Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłanką PiS, Barbarą Bartuś.
Nawet do 30 tysięcy nauczycieli mogło wziąć udział we wczorajszych protestach przeciwko zmianom w strukturze szkolnej. Jest jeszcze pole do negocjacji czy klamka zapadła?
- Nie jestem pewna, czy to było 30 tysięcy nauczycieli. Byłam poza granicami kraju, ale jak zobaczyłam newsy z protestów, to widziałam głównie polityków. To nic dziwnego. Powiem tak. Od lat współpracuję z nauczycielami, głównie z gimnazjów. Organizuję konkursy historyczne dla gimnazjów z Sądecczyzny, Gorlic. Jest zaniepokojenie, bo jest mało dzieci. Nasza demografia woła na alarm. Tu jest problem. Łatwo grać na obawach nauczycieli, którzy boją się o miejsca pracy. Część polityków wywołało taki strach. W moim przekonaniu ta ustawa w żaden sposób... Nie tylko w moim przekonaniu. Są zapisy, które zapewniają miejsca pracy, żeby reforma edukacji nie była przyczyną utraty pracy. Reforma jest konieczna. Jest już projekt w konsultacjach. Wcześniej pani minister Zalewska spotykała się z nauczycielami, samorządowcami, dyrektorami. Nawet takie spotkanie w zimie było u mnie w Gorlicach, gdzie rozmawiała z mieszkańcami z mojego okręgu. Osoby, które chcą dobra dla dzieci i Polski, mówią, że taka reforma jest konieczna.
Takie zmiany nie powinny się dokonywać na tle konsensusu politycznego? Przyjdzie kolejna ekipa i to zmieni. Wskazujemy na Finlandię jako na wzór, jak chodzi o wyniki w edukacji. Tam zmian nie było od 40 lat.
- Jak może być konsensus, jak ZNP i pan Broniarz, który mówił o likwidacji gimnazjów, dzisiaj protestuje. To czysta walka polityczna. W Sejmie są krzyki, wnioski o przerwę. Tak zachowuje się opozycja. Oni chcą tylko przeszkadzać. Pani minister Zalewska cały czas rozmawiała. Jak ja rozmawiam z nauczycielami i Polakami, to większość jest za reformą. Wprowadzanie gimnazjów to był błąd. Szkodę poniosła młodzież i Polacy, którzy są dzisiaj gorzej nauczeni. Nie ma kiedy. To trzy krótkie szkoły. Liceum to przygotowanie do matury. Narzekają wykładowcy, poziom uczelni spada w rankingach. Mówił o tym minister Gowin. To w moim przekonaniu jest skutek reformy wprowadzającej gimnazja. Wycofajmy się. Jest pięknie przygotowane przez panią Anię Zalewską przeprowadzenie spokojne, ewolucyjne tej reformy. To będzie bardzo duży sukces. PiS spełniło oczekiwania. 6-latki nie muszą iść do szkół. Pewne reformy były złe. My zwracamy normalność.
Spokój i ewolucja? Nie rozmawiamy o podnoszeniu jakości nauczania, kształceniu nauczycieli, którzy mieliby teraz prowadzić nauczanie wczesnoszkolne przez 4 lata. Zaczynamy od razu od likwidacji. Może ten pośpiech jest zbyt duży?
- Absolutnie. To ulica krzyczy o zwalnianiu nauczycieli i protestuje. Oni nie chcą rozmowy. Pan Broniarz odmawia rozmowy. To jest przygotowywane w całym zakresie. Tu duże znaczenie ma zmiana nauczania. Ulica też o tym mówi. Słuchałam wypowiedzi. Największa obawą jest to, że nasza młodzież będzie uczona patriotyzmu. Mówili, że to niepotrzebne. Jest obawa, że to nauczanie będzie takie, jak powinno być. Część ludzi... Każdy pretekst dla opozycji jest dobry, żeby krzyczeć na ulicy i grać na obawach. Dzieci jest coraz mniej. Są obawy nauczycieli. Osoby, które są bardzo nieodpowiedzialne i niedobrze życzą Polsce, na tych emocjach grają, szukając protestów. Wcześniej był czarny poniedziałek. Ile osób z protestujących wiedziało, co ten obywatelski projekt zawiera? To był protest przeciwko PiS, przeciwko wyimaginowanym zagrożeniom. Opozycja szuka okazji do straszenia Polaków.
Zakładam jednak, że nauczyciele wiedzą o co walczą...
- Dlatego ten protest był tak nieliczny.
Zapytam o Gorlice. W ocenie osób zajmujących się edukacją duże miasta sobie poradzą. Minister Zalewska przedstawia różne formy wygaszenia gimnazjów. Gimnazjum może się przekształcić w: podstawówkę, liceum lub szkołę branżową. Kiedyś to podnosił pani kolega poseł Siarka – gorzej będzie w mniejszych miejscowościach. Jak będzie w Gorlicach?
- Mniejsze miejscowości są zagrożone brakiem dzieci. To wiemy. Przeszła fala w niektórych gminach. Likwidowano, łączono szkoły. To problem, także z finansowanym. O tym mówimy pani minister. Muszą być inne zasady finansowania, małe szkoły i miejscowości muszą być inaczej traktowane. Z programu PiS wynika, że jesteśmy przeciwko zwijaniu Polski powiatowej. W tym zakresie ustawa jest w konsultacjach. Muszą być zmiany w finansowaniu. Musimy promować mniejsze szkoły, musimy pozwolić samorządom, żeby te szkoły mogły się utrzymywać. Ilość dzieci jest ta sama. To kwestia przejścia. Nawet mówiąc o wygaszaniu gimnazjów... Będą 8-klasowe szkoły i szkoły ponadpodstawowe. Tak już było. To nie problem. Problem jest w demografii. Mam nadzieję, że 500+ pomoże. Będzie więcej dzieci, mniej obaw o przyszłość szkół. Ja przed reformą jestem pełna nadziei, że szkoły będą lepiej uczyć i wychowywać. Część odpowiedzialności za wychowanie powinna spadać na szkoły.
Od dawna pani apeluje o ratowanie tego, co zostało z przemysłu naftowego. Jest jeszcze co ratować?
- W mojej gminie są jeszcze dwie kopalnie ropy: Lipinki i Petrol. To jedno złoże. Niestety rząd PO-PSL w 2012 roku podjął decyzję o likwidacji tych kopalń. To było nieuzasadnione. Mówiono o nierentowności. Wtedy baryłka ropy kosztowała ponad 100 dolarów. Kopalnie przynosiły zysk. Dziś ropa jest tańsza, nie ma zysku. Tam pracują ludzie, oni odprowadzają podatki, składki, chodzą do sklepów i robią zakupy. Od strony socjalnej... Spółka PGNiG musi to brać pod uwagę. Walka nie ustała. Minister obiecał mi, że zostaje to wstrzymane. Była już aktywna likwidacja. Niestety w ubiegłym roku kopalnia Lipinki została w dużym zakresie zlikwidowana. Chciałabym, żeby to, co zostało, było. Jest nadzieja. Orlen wchodzi w teren. Ten teren bogaty jest w źródła.
No i ta tradycja...
- Tak, ale nie chciałabym, żeby to było tylko wspomnienie tradycji. Chciałabym, żeby ten przemysł funkcjonował.
Muszę zapytać, co u naszych sąsiadów się wydarzyło. Chodzi o Akcję Wyborczą Polaków na Litwie, która osiągnęła lepszy wynik w wyborach parlamentarnych niż 4 lata temu. Wpłynie to na stosunki między krajami? W jaki sposób?
- Jestem zachrypnięta, bo w Wilnie i na Litwie jest jeszcze chłodniej niż u nas. Byłam w lokalach wyborczych, byłam obserwatorem na zaproszenie Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Polscy parlamentarzyści to sprawdzali. My im pomagaliśmy. Cieszymy się, że kolejny raz przekroczyli 5%. Relacje Polaków z władzami litewskimi i relacje polsko-litewskie są trudne. Mamy wspólne interesy, powinniśmy współpracować, ale nie jest łatwo. Rozmawialiśmy z rodzicami uczniów szkoły Lelewela, która ma być przeniesiona. To utrudnianie polskim dzieciom dostępu do szkół. Litewskie dzieci w Polsce – a takie też są - mają o wiele lepsze warunki zapewnione przez Polskę. Mniejszość litewska jest traktowana po partnersku. Niestety nie do końca tak jest na Litwie. To trudne relacje, masa problemów. Jest wiele do zrobienia, ale cieszymy się, że w parlamencie Akcja Wyborcza Polaków jest. Z wyborów proporcjonalnych jest 5 posłów, 2 z wyborów jednomandatowych i co najmniej 2 będzie startowało w II turze. Tam ordynacja jest ciekawa. Parlament liczy 141 posłów: 70 jest z list w proporcjonalnych wyborach a 71 posłów w wyborach jednomandatowych. Co ciekawe, nie wygrywa ten, który zyskał najlepszy wynik. Wchodzi, ale jak uzyska ponad 50%. Jak nie to jest II tura. To ciekawe.