjął decyzję o wysłaniu dwóch kontyngentów wojsk do Kuwejtu i Iraku. Ta operacja będzie wymierzona przeciwko ISIS. Dobrze się stało, że taką decyzję prezydent komunikuje przed szczytem NATO i ŚDM?
- To element większej całości. Prowadzimy aktywną politykę zagraniczną. Lipcowy szczyt NATO jest ważny. Wtedy być może będą decyzje odnośnie stałej obecności wojsk NATO u nas. To zwiększy potencjał obronny Polski. Decyzja prezydenta jest z tym związana. Chodzi o wytworzenie sytuacji, kiedy obecność wojsk NATO u nas będzie naturalna, skoro uczestniczymy w polityce Sojuszu. Sądzę, że wkrótce dowiemy się o wiążących decyzjach odnośnie poprawy stanu bezpieczeństwa w naszym kraju.
Trwa odliczanie do czwartkowego referendum w Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy zdecydują czy wyjść z UE. Ten kraj jest często przywoływany przez polityków PiS jako sojusznik na arenie europejskiej. Jak potoczą się losy inicjatywy? Co by oznaczał dla naszego kraju ewentualny Brexit?
- Jak tak zdecydują Brytyjczycy, to procedura trwa latami. To niekorzystne dla Polski i naszych obywateli, którzy tam pracują. To ratunek dla wielu rodzin. Faktycznie należy się liczyć z sytuacją, w której Brytyjczycy wyjdą z Unii. To powinien być sygnał dla biurokratów z Unii. Nieudolna polityka skoncentrowana na Unii samej w sobie, zaważy na decyzji wielu obywateli Wielkiej Brytanii. Ocena Unii w innych krajach też się zmieni. Będziemy surowi wobec przepisów wiążących obywateli rożnych krajów i nieskutecznej polityki wobec imigrantów. To czerwona kartka dla osób odpowiedzialnych za politykę Unii ws. imigracji.