Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłanką koła Polskie Sprawy, Agnieszką Ścigaj.
Prezydencki projekt o likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i porozumienie ws. Turowa w jednym dniu. To wskazuje na zwrot w relacjach Warszawa-Bruksela?
- Chciałoby się powiedzieć, że wreszcie. Wszystkie konflikty, w które zostaliśmy wpędzeni, mają zbyt wysoką cenę. Efektów nie ma. Był konflikt z UE wywołany reformami wymiaru sprawiedliwości, które tylko pogorszyły jego jakość. Mamy gorzej niż było i konflikt z UE. Jest niebezpieczna sytuacja na wschodzie. Rozpaliliśmy konflikty międzynarodowe, które nam nie służą. Podobnie wewnętrzne konflikty osłabiają nas i pokazują nas, jako kraj podzielony. Prezydent wziął to pod uwagę. Widział, że efektów działań w wymiarze sprawiedliwości nie ma. Przyjął na siebie rolę stania na czele bezpieczeństwa kraju. Podjął takie inicjatywy. Słusznie. Nie znam projektów tych ustaw, szczególnie ws. Izby Dyscyplinarnej i KRS, ale intencje prezydenta są słuszne.
Podkreśla pani rolę prezydenta. To kolejne odrębne zdanie głowy państwa po wecie ustawy medialnej. To ma znaczenie w politycznym wymiarze?
- Prezydent to najbardziej demokratyczny urząd w kraju. Prezydent ma ważną rolę, chociaż próbuje się ją umniejszać. Do tej pory prezydent pokazywał, że jest związany z obozem władzy. Teraz nie ma przed sobą kolejnej kadencji. Może stąd ta odwaga? Przeszedł na poziom głowy państwa. To dobrze. Poczuł się w swojej roli. Oby kierował się dobrymi pobudkami. Jako Polka chcę wierzyć, że mamy prezydenta, który dźwignie ten ciężar.
Zagłosowała pani przeciwko ustawie antycovidowej, w której było między innymi obowiązkowe testowanie pracowników. Jakie rozwiązania by pani poparła?
- Nie uważam, że ta ustawa by przyniosła jakieś efekty. Testowanie tak. Od początku w naszym kole mówiliśmy to. Poseł Sośnierz wskazywał, że powszechne testowanie jest wyjściem, które pozwoli oddzielić chorych od zdrowych. Wprowadzenie elementu, który doprowadzi do konfliktowania ludzi pracujących w jednym miejscu… Już mamy problemy związane z niską frekwencją w pracy, trudnymi warunkami pracy. To nakłada się na pesymizm ludzi. Wprowadzenie ustawy, która każe szukać kto, kogo zaraził… To wpisuje się w politykę konfliktowania wszystkich PiS-u. To by doprowadziło do kolejnych konfliktów społecznych. Jak można było za tym głosować? Zresztą to spóźnione działania. Fala się przetacza. Testowane bezpłatne i dostęp do nich jest ok, ale nie może być tak, że ktoś może kogoś oskarżać, że został przez niego zakażony.
Może teraz jak fala się przetacza, najlepszy będzie model duński? Jesteśmy na dobrej drodze do jego realizacji.
- Ten model duński na tyle się sprawdził, że jakość ochrony zdrowia w Danii i u nas się różnią. Stąd zgony w Polsce. Przez ostatnie lata nikt nie podjął żądnej inicjatywy, żeby naprawić służbę zdrowia. Są efekty. Pandemia sparaliżowała służbę zdrowia. Nie zrobiono nic, żeby ją wzmocnić. Nie ma reformy i jest efekt. To przyczyna zgonów. Model duński u nas przynosi wielkie żniwo.
Jako poseł niezawodowy pani dostała pomniejszony przelew o Polski Ład?
- Ja nie otrzymuję pensji jako poseł niezawodowy. Nie wiem, jak to wygląda w praktyce. Mnie martwi to, że wczoraj przyszły do mnie nauczycielki, które znowu dostały niższe pensje o 600-800 złotych. Martwią mnie rosnące koszty prowadzenia tego bałaganu, czyli Polskiego Ładu przez małe i średnie przedsiębiorstwa. Oni sobie włosy z głowy wyrywają. Usługi księgowe podrożały dwa razy. Są niejasności i wątpliwości księgowych. Moi księgowi i pracownicy też wiele nie wiedzą. Niektórzy mają 150 złotych więcej, ale nie wiedzą, jak to będzie przy rozliczeniu pod koniec roku. Jak księgowi tego nie wiedzą i nie wiedzą, jakim bilansem zamknie się ten rok… Mamy wielkie koszty obsługi tej reformy. Efektów nie widać. Być może emeryci i renciści więcej otrzymali netto, ale to 70-80 zł i tak wejdzie w drożyznę, którą obecnie mamy. Ona nie zmaleje. Rząd czasowo obniżył VAT, ale wszystkie koszty będą i tak przewyższały tę obniżkę.
Dziś w Pekinie ruszają Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Żałuje pani, że nie ruszają w Krakowie? Gdyby nie referendum to kto wie?
- Ja nie żałuję, ale liczy się zdanie mieszkańców. Igrzyska by były w całej Małopolsce. Decyzja krakowian w tej kwestii była jasna. Trudność organizacyjna tych Igrzysk w tym czasie jest. Duże koszty, mało korzyści. Nie ma widzów, kibiców. To by nie spowodowało, że Igrzyska są znaczące wizualnie i promocyjnie. Wydaje się, że krakowianie podjęli dobrą decyzję. Nie wiedzieli, że będzie pandemia. W sumie to smutne. Widzimy obrazki z zawodów. Jest to w takim reżimie. Nie ma kibiców, emocji. To główny element rywalizacji. Trochę smutne będą te Igrzyska. Kibicuję naszym reprezentantom.