Długo pan będzie jeszcze ministrem w tym rządzie? Szymon Hołownia kilka dni temu otwartym tekstem powiedział, że jak mu się nie spodoba wynik głosowania sobotniego, to z partii wyjdzie z dużą liczbą zwolenników, zaplecza. Minister Czarnek, czyli PiS, zaprasza państwa już teraz do stworzenia nowej, wspaniałej, patriotycznej koalicji z PiS-em właśnie i z Konfederacją.
- Ja nie jestem członkiem parlamentu. Nie decyduję o liczbie szabel i koalicji. Ja z panem ministrem Czarnkiem nigdzie się nie wybieram.
Czyli możemy być spokojni, nawet pomimo tych dzisiejszych rozmów? Czy te dzisiejsze rozmowy z prezydentem, na które idą przedstawiciele państwa klubu, one mają coś wspólnego z tą propozycją? Jak pan przewiduje?
- Pan prezydent nie jest członkiem ani tej, ani żadnej innej koalicji. Jest głową państwa. Dlatego wydaje mi się, że rozmowy na ważne tematy, jak tematy ustaw, które składamy jako Polska 2050 i PSL, bo oni też się wybierają, jest naturalna. My od początku szliśmy do polityki z przekazem, że chcemy wyjść z epoki podziałów. Chcemy rozmawiać ze wszystkimi. Nasz udział w tych rozmowach to drobny wkład do takiej polityki.
Mówi pan, że Polska 2050 chce wyjść z epoki podziałów, a tymczasem sama się dzieli. Jak pan skomentuje to ultimatum Szymona Hołowni, który publicznie powiedział, że w tych sobotnich wyborach, jak coś pójdzie nie tak, to on weźmie dużą grupę w partii i sobie pójdzie?
- Ja czytam to w tym duchu, o którym mówiłem. Marszałek Hołownia chciałby – o tym mówił nie jeden raz – żeby Polska 2050 była formacją wszystkich jej członków. Zwolennicy Pauliny Hennig-Kloski i Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz dobrze się tam powinni czuć. Tak czytam jego wypowiedzi.
Wybory są faktem, głosowanie będzie. Rozumiem, że to, co powiedział pan marszałek Hołownia, to jest tak naprawdę powiedzenie członkom partii - głosujcie na Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz, albo sobie pójdę.
- Myślę, że każdy podejmuje suwerenne decyzje. Po to są wybory. Co jest ważne i pozytywne? Te wybory w Polsce 2050 to są faktycznie wybory. Nie wskazaliśmy od początku jednego kandydata. Jest realna dyskusja. Faktem jest, że te wybory ujawniły istotne różnice w naszym środowisku. One są głębsze, niż zakładaliśmy. Najważniejsze jest to, że w związku z problemami technicznymi, wybory nie skończyły się 12 stycznia, zgodnie z planem. Bylibyśmy wtedy w innym miejscu. Dokończymy to 31 stycznia i jedziemy dalej.
W związku z tym głosowaniem 12 stycznia mam pytanie. Czy pana partyjny kolega Bartosz Romowicz ma dar jasnowidzenia? Ponad tydzień przed tym 12 stycznia sugerował, że będą nieprawidłowości w trybie głosowania online – one były - i że wtedy można będzie unieważnić te wybory. Je unieważniono.
- Miałem inne refleksje jeszcze przed wyborami. Używanie systemów elektronicznych, gdy nie wiemy, co jest po drugiej stronie, zawsze niesie ryzyko. Ja nieraz korzystałem z narzędzi typu Google Forms. Wiem, jak to działa. To mi daje pewną pewność. Rozumiem, jak to działa. W przypadku tego zastosowanego systemu, to prywatna polska firma, której nie znam.
O technikaliach to myślę, że nie ma sensu tu rozmawiać.
- Ja wolę mieć minimalne zaufanie do tego, co używam.
Tutaj bardziej chodzi o zaufanie do członków pana partii, przez innych członków pana partii. Przecież to, co mówił pan Romowicz, teraz wiceszef klubu, to była część planu. Ten plan polegał na tym, żeby przywrócić Szymona Hołownię, umożliwić mu ponowny start w wyborach. Unieważniamy wybory przez rzekome problemy techniczne, Rada Krajowa odwołuje to głosowanie przez internet, jest ogłoszony nowy termin, do którego mogą startować nowi kandydaci, w tym Szymon Hołownia. Szymon Hołownia wygrywa, wszystko pięknie. Tylko że to nie jest żadna demokracja.
- Nie. W tym momencie pan mówi o swego rodzaju…
Mówię o tym, co pisali członkowie pana partii na grupie 2026, założonej przez Szymona Hołownię.
- To political-fiction. Wybory są powtarzane, ale druga tura.
Dlatego, że Rada Krajowa się nie zgodziła.
- Problemu jakby nie ma.
Chciałem zacytować panu jeszcze inne elementy tej dyskusji, jakże ciekawej na tym komunikatorze. Minister kultury Marta Cienkowska, w trakcie dyskusji, jak przywrócić Szymona Hołownię do władztwa w partii, z czego sam zrezygnował... Powtórzmy to już po raz setny, że on sam nie wystartował w tych wyborach, sam zadeklarował, że nie chce być więcej szefem partii Polska 2050 Szymona Hołowni. Pani minister Cienkowska pisze - „nie da się przesunąć tych wyborów na świętego nigdy, albo wywalić tych wszystkich cudownych walczących ze sobą kandydatów na zbity pysk?”. To jest dosłowny cytat. Dalej pani minister pisze, żeby się nie przejmować nieprzychylnymi mediami. Znowu cytuję - "jak zmienimy zarząd i się weźmiemy do roboty, to wszyscy zapomną o tej (brzydkie słowo), i planowanym przewrocie". Sami państwo na tej grupie założonej przez Szymona Hołownię mówią o przewrocie.
- Ja jestem na licznych grupach partyjnych, ale nie na tej. Dwie rzeczy są ważne. Faktycznie, gdy Szymon Hołownia ogłosił, że odchodzi, nie było to przyjęte jednoznacznie pozytywnie. To Szymon Hołownia stworzył nasze środowisko. Wiele osób jego, jako naszego założyciela, do dzisiaj nosi w sercu. Mówię o posłach, ministrach i szeregowych działaczach.
Szymon Hołownia ogłosił, że nie wystartuje bodajże latem. Czas na zgłaszanie się kandydatów był bodaj do grudnia, więc miał czas zmienić zdanie.
- Pełna zgoda. Rozumiem ten cytat z minister Cienkowskiej jako przejaw tego poczucia, że odchodzi nasz założyciel. To nas stawia w nowym miejscu. Niektórych to cieszy, innych martwi. Co do mediów, wiele razy od 2020 roku wróżono nam marny koniec. Nie wjedziemy do Sejmu i tak dalej. Nie przejmowaliśmy się. Dzięki temu w 2023 roku uzyskaliśmy 14%. Mówiliśmy, że albo Trzecia Droga, albo trzecia kadencja PiS. Dzięki Polsce 2050 i PSL mamy koalicję. Z mediami trzeba rozmawiać, ale krytykę należy przyjmować i iść dalej.
Rok temu z hakiem ówczesny minister nauki Dariusz Wieczorek napisał list do ministra finansów. W tym liście było, że to historycznie najniższy poziom nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe w XXI wieku. „Taki poziom finansowania zahamuje rozwój polskiej nauki, co negatywnie odbije się na jego ocenie wśród naukowców i studentów” - pisał. No i co? Potem jeszcze państwo polskie obniżyło w stosunku do PKB wydatki na naukę. 1% w tym roku. 2,3% to średnia unijna.
- Minister Kulasek mówił kilka miesięcy temu, że to nie jest budżet naszych marzeń. Teraz nadal jesteśmy w ciągłym kontakcie z Ministerstwem Finansów. Zastanawiamy się, co możemy zrobić. Szukamy, są pomysły i rozmowy, gdzie jeszcze można znaleźć środki na naukę. Powiem o trzech rzeczach. Po pierwsze, wydajemy wielkie środki na obronę. Niewielka część tych pieniędzy może trafić też do polskich naukowców, którzy w sferze technologii działają. Po drugie, chcemy, żeby największe polskie firmy stworzyły fundusz, który mógłby wspierać polską naukę. Trzecia sprawa – tu już są rozmowy – trwają negocjacje w UE ws. programu Horyzont Europa. Będzie tam 175 miliardów. Rozmawiamy, żeby te pieniądze były realnie przeznaczone na naukę, były realnie przeznaczone na naukę, a nie, jakby chciała być może Komisja Europejska na naukę i przemysł. Po drugie, żeby te pieniądze były maksymalnie geograficznie w sposób zrównoważony w Unii Europejskiej dystrybuowane. Więcej powinno trafić do polskich naukowców. Tak chcemy wyjść naprzeciw tym problemom, o których pan mówił.