Przed meczem trener "Pasów" Michał Probierz zapowiadał, że kluczem do wygranej będzie szybkie narzucenie swoich warunków gry. Z tym jednak było sporo problemów, bo goście byli dobrze zorganizowani, a wstawienie przez szkoleniowca zabrzan Marcina Brosza do składu dwóch twardo grających pomocników Szymona Matuszka i Mateusza Matrasa sprawiło, że Górnik nie dał się zdominować w środku pola.
Wprawdzie krakowianie mogli objąć prowadzenie już w 9. minucie, po strzale głową Rafaela Lopesa, ale potem nie stwarzali już zagrożenia pod bramką Roberta Chudego.
Górnik odpowiedział konkretnie cztery minuty później. Z rzutu rożnego dośrodkował Erik Janza, a Matuszek głową – przy biernej postawie Michala Siplaka – wpakował piłkę do siatki.
Strata gola nie pobudziła Cracovii do lepszej gry, która swoich szans na wyrównanie szukała przede wszystkim w stałych fragmentach. I to okazało się skuteczną taktyką. W 35. minucie Ołeksij Dytiatjew, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Siplaka, uprzedził Matrasa i strzałem głową doprowadził do remisu.
Goście jeszcze przed przerwą mogli ponownie objąć prowadzenie. Dytiatjew za krótko wybił piłkę, która trafiła pod nogi Davida Kopacza. Ten jednak oddał kiepski strzał.
Z kolei w 62. min tylko dzięki znakomitemu refleksowi Chudego Górnik uniknął straty gola. Po szybkiej wymianie podań Siplak dośrodkował wprost na głowę Rafaela Lopesa, lecz bramkarz gości popisał się znakomitą interwencją.
Goście w drugiej połowie koncentrowali się przede wszystkim na utrzymaniu remisu. Z kolei Cracovia, choć posiadała optyczną przewagę, też nie wykazała się wielką determinacją w walce o komplet punktów. Dopiero w doliczonym czasie gry kibice mieli trochę emocji. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Dytiatjew po raz drugi trafi do siatki, lecz gol nie został uznany, gdyż wcześniej arbiter odgwizdał faul na Matuszku.
Górnik przerwał serię trzech kolejnych porażek z Cracovią, ale był to też dla niego piąty kolejny w tym sezonie mecz bez zwycięstwa.
Cracovia Kraków – Górnik Zabrze 1:1 (1:1).
Bramki: 0:1 Szymon Matuszek (13-głową), 1:1 Ołeksij Dytiatjew (35-głową).
PAP/AD