Oto w Szwajcarii, niedaleko stolicy, jest urocze i leżące u stóp Alp miasteczko Wilderswil, które można porównać do naszej Białki Tatrzańskiej. O urokach możnaby długo opowiadać, ale tu wspomnieć warto o atrakcji turystycznej zwanej Schynige Platte Bahn. Czyli wyjazd na Schynige Platte (2000 m npm z hakiem) kolejką retro.
Kolej na Schynige Platte powstała ponad 100 lat temu, po drodze zdążyła już popaść w ruinę, zmienić właścicieli i... odbudować się. Koniecznie w stylu z tamtych czasów. Wagony są więc nowe, ale wyglądają jak wtedy. Na górze jest ogród botaniczny i fajne widoki, choć niewiele odbiegające od tatrzańskich. To jedna z wielu takich kolejek w okolicy. Jak nie leje, to w wagonach jest komplet. Najwyraźniej miejscowe władze uważają, że to się opłaca.
W sprawie zabytkowej linii kolejowej z Chabówki do Nowego Sącza słyszę od rzecznika Polskich Linii Kolejowych, że trasa "z punktu widzenia gospodarczego i przewozów pasażerskich nie ma aż tak dużego znaczenia." Cytuję z pamięci, bo ekonomiczno-jakąś-tam nowomowę dosłownie zacytować trudno.
Z grubsza chodzi o to, że "peelce" tej linii remontować się nie opłaca, bo są poważniejsze wydatki. Spółka sugeruje, by ewentualną modernizacją zajął się samorząd wojewódzki i spróbował przeznaczyć na ten cel unijne pieniądze. Chyba ma to sens, dlatego... apeluję do władz regionu, aby się ruszyły i jak najszybciej zaplanowały reanimację tej trasy.
Na Schynige Platte do drewnianego pociągu (odtworzonego) po prostu się wsiada i jedzie. I tak od stu lat. Sądecki pociąg retro to coś o wiele bardziej imponującego. Rządzący regionem doskonale o tym wiedzą, bo byli i widzieli. Czytałem ich zachwyty na twitterze...
Maciej Skowronek