SZEF KAMPANI WYBORCZEJ PREZYDENTA
Łapówkę prezydentowi Ryszardowi Ścigale od przedstawicieli firmy drogowej Strabag miał przekazać w 2010 roku ówczesny szef Żużlowej Sportowej Spółki Akcyjnej Unia Tarnów Bogdan G. Pieniądze odbierali razem z wiceprezesem Pawłem P., ale tylko Bogdan G. miał je przekazywać Ścigale.
Obrona prezydenta sugeruje jednak, że prezes żużlowców zatrzymywał pieniądze dla siebie. Mecenas Bogusław Filar przypomniał, że to sam Bogdan G. wyszedł z inicjatywą do przedstawicieli Strabaga o wsparcie kampanii wyborczej Ryszarda Ścigały i przedstawiał się jako szef tej kampanii. Obrońca przypominał, że były szef żużlowców, czasem razem z Pawłem P. wielokrotnie wyciągał pieniądze od Strabaga i jak przekonywał mecenas Filar "stanowiło to dla nich odrębne źródło utrzymania".
Filar zwrócił też uwagę na to, że przedstawiciele firmy drogowej przekazali Pawłowi P. oraz Bogdanowi G. 100 tysięcy złotych. Ale według zeznań Pawła P. prezes żużlowej spółki zaproponował żeby z jednej z transzy wzięli dla siebie po 15 tysięcy. Tak też zrobili. Zdaniem Pawła P. prezes miał powiedzieć, że "Ścigała nie ma pojęcia ile ma dostać". To, zdaniem mecenasa Filara świadczy o tym, że nie uzgadniał niczego z prezydentem. Ponadto według dyrektorów firmy Strabag, Bogdan G. chciał także od nich pieniędzy na kampanię wyborczą do Sejmu, do którego nie startował Ścigała.
Bogdan G.,zeznając przed sądem w ubiegłym roku, przekonywał jednak, że nie podbierał pieniędzy z łapówki dla prezydenta jak przekonywał Paweł P. Obrońca Ryszarda Ścigały zwraca uwagę jednak, że "Pan G. traktował strabagowców jak dojne krowy, a w niektórych przypadkach dzielił się ze strabagowcami pieniędzmi wyciąganymi z ich spółki".
PODZIĘKOWANIE PODCZAS SPOTKANIA W IWKOWEJ
Prokurator Seweryn Borek, który zabrał głos jako pierwszy, przekonywał jednak, że "jest absolutnie przekonany, co do tego, że pieniądze dotarły do Ryszarda Ścigały". Zdaniem Borka świadczy o tym spotkanie w Iwkowej, podczas którego prezydent Ścigała podziękował dyrektorowi krakowskiego oddziału firmy Strabag Grzegorzowi M. za pieniądze. Jednak nie wprost, bo jak podkreślił prokurator przy sprawach korupcyjnych w rozmowie inteligentnych ludzi "tak się nie robi".
Obrońca Ryszarda Ścigały przypomniał jednak, że przez długi czas prokurator i świadek mówili o spotkaniu 19 listopada 2010 w Iwkowej jako o świętowaniu sukcesu wyborczego prezydenta. Tymczasem jak przypomina było to w piątek przed wyborami, a spotkanie było poświęcone sukcesowi, ale żużlowców Unii Tarnów. I było organizowane przez klub.
Dlatego mecenas Filar przekonywał, że prezydent dziękował dyrektorowi krakowskiego oddziału firmy Strabag za wsparcie żużlowców. A ten musiał go źle zrozumieć.
Taką retorykę już wcześniej przewidział prokurator Borek twierdząc, że to kpina ze zdrowego rozsądku. "Tam nie ma mowy o pomyłce. Jeżeli dyrektor Grzegorz M. mówi, że szukał potwierdzenia i je znalazł to śmiem twierdzić, że miał co do tego absolutne przekonanie".
Zdaniem Borka to, że spotkanie miało miejsce jednak przed wyborami nie miało większego znaczenia, bo Ścigała był pewny wygranej, na co wskazywały chociażby sondaże.
BANDEROLA
Jednym z dowodów w sprawie korupcji jest banderola znaleziona w domu prezydenta Ryszarda Ścigały w dniu jego aresztowania. Obrona przekonuje, że pochodziła z zaległej wypłaty córki prezydenta. Prokuratura twierdzi jednak, że to nie możliwe, bo pieniądze musiałyby zostać wypłacone w Krakowie. Co podważa jednak szefowa tarnowskiego oddziału banku, była radna. Podkreślając, że banderole z takim oznaczeniem były także wydawane razem z pieniędzmi w Tarnowie.
Podczas mów końcowych mecenas Bogusław Filar zwrócił też uwagę na to, że na banderoli widnieje data 19 listopada. Więc jak podkreślił obrońca Ścigały fizycznie nie mogła zostać wydana przed wyborami, a przecież miały być w nią zapakowane pieniądze przeznaczone na wsparcie kampanii wyborczej.
KONFRONTACJA
Prokurator z kolei podkreślił, że znamienna była konfrontacja aresztowanego Ryszarda Ścigały z Bogdanem G. "Z mojego punktu widzenia to była pierwsza newralgiczna psycholgicznie sytuacja, w której oskarżony Ścigała nie wiedział z kim będzie konfrontowany i jaka będzie treść tej czynności, usłyszał z ust Bogdana G. to na co liczył, że zachowa on do ostatnich dni. Czyli opowieść w jakich okolicznościach wręczane mu były pieniądze. Reakcja oskarżonego mówi wszystko". - przekonywał Seweryn Borek.
Ścigała wyjaśniał w piątek przed sądem w Brzesku, że owszem był załamany, ale z innego powodu. Przed konfrontacją miał usłyszeć w radiu, że jest zamieszany w zmowę przetargową przy budowie łącznika z autostradą. Dlatego, jak przekonywał, po konsultacji ze swoim obrońcą odmówił podczas konfrontacji składania wyjaśnień.
Były prezydent Tarnowa zauważył, że "fakt zatrzymania osoby publicznej, a później postawienia zarzutów, niezależnie od obiektywnej prawdy jest traktowany jako sukces organów ścigania w poszukiwaniu i zwalczaniu patologii w życiu publicznym. Naprawdę nie chcę oceniać czy jest to wizja premii dla funkcjonariuszy, czy bodźcem była moja postawa jako prezydenta jednak niezależnego".
Ryszard Ścigała przekonywał, że kolejne zarzuty jakie mu stawiano dotyczące przekroczenia uprawnień w sprawie przychylności dla firmy Strabag przy remoncie ulicy Kryształowej oraz zleceń wykonywania betonowych dróg dla firmy jego znajomego Wiesława F., nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Zdaniem byłego prezydenta prokuratorowi chodziło jedynie o przedłużenie aresztu, w którym spędził pół roku. Ścigała przekonywał też, że namawiano innych oskarżonych i świadków do zeznawania przeciwko niemu. Odniósł się też do jego zdaniem zbyt wysokiej kwoty poręczenia majątkowego, która wynosiła 450 tysięcy złotych.
Z kolei prokurator Seweryn Borek, podkreślał że z tej sprawy wyłania się smutny obraz rzeczywistości, w którym jeśli nie ma się znajomości i dojścia, to nic się nie załatwi. Jak przekonywał prawdziwa twarz Ryszarda Ściały wyłania się z podsłuchanych rozmów telefonicznych z Bogdanem G. "Tam gdzie mówi o tym, że będzie łamał kręgosłupy. Spotykaniu się w parku czy też w loży restauracji". Borek dodał, że z tej sprawy "wyłania się królestwo i pewien dwór ludzi oddanych, który ma maskę wspaniałych procedur zarządzania jakością. Tyle tylko, że to wszystko odbywa się w zaciszu gabinetów i stolików bankietowych, a te wszystkie procedury są pewnie tylko następstwem pudrowania tych układów i układzików. Brzmi to strasznie, ale te materiały to potwierdzają i wskazują gdzie to się odbywa. De facto jeszcze przed przetargami".
Prokurator wnioskuje dla Ryszarda Ścigały o karę 5-ciu lat więzienia, 62 tysięcy złotych grzywny, zakazu zajmowania stanowisk kierowniczych w samorządzie oraz podmiotach dysponujących mieniem publicznym na 10 lat.
Podczas piątkowego posiedzenia obrońcy byłych tarnowskich urzędników Zdzisława M., Jacka Kułagi oraz przedsiębiorcy Wiesława F. nie zdążyli wygłosić mów końcowych. Będą to mogli zrobić za tydzień. Prokurator wnioskuje dla nich kary więzienia w zawieszeniu, grzywny i zakazy pracy na stanowiskach kierowniczych w samorządzie.
Wyrok w sprawie tarnowskiej afery korupcyjnej zapadnie w ostatnim tygodniu lipca.
Bartek Maziarz/kp