"Biegły napisał: poszkodowany nie był narażony na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, mogło natomiast nastąpić ciężkie uszkodzenie ciała w postaci poparzenia lub zaburzeń rytmu serca. Na końcu dodał, że nie zmienia to faktu, że porażenie prądem może skutkować bardzo poważnymi uszkodzeniami ciała włącznie z tym, że może być śmiertelne w każdym wieku. Trzeba się na coś zdecydować" - twierdzi sędzia Zbigniew Małysa.
Sędzia zlecił przygotowanie kolejnej opinii biegłego lekarza. Obrońca kierownika sklepu budowlanego nie zgadza się z opinią prokuratora, który twierdzi, że w tej sytuacji istniało realne zagrożenia dla życia czy też ciężkiego uszczerbku na zdrowiu chłopca. Adwokat zwraca też uwagę na to, że do całej sytuacji by nie doszło, gdyby mama z babcią odpowiednio opiekowały się chłopcem.
Odmienne zdanie ma adwokat rodziny poparzonego chłopca, który przypomina, że w markecie budowlanym nie ma zakazu wstępu dla dzieci i podkreśla, że problemem był brak odpowiedniego zabezpieczenia listwy do testowania żarówek. Adwokat domaga się 15 tysięcy złotych zadośćuczynienia.
Dodajmy, że Państwowa Inspekcja Pracy, który kontrolowała sklep, nie zgłaszała żadnych uwag co do bezpieczeństwa sprzedawanych tam artykułów.
(Bartek Maziarz/ew)
Obserwuj autora na Twitterze: