Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłanką PiS, Anną Paluch.
Koalicja Obywatelska zaprezentowała nie tylko liderów list, ale też polityków z kolejnych miejsc. Pani wie, jaka będzie czołówka listy Zjednoczonej Prawicy w pani okręgu nowosądecko-tatrzańskim?
- Mogę przypuszczać, ale do władz partii należy publikowanie list. Czekam cierpliwie. Jesteśmy dobrze przygotowani do wyborów personalnie. Mamy mocne listy. Jesteśmy dobrze przygotowani także pod względem programowym. Mamy dobry program, który Polacy znają. Podtrzymamy społeczne zaufanie.
Liderem jest Arkadiusz Mularczyk. Na którym miejscu będzie pani?
- Trudno mi mówić. To niezręczna sytuacja. Nie mogę o tym mówić. Władze partii upublicznią niedługo listy, gdy zostaną ogłoszone wybory.
Czyli już po tym jak poznamy datę wyborów?
- Listy są gotowe. Komitet polityczny skończył pracę. Zostaną one ujawnione, jak wybory zostaną rozpisane.
Jak pani zerka na konkurentów to Jagna Marczułajtis-Walczak będzie trudniejszym politycznym rywalem od Andrzeja Czerwińskiego?
- Myślę, że nie. Pani Marczułajtis ma sprawę, z której się nie wytłumaczyła – wniosek olimpijski Krakowa. Ani jego zasadności, ani swojego udziału pani Jagna nie wytłumaczyła. Ten temat krakowianie i Polacy pamiętają.
Czyli wątek olimpijski wróci w kampanii?
- Nie wiem, ale to pierwsza myśl, gdy słyszymy o tej kandydaturze.
Dzisiaj wchodzą w życie przepisy o zerowym PIT dla osób poniżej 26. roku życia. Samorządy narzekają, że zmiana w środku roku budżetowego w wypadku Krakowa to wpływy mniejsze o około 60 milionów złotych. Samorządy powinny dostać rekompensatę?
- Nie chcę być złośliwa, ale o 30% wzrosły samorządom wpływy z PIT, dzięki pracy naszego rządu. Samorządy dostały pewne pieniądze. Dobrym prawem samorządu jest się upominać o pieniądze, ale bonusy, które samorządy od początku naszej kadencji otrzymują, w dwójnasób zrównoważyły ten niewielki uszczerbek. Od połowy roku wchodzą te przepisy. Same dochody z PIT skoczyły samorządom o 30%.
Będzie spotkanie w ramach komisji rządowo-samorządowej ws. mniejszych wpływów. Jest planowany jakiś ukłon w stronę samorządów?
- My obiecaliśmy grubo przed tą kadencją, że będziemy słuchać wszystkich głosów krytycznych ze strony samorządu. Będziemy słuchać. Jesteśmy otwarci na te głosy. Efekt tego spotkania? Rząd się odniesie i spróbuje znaleźć środki. W poważny sposób samorządom dochody jednak wzrosły.
Nikt nie kwestionuje tego zerowego PIT, ale sami mieszkańcy mogą odczuć mniejsze wpływy do samorządów. Stąd te głosy samorządowców.
- Tak. Samorządy mają prawo podnosić swój punkt widzenia. My wysłuchamy. Tak bezprecedensowa kwota – 6 miliardów na drogi lokalne… Nigdy jeszcze nie było takiego wsparcia dla samorządów. Małopolska dostaje 370 milionów złotych. Teraz chcemy, żeby samorządy mogły jak najszybciej i sprawnie przygotowywać dokumentację. To istotne.
Jak pani ocenia sposób zarządzania zbiornikiem Świnna Poręba? Po spuszczeniu wody okazało się, że na dnie są resztki zabudowań, drzewa. Akwen zarybiono, więc potem na dnie widzieliśmy śnięte ryby. Sporo osób alarmuje o tym, co dzieje się na terenie zbiornika.
- Alarmuje przede wszystkim poseł z Kukiz’15, który stamtąd pochodzi. On nieustannie podnosi ten temat. Nasz rząd – ja prowadziłam tę ustawę w 2016 roku – przeznaczył dodatkowe 215 milionów złotych na dokończenie prac. Pani premier Kopacz miała otwierać w 2015 roku zbiornik. On wykazywał braki. Rząd PiS przeznaczył pieniądze na ustabilizowanie osuwisk i zinwentaryzowanie kolejnych osuwisk. W momencie napełniania zbiornika okoliczny teren podlega naciskowi. Wtedy się ujawniają ruchy ziemi, osuwiska mogą się ujawniać. One – zgodnie z ustawą – zostały zinwentaryzowane i zabezpieczono trzy z nich. Była tam też kwestia dokończenia dróg lokalnych. Po wybudowaniu zbiornik się napełnia, opróżnia, patrzy, jak zachowuje się teren i znowu napełnia.
Wody Polskie zapowiadają audyt 30 lat budowy zbiornika. Dla okolicznych samorządów ten zbiornik to niewykorzystana szansa w sensie rekreacyjnym. Pamiętamy jednak, że główną funkcją jest funkcja retencyjna.
- Nikt nie zastąpi samorządów lokalnych w wykonywaniu swoich obowiązków. Słyszymy narzekania, że w zbiorniku są śmieci. Jaka jest gospodarka odpadami w gminach wokół jeziora? Skąd te śmieci? Spływają potokami. Gminy powinny wykorzystać środki i doprowadzić do tego, żeby śmieci tam nie dopływały.
Dziś 75. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Pewnie ostatnia taka rocznica z udziałem żyjących uczestników Powstania. Jak pani odbiera apele, żeby dać dzisiaj spokój upolitycznianiu tych obchodów? Rozumiem, że to apel do polityków.
- Powiem tak. Oczywiście za tymi apelami kryje się chęć, żebyśmy uroczystości poważnych nie organizowali. To apel w próżnię. Dożywają swoich dni ostatni powstańcy. Chcemy ich uczcić. Bez cienia wątpliwości to powstańcom zawdzięczamy to, żeśmy nie zostali 17. republiką ZSRR. Ich krew i cierpienie pokazały wszystkim dookoła, że Polacy nie dają się zapędzić do niewoli. Będą walczyć. To powstańcom jesteśmy winni cześć. Muzeum Powstania Warszawskiego, które 15 lat temu otwierał świętej pamięci profesor Lech Kaczyński, doprowadziło do przemian świadomościowych. Młode pokolenie jest zapatrzone w tych bohaterów. To właściwy kierunek polityki historycznej – pokazywanie pięknych wydarzeń. To była sytuacja, w której nie było dobrych wyjść. Gdyby nie było Powstania, pewnie Sowieci chcieliby unicestwić młode pokolenie Polaków. Nic nas nie zwolni z szacunku do powstańców. Młodemu pokoleniu trzeba przekazać umiłowanie wolności. To nas wyróżnia spośród narodów Europy.
W tym apelu jest prośba, żeby nie robić dzisiaj bieżącej polityki...
- Ktoś urządza bieżącą politykę?
To są apele.
- Nikt nikomu nie zabrania godnie świętować rocznicy. Każdy może uroczystości urządzać i oddawać hołd powstańcom.
Niedługo będzie gotowy raport o stratach wojennych i reparacjach, który przygotowuje Arkadiusz Mularczyk. Powinien on być zaprezentowany 1 września? Co po publikacji? Jak polski rząd powinien go wykorzystać?
- Kwestia sposobu wykorzystania to sprawa MSZ. Trzeba tę sprawę podnosić spokojnie, ale mocno. Myśmy żadnych reparacji nie otrzymali. Okupant niemiecki niszczył nie tylko Warszawę. Grabiono, rabowano wszystko. Złamanego grosza za to nigdy nie otrzymaliśmy. Polska nigdy się nie zrzekła tych reparacji. Trzeba to podnosić. Oczywiście Niemcy będą się opierali. Sami wiedzą, jak przyczynili się do zniszczenia Polski. Nie mówimy nawet o 6 milionach obywateli. Wiele osób próbowało to w ciągu ostatnich 30 lat – te osoby żyją z niemieckich grantów – rozmiary zniszczeń wojennych pomniejszyć i wprowadzić inny przekaz. Liczby są jasne. Trzeba je przypomnieć i stanowczo domagać się reparacji.