W wypadku, do którego doszło podczas letniego festynu w podtarnowskim Skrzyszowie, rannych zostało 5 osób - w tym czworo dzieci oraz młody strażak, który się nimi opiekował. On został najciężej ranny. Podziwianie panoramy Skrzyszowa z wysokości było jedną z atrakcji festynu. Urządzenie mogło podnosić 200 kilogramów lub dwie osoby dorosłe oraz ładunek. Ciężar w podnośniku biegli ocenili na 279 kilogramów. Operator usłyszał zarzut narażenia pasażerów na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Poszkodowani doznali różnorodnych obrażeń: licznych złamań, urazów głowy oraz potłuczeń. Prokuratura nie wyklucza dalszych zarzutów.
Jak wyjaśnia rzecznik prokuratury okręgowej w Tarnowie Mieczysław Sienicki, biegli stwierdzili również, że urządzenie było w złym stanie technicznym, do tego wiał silny wiatr. Sam operator obracał koszem podnośnika na wysokości, czego zdaniem biegłych nie powinien robić. Nie wykluczają oni również, że do wypadku mogło przyczynić się zachowanie osób znajdujących się w podnośniku.
"Operatorowi zarzucono, że poprzez niezapewnienie właściwego nadzoru nad zachowaniem się na wysokości, nieobliczenie dopuszczalnego ciężaru dźwigu i przekroczenie go o 79 kilogramów oraz nieuwzględnienie panujących warunków atmosferycznych w postaci wiatru, a także poprzez wykonywanie niedozwolonych w instrukcji obrotów koszem w powietrzu - doprowadził do utraty stateczności maszyny, co z kolei spowodowało jej upadek" - wyjaśnia rzecznik.
Prokuratura nie wyklucza też, że konsekwencje wypadku na festynie w podtarnowskim Skrzyszowie poniosą również osoby z firmy, do której należał podnośnik. Śledczy przyglądną się także działalności osób z Urzędu Dozoru Technicznego, które dopuściły maszynę do użytku, mimo że była w złym stanie. Zdaniem biegłych obiekt był skorodowany, co również miało wpływ na złamanie się ramienia podnośnika.
(Bartek Maziarz/ew)